środa, 19 lipca 2017

Hosty, czyli uroda liści - moja lipcowa roślina miesiąca

Witajcie kochani.
Wracam do cyklu "roślina miesiąca". W czerwcu był jaśminowiec, w lipcu przyszedł czas na moje ulubione funkie, czyli hosty.
Obie nazwy funkcjonują niemal równorzędnie i w związku z tym często zapominam, która jest polska, a która łacińska;-)))
A prawda wygląda tak: po polsku funkia, a po łacinie Hosta.
To bardzo stara bylina, którą ponoć uprawiali już Chińczycy przed dwoma tysiącami lat.
Podobno jedna z najstarszych roślin ozdobnych.
Pomimo, że funkie to Azjatki, bardzo dobrze odnalazły się  w naszym klimacie.
Myślę, że w ogrodzie florysty to absolutne "must have":)
Liście funkii urzekają swoją urodą, zwłaszcza teraz, kiedy odmian jest ogromna mnogość.
Poniżej na zdjęciu mała próbka tej różnorodności:



Istny liściowy zawrót głowy:) 


SKĄD DO NAS PRZYSZŁY


Z dalekiej Azji przywędrowały. Z Chin, Mandżurii i Półwyspu Koreańskiego. Najpierw przeniosły się do  Japonii, by stamtąd trafić do Europy.
Początkowo do Wielkiej Brytanii, gdzie przez lata rosły niemal w każdym ogrodzie.
Choć niektóre źródła mówią, że pierwsi przyjęli funkie Francuzi.
Cała historia i systematyka tych pięknych bylin jest nieco pokręcona i mocno zawikłana, a to dlatego, że sprowadzali je w tym samym czasie różni botanicy i odkrywcy. Niektóre z nich początkowo zaliczane były do rodzaju Hemerocalis, czyli liliowiec.






Dlaczego przez lata zostały zapomniane...


Ano dlatego, że nastały czasy mody na rośliny o barwnych kwiatach, które funkię na jakiś czas wyparły z ogrodów.
Obecnie przeżywa renesans popularności.
Jest wspaniałą byliną do półcienistych zakątków ogrodu. Są też odmiany, które dobrze się czują na stanowisku słonecznym.
Usiłuję przypomnieć sobie, kiedy miało miejsce moje pierwsze spotkanie z hostami. I nie umiem zlokalizować tego w pamięci. Nie było ich z całą pewnością w ogrodzie moich rodziców, bo w tamtych latach akurat do mody ogrodowej nie należały.
Myślę, że zobaczyłam je po raz pierwszy  na studiach. I od razu pokochałam miłością wielką, która trwa nadal i pewnie nic tego nie zmieni:)
I o ile miłością do wielu roślin zarazili mnie Rodzice, o tyle z funkią rzecz się ma odwrotnie: przekazałam swój funkiowy zachwyt Mamie i teraz sadzimy te piękne "liście" w jej ogrodzie na potęgę:)




ZA CO KOCHAMY FUNKIE?


Za liście oczywiście!!! (rym niezamierzony;-)
A liście te mogą być różne, różniste, zarówno pod względem zabarwienia, jak i kształtu.
Są zielone, niebieskie, pstre, złote, paskowane, biało lub żółto obrzeżone lub z jasnymi plamami w środku blaszki liściowej.
A kształty liści: od wąskich, lancetowatych, poprzez sercowate i owalne, do niemal okrągłych.
Poszczególne odmiany różnią się też wielkością: od mikrusów (do 10 cm wysokości), po olbrzymki sięgające wzrostem powyżej metra!!!
W ogrodach pięknie wyglądają w połączeniu z roślinami o purpurowych lub złotawych liściach oraz z gatunkami o intensywnej barwie kwiatów.
Na poniższym zdjęciu w połączeniu z żurawkami.


źródło zdjęcia: Ogrodowe Sprawy

FUNKIE WE FLORYSTYCE


O ile kwiaty funkii najlepiej podziwiać w ogrodzie, o tyle liście są doskonałym materiałem florystycznym. Świetnie nadają się na przykład na zielone kryzy do bukietów, zarówno tych nieformalnych, rozwichrzonych, ogrodowych, jak i do wiązanek ślubnych.



źródło zdjęcia: PINTEREST


źródło zdjęcia: FLORAL ACCENTS


źródło zdjęcia: Flirty Fleurs


źródło zdjęcia: PINTEREST


zdjęcie pochodzi STĄD


To zaledwie kilka przykładów florystycznego zastosowania tych urodziwych liści. Możliwości są ogromne. 
Można używać ich do szpilkowania (na przykład wianków, czy gąbek), można tworzyć z nich jednorodne liściowe bukiety, można w końcu zwijać je, spinać, rolować. wyklejać nimi płaskie kryzy. I dużo, dużo więcej, co tylko nam wyobraźnia podpowie:)
Ja kiedyś użyłam liści funki do dekoracji biało-zielonego wianka wykonanego z ogrodowych róż.



I to tyle na dzisiaj, chociaż o hostach można by duuużo, duuużo więcej.
Serdecznie Was pozdrawiam i do następnego pisania:)

FLORENTYNA



LITERATURA: 

1. Ogrody 5/2004
2. Działkowiec 1/2007
3. Działkowiec 7/1998
4. Kwiaty 2/1997
5. Kwiaty 2/1998





wtorek, 27 czerwca 2017

Wybieram kwiaty - część druga. Tym razem post wspomnieniowy.

Witajcie miłośnicy kwiatów.
Zgodnie z zapowiedzią kontynuuję cykl "Wybieram kwiaty". Wpisy pod tym hasłem już na stałe zagoszczą na moim blogu. Będą rzecz jasna przeplatane innymi, ale co jakiś czas wrócę do kwiatowych rozważań:)
Dzisiaj garść moich kwietnych wspomnień.
Niezależnie od tego, jak daleko udaje mi się sięgnąć pamięcią, zawsze widzę wokół siebie kwiaty, drzewa, trawy, zioła.
Dorastałam w bliskim kontakcie z naturą i od dziecka uczono mnie zachwytu nad jej niezwykłością ale i szacunku dla niej.
Moim pierwszym nauczycielem przyrody był Tata. Pamiętam, że kiedy tylko zaczęłam mówić,  uczył mnie nazw kwiatów, drzew i ptaków.
W niewielkim ogrodzie moich rodziców zawsze coś kwitło, pachniało, zachwycało kolorami.
Próbuję zmobilizować pamięć, by pokazała mi pierwszy kwiat, który nauczyłam się rozróżniać.
Wydaje mi się, że jest to bratek. Rodzice nazywali je "braciszkami", a ponieważ bardzo lubi je moja Mama, więc w naszym ogrodzie były od zawsze i są do dzisiaj.
Mama kochała i kocha kwiaty. Ojciec mój zawsze o tym pamiętał. Dlatego zwyczaj obdarowywania bliskich kwiatami i wyrażania uczuć za ich pomocą jest dla mnie tak oczywisty jak oddychanie.
Kwiaty po prostu zawsze były w moim życiu. Nie miałam więc absolutnie wątpliwości co do kierunku studiów: ogrodnictwo, nie mogło być inaczej;-)

Nie chcąc być gołosłowna, pokażę Wam jedno z moich najwcześniejszych zdjęć:)
Jest bardzo "prehistoryczne", ale tym bardziej dla mnie cenne.
Popatrzcie sami:


Mam nadzieję, że pomimo niedoskonałości obrazu, widać co ściskam w tłuściutkiej łapce;-)
A w drugiej gałązka wierzby. 
Powiedzcie sami, czy ja miałam inne wyjście? Kwiaty były po prostu moim przeznaczeniem. I tyle;-)

Wczesne dzieciństwo...


... to czas, kiedy na kwiatowe "wyprawy i łowy" zabierał mnie Tata. Wiosną zbieraliśmy fiołki, aby całe ich garście zanieść Mamie, która dekorowała pachnącymi bukiecikami dom.
Potem przychodził czas łubinów, chabrów, maków i rumianków, za którymi wędrowaliśmy po polach. Jesienią znosiliśmy do domu naręcza wrzosów z leśnych grzybowych wypraw (grzybobrania z moim Tatą, to odrębny temat, budzona o czwartej rano, a czasem jeszcze wcześniej, zaspana, ale najszczęśliwsza na świecie jechałam z rodzicami do lasu, w inny, zaczarowany świat, w inny wymiar niemal;-)
Odkąd pamiętam, w moim domu rodzinnym świeże kwiaty na stole były zawsze. Dbała o to Mama. Najczęściej były to kwiaty ogrodowe, wyznaczające rytm następujących po sobie pór roku.
Wiosną bukiety tulipanów, latem goździki brodate, dzwonki, łubiny, irysy, floksy i co tam jeszcze w ogrodzie zakwitło. Bardzo utkwiły mi w pamięci pachnące floksy, które królowały w ogrodzie mojej Babci. I pewnie dlatego były jednymi z ukochanych kwiatów Mamy.



W jesiennych bukietach panowały niepodzielnie astry, za którymi moja Mama dosłownie przepada:) I nie mam tu na myśli astrów bylinowych, marcinkami zwanych, ale popularne w naszych ogrodach, urokliwe, jednoroczne astry chińskie.


Ja też je ogromnie lubię. Kojarzą mi się z dosytem i spokojem schyłku lata.
Także z początkiem roku szkolnego, który uwielbiałam. Naprawdę. Te pachnące nowością książki, czyste zeszyty, całą tę wielką tajemnicą, która przede mną:)
I oczywiście naręcza kwiatów dla ukochanych nauczycieli.
Ech, to były czasy;-)

Z zimowych wypraw z Tatą, bardzo utkwiła mi w pamięci jazda na łyżwach. Tata szedł sobie spacerkiem, a ja "szusowałam" po oblodzonych trotuarach;-)
Z tych wypadów wracałam zawsze ze zziębniętym nosem, różowymi polikami i obowiązkowo z wiązką jakichś plastycznie pogiętych gałęzi. Coś przecież musiało zdobić dom, nawet zimą:)

Kochani, ponieważ wpis robi mi się oooogromnie długi, więc dzisiaj na tym skończę moje kwiatowe wspomnienia. Powrócę do nich w kolejnym pisaniu.
Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i życzę, by każdy Wasz dzień pełen był uśmiechu i kwiatów.
Bo przecież, jak pięknie napisała Ewa, prowadząca bloga MARZENIAMI MALOWANE

KWIATY TO UŚMIECH BOGA:)

Pamiętajmy o tym każdego dnia.

Proszę, piszcie mi o Waszych kwietnych wspomnieniach i kwiatowych historiach.
Dziękuję, że odwiedzacie "Groszki i róże";)

I do następnego pisania.


FLORENTYNA










środa, 21 czerwca 2017

Wybieram kwiaty!!!

Witajcie kochani w pierwszym dniu astronomicznego lata.
Jakie to wspaniałe uczucie, obudzić się rano i poczuć wpadający przez okno, oszałamiający zapach lata, usłyszeć ptaki:-)
Kiedy jest bardzo wcześnie, odgłosy miasta nie zakłócają jeszcze ciszy natury, więc chociaż przez chwilę ma się wrażenie bliskiego z nią kontaktu...
Trwaj chwilo!


Marzę już o wakacyjnych włóczęgach, o wiejskich krajobrazach, o zanurzeniu bosych stóp w trawie, jednym słowem o ucieczce z rozprażonego upałem miasta marzę.
To już za chwilę, jeszcze tylko dwa tygodnie i... witaj swobodo😊😊😊

No, ale wracajmy do rzeczywistości. Póki co jeszcze jestem w mieście. Jeszcze wzywają codzienne obowiązki. Ale tak miło czekać na wakacje.

Zapraszam Was drodzy moi goście na cykl wpisów pod wspólnym tytułem:

WYBIERAM KWIATY



Pomysł na ten cykl powstał w mojej głowie niejako w opozycji do panoszącej się powszechnie i zataczającej coraz szersze kręgi przedziwnej "mody"na wszelkie "zamiast kwiatów". Dlaczego zamiast, pytam?????
Co komu zawiniły kwiaty, że odsuwa się je gdzieś na margines? 
Napisałam kiedyś post przewrotny z moimi propozycjami innych "zamiast", no bo skoro chcemy zastępować kwiaty czym innym, to może warto posunąć się dalej w tym "praktycznym" podejściu do życia😉

A dzisiaj pragnę poinformować wszem i wobec, że jestem absolutną przeciwniczką zastępowania kwiatów jakimikolwiek innymi produktami!!!! Bo ja w y b i e r a m  k w i a t y!
Może nie jestem praktyczna, bo przecież zwiędną. Ale taki ich urok właśnie, że są ulotne i nietrwałe. Chcę otaczać się kwiatami każdego dnia, chcę by towarzyszyły mi w chwilach radosnych i smutnych. Ślub co prawda mam już dawno za sobą, ale chciałabym bardzo podziękować przyjaciołom i rodzinie za to, że nikomu nie przyszło do głowy obrażanie mnie jakimkolwiek "zamiast";-) Dziękuję Wam kochani za to, że dosłownie "obsypaliście " mnie kwiatami. Cudowne wspomnienie. 
Bo zasługuję na kwiaty!!!! Tu i teraz, a nie dopiero, kiedy przeniosę się na "łąki niebieskie".
Czy zauważyliście, że kiedy odchodzą nasi bliscy, nie żałujemy im kwiatów...
Dlaczego czekamy tak długo???  Bardzo podobało mi się pytanie, jakie zadała klientowi swojej kwiaciarni świetna polska florystka Katarzyna Greta Szymkowiak, cytuję: "Kiedy będzie pan kupował żonie kwiaty? Po śmierci???"
No właśnie. I wszystko na ten temat!!! 


POZWÓLMY KWIATOM MÓWIĆ...

"Przez wieki i niemal we wszystkich językach, zarówno człowiek pierwotny, jak i cywilizowany, ze słowem "kwiat" łączył wyobrażenie lubości, krasy i niewinności. Kwiatami wszystkie narody stroiły świątynie; kwiatami uścielano drogi przed wielkimi mężami; płeć piękna od kwiatów nabierała ozdoby; kwiatami zakochany ujmował swą wybrankę (...)"
                                         (wypis z "Ogrodów Północnych" Józefa Strumiłły, wyd. w Wilnie w roku 1844, przypomniany przez profesora Jana Ślaskiego z Krakowa , cytat za kwartalnikiem "Kwiaty", niestety nie wiem z którego roku, bo mam stary egzemplarz bez okładki.)




                    
Kwiaty towarzyszyły nam od zawsze, od zarania dziejów; od dnia narodzin aż do ostatnich chwil życia. A uroczystości ślubne z kwiatami wiązały się nierozerwalnie. Czy warto to zmieniać? Zwróćcie uwagę na słowa: "płeć piękna od kwiatów nabierała ozdoby"... Pytam (znowu może nieco przewrotnie;-), czy takiej samej "ozdoby" nabierze od worka karmy dla psów???
I żeby nie było wątpliwości, informuję, że nie mam nic przeciwko karmie dla psów. Kocham zwierzaki. I w moim domu były zawsze. Ale kochani, wszystko ma swój czas i miejsce.
I tego trzymać się trzeba;-)

Ponieważ WYBIERAM KWIATY,  na FB ogłosiłam projekt KWIATY NA KAŻDY DZIEŃ😊
Bo z kwiatami żyje się ładniej i łatwiej. Bo kolorują nasze życie. Bo łagodzą obyczaje.
Dzisiejszy dzień pod znakiem IRYSA:)



Pozdrawiam Was serdecznie z upalnego Wrocławia i zapraszam do rozmów o kwiatach. Polemiki i uwagi krytyczne mile widziane:)

ciąg dalszy nastąpi... 








niedziela, 18 czerwca 2017

Jaśminowy bonus:)


Jeszcze ciągle powietrze o zmierzchu pachnie jaśminem:) Ale codziennie coraz więcej białych płatków pod krzewem, niż na nim. Czas jaśminu powoli dobiega końca...
A ja nadal pozostaję w jaśminowych klimatach. Szperam po literaturze, książkach, starych czasopismach. Buszuję po zaprzyjaźnionych i ulubionych blogach, szukając jaśminowych śladów.
I oto co dla Was wyszperałam;-)

HOROSKOP CELTYCKI

Podobno jeden z najstarszych, liczący sobie ponad dwa tysiące lat. Jego twórcami są druidowie - starożytni celtyccy mędrcy i kapłani. Genialni znawcy drzew. Według ich wierzeń, opiekunem każdego człowieka jest drzewo. Może warto wiedzieć, jakie jest nasze drzewo:) I być z nim w ścisłym kontakcie.
Dzisiaj porcja wiedzy druidów, dla tych, którzy  urodzili się pod znakiem jaśminowca.

UWAGA: osoby urodzone 01.05 - 14.05 oraz 05.11 - 11.11  - to horoskop dla Was:)

JAŚMINOWIEC (dyplomacja)

Miły i towarzyski jaśminowiec zjednuje sobie ludzi swobodą i umiejętnością rozmowy. Wydaje się zrównoważony i bez problemów - w istocie wrażliwy i pełen rezerwy. Jak nikt inny rozumie zalety dyplomacji, a jego działania są ostrożne i przewidujące. Małżeństwo z jaśminowcem nie jest łatwe - mimo iż jest odpowiedzialny, ciążą mu zobowiązania. Od życia oczekuje niewiele, nadzieje pokłada w dzieciach, które umie starannie wychować. Nie jest materialistą, lecz pracowity i obdarzony wyobraźnią często nieźle zarabia.


𑇙 Powyższe informacje zaczerpnęłam z, nieistniejącego już, miesięcznika OGRODY nr 1/2005


Wiem, że to tylko zabawa, ale może warto posadzić w ogrodzie drzewo czy krzew, z którym z racji terminu urodzenia, jesteśmy związani cechami charakteru i pewnym podobieństwem. I które, według druidów, jest naszym opiekunem. Opieki nigdy dosyć;-) A i nadmiar drzew jeszcze nikomu nie zaszkodził. Sadźmy więc nasze drzewa opiekuńcze😊😊😊


Powyżej było dla ducha, a teraz coś dla ciała: na blogu KLAUDYNY HEBDY, który uwielbiam i często do niego zaglądam, wynalazłam przepis na peeling truskawkowo-jaśminowy.
Jako, że sezon truskawkowy w pełni, a czas jaśminu jeszcze trwa, polecam ten aromatyczny i apetyczny kosmetyk wypróbować.
Przepis przytaczam w całości z bloga Klaudyny.

PEELING TRUSKAWKOWO- JAŚMINOWY KLAUDYNY HEBDY


Składniki:
  • 3  duże aromatyczne truskawki
  • 3 strąki zielonego kardamonu, nasionka wyciągnięte, rozgniecione (jeśli checie sobie zrobić peeling „antycelulitowy”* zamiast kardamonu dajcie zmielony cynamon, który pobudza krążenie)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 5-6 kwiatów jaśminowca, podzielonych na płatki lub pokrojonych ostrym nożem na kawałeczki
  • około 1/2 – 1 kubek cukru, drobnego (w zależności od tego jak soczyste są truskawki)
  • opcjonalnie 3-5 kropli olejku eterycznego z pomarańczy lub z cytryny, bardzo dobrej jakości i takiego, który nas nie uczula
* bo i tak niestety nie ma cudownego lekarstwa na celulit, gdyby było gwiazdy z Hollywood dawno by sobie celulit usunęły…:(
Przygotowanie:
Truskawki rozgniatamy widelcem (używamy dojrzałych truskawek). Jeśli mają bardzo dużo wody, można odrobinę soku odlać/wypić.
Dodajemy miód, oliwę, kardamon, dokładnie mieszamy.
Dodajemy cukier: zacznijmy od połowy szklanki. Jeśli widzicie, że jest za rzadkie, dodajecie dalej, do uzyskania takiej konsystencji jak na zdjęciu. Dodajemy płatki, mieszamy jeszcze raz
Przekładamy do czystych słoiczków lub od razu zużywamy.
Peeling w małych ilościach jest jadalny:)
To tyle!
Peeling jest gotowy, używamy go przy najbliższej kąpieli:)


zdjęcie: KLAUDYNA HEBDA

Miłego i pełnego uśmiechów tygodnia życzę wszystkim moim miłym gościom.
Pozdrowienia i do napisania:)


FLORENTYNA






piątek, 16 czerwca 2017

W jaśminowy zapach wtulona, czyli mój czerwcowy roślinny number one;-)

"Rozkwiecił się, rozjaśnił
w zagaju dziki jaśmin.

Motyl kielichy liczy

Te białe kwiaty wonne
to dla wiosny podzwonne." 
                               (Maria Ziółkowska)



Wiosna i lato to czas, kiedy natura oszałamia nas i uwodzi nie tylko kolorami, ale i zapachami.
Taka swoista symfonia aromatów. Co chwilę pojawiają się nowe, przechodzą jedne w drugie, przenikają się nawzajem...
Zawsze jednak jest taki, który gra pierwsze skrzypce w tej zapachowej orkiestrze, przewodzi i wyraźnie wybija się na pierwszy plan.
W czerwcu to bezapelacyjnie zapach jaśminu;-)
Gwoli ścisłości spieszę dodać, że nie chodzi mi o "prawdziwy jaśmin" (Jasminum), ale tak naprawdę o jaśminowiec (Philadelphus), którego rozłożyste biało kwitnące, zachwycająco pachnące krzewy są nieodłącznym elementem naszego krajobrazu wiejskiego i miejskich, raczej starszych parków.



To bezapelacyjnie jedne z najpiękniejszych krzewów kwitnących u progu lata.
Sam wdzięk i piękno.
Uwielbiam jaśmin od zawsze. Jego wielki krzak rósł w kącie ogrodu moich rodziców, tuż przy płocie. Zawsze, kiedy wącham jaśminowe kwiaty, przenoszę się myślą do tamtego ogrodu z wczesnodziecięcych lat.  
Niestety, jaśmin  z ogrodu mojego dzieciństwa nie bardzo nadawał się na kwiat cięty, gdyż  często urzędowały na nim mszyce. Jakoś szczególnie lubią te krzewy.
Dzisiaj łatwiej sobie z mszycami poradzić. Wtedy stanowiły istną jaśminową plagę.
Ale kto by się mszycami przejmował:) Wystarczyło zamknąć oczy, mszyce znikały z pola widzenia, a upojny zapach pozostawał.


SKĄD MAMY JAŚMIN?


Najpopularniejszym gatunkiem uprawianym w naszym kraju jest jaśminowiec wonny (Philadelphus coronarius). Pochodzi z Europy Południowej i południowo - zachodniej Azji.Do Europy Środkowej przywędrował w XVI wieku. W  polski krajobraz wpisał się mistrzowsko. Zwłaszcza w krajobraz wiejski. Jest w wiejskich ogrodach "od zawsze" i aż trudno uwierzyć, że to nie nasz rodzimy krzew:)



Na zdjęciu powyżej jaśminowiec rosnący w świętokrzyskim "raju" mojej przyjaciółki.
ZOŚKU, dziękuję za fotki:)

KŁOPOTY Z NAZWĄ


Znany u nas powszechnie jaśminowiec wonny i "prawdziwy" jaśmin, to dwie zupełnie różne rośliny. Nazwa jaśmin, choć niepoprawna, tak bardzo wrosła w polszczyznę, literaturę i poezję, że chyba już się to nie zmieni. Warto jednak wiedzieć, że choć popularna to nieprawidłowa, żeby uniknąć niepotrzebnych pomyłek;-)



Lubią jaśmin poeci.
Na przykład Leśmian pisał tak:

                                            "Ty przychodzisz jak noc majowa...
                                              Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...
                                              I jaśminem pachną twe słowa...
                                              I księżycem sen srebrny płynie...
                                              Kocham cię..."


 Spróbujcie sobie wyobrazić, że zamiast "jaśmin" byłoby tu "jaśminowiec". No żadną miarą nie da rady;-)))))) I o ile zawsze jestem przeciwna nazywaniu roślin "cudzymi imionami", o tyle dla jaśminowca robię wyjątek, i może jeszcze dla bzu, co lilakiem jest tak naprawdę, no i dla akacji, która robinią być powinna;-) Imię "jaśmin" podoba mi się zdecydowanie bardziej niż "jaśminowiec" i tyle! W pozostałych przypadkach stanowczo protestuję przeciwko przezwiskom i do poprawności botanicznej i systematycznej wzywam;-)

ZA CO GO KOCHAMY

- za zniewalający zapach kwiatów

- za czarujące, niczym panna młoda w bieli, okazałe, niezwykle bogato ukwiecone krzewy

-  ogrodnicy (zwłaszcza amatorzy) kochają go za łatwość uprawy i niewielkie wymagania

-  architekci krajobrazu za dużą odporność na zanieczyszczenia powietrza, dzięki czemu z powodzeniem można go sadzić w miastach

- floryści za delikatne, urokliwe kremowobiałe kwiaty, przypominające gwiazdki. Cudnie zaprezentuje się jaśminowiec w towarzystwie ogrodowych, pnących odmian róż o różowej barwie kwiatów. W chłodnych tonacjach z ostróżkami, a w białych monochromatycznych kompozycjach z piwonią, złocieniem wielkim i drobnokwiatowymi odmianami róż. Niestety kwiaty jaśminowca po ścięciu z krzewu są bardzo mało trwałe i chyba właśnie dlatego we florystyce stosuje się go rzadko. Ostatnio próbowałyśmy dodać jaśminowiec do wianków, ale nie był to doby pomysł, bo kwiaty niemal natychmiast zwiędły.


JAŚMINOWIEC WE FLORYSTYCE


Najpiękniej prezentują się jednorodne, okazałe jaśminowe bukiety umieszczone w szklanych lub ceramicznych wazonach.
Nie mam własnych zdjęć jaśminowych aranżacji, więc pokażę Wam to, co udało mi się wyszperać w Internecie.




źródło zdjęcia: PINTEREST


zdjęcie pochodzi STĄD


źródło zdjęcia PINTEREST


Nie ma tego niestety zbyt wiele. I jak widzicie, jaśminowiec jest w tych kompozycjach zaledwie dodatkiem.
Może znacie jakiś dobry sposób na przedłużanie trwałości kwiatów jaśminowca?
Fajnie byłoby móc wykorzystywać go we florystycznych aranżacjach...

I na tym kończę moje dzisiejsze jaśminowe rozważania:)
Jeszcze tylko uśmiech z jaśminowego krzewu Wam przesyłam.



Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy do mnie zaglądają.
Zostawiajcie proszę ślad w komentarzach. Miło jest wymienić poglądy, podyskutować, wspólnie szukać rozwiązań.  Krytyczne uwagi również bardzo mile widziane.
Piszcie!
Miłego i pełnego uśmiechu weekendu Wam życzę.
I do następnego pisania:)


FLORENTYNA





LITERATURA:

1. "Świat krzewów ozdobnych" Maciej Mynett
2. "Gawędy o drzewach" Maria Ziółkowska
3. "Działkowiec" 6/2008, "Jaśminowiec czy jaśmin" dr P. Latocha
4. "Kwietnik" 7/2007 "Aromat letniej nocy" Piotr Syga
5. Wikipedia




niedziela, 11 czerwca 2017

Mój Rok Uśmiechu, sprawozdanie półroczne;-)

Witajcie kochani.
Czas pędzi tak szybko, że to aż niewiarygodne. Wiem, że to banalne stwierdzenie, ale nic na to nie poradzę. Czas po prostu ucieka banalnie szybko i tyle...
Czerwiec już, a przecież dopiero szukałam wiosny;-)
Teraz powoli nadchodzi lato. Lubię lato. Za kolory, zapachy, za mnogość kwiatów, ziół, traw. zbóż, jednym słowem za cały przebogaty urodzaj florystycznego "zielska":)
A za kwitnące lipy, lawendę, hortensje i zapach siana kocham lato najbardziej.



I jeszcze przecież za jaśminowiec o absolutnie cudownym, nieziemskim i upajającym  zapachu:) Czy wiecie, że jak wieść niesie, Kleopatra uwiodła Antoniusza właśnie przy pomocy jaśminu;-) Podobno zakochał się w egipskiej królowej jeszcze zanim ją zobaczył, a to za sprawą uwodzicielskiego zapachu jaśminu, którego olejkiem skropione były żagle statku Kleopatry:)

I tutaj mała poprawka: owszem, uwiodła Marka Antoniusza przy pomocy olejku jaśminowego, ale pozyskiwanego z jaśminu wielkokwiatowego a nie z jaśminowca. 
Z miłości do jaśminowca i niewiedzy perfumeryjnej, chciałam mój ukochany krzew umieścić wszędzie. Ale właśnie sprawdziłam dokładnie i już wiem z całą pewnością, że nie jaśminowiec, a jaśmin służy do wyrobu olejku jaśminowego:)
Przepraszam za wprowadzenie w błąd. 



To zapach, który podobnie jak fiołki, przenosi mnie w czas dzieciństwa. Dużo jaśminu rosło w moim rodzinnym miasteczku. A i z ogrodu rodziców pamiętam rozłożysty jaśminowy krzew.
Letnie wieczory pachniały upojnie.
Lubiłam długo siedzieć w ogrodzie, wsłuchiwać się w letnią noc i napawać jej aromatem. 
I tu mała dygresja: w tętniącym życiem, wielkim Wrocławiu, w którym teraz przyszło mi mieszkać, kontakt z naturą jest nieco utrudniony... Inaczej rzecz się ma w małych miastach i na wsi, gdzie, jak ostatnio przeczytałam: "uroki przyrody mamy na wyciągnięcie ręki". Całkowicie się z tym zgadzam. Moje niewielkie, senne nieco wówczas, miasteczko, wiosną i latem zamieniało się w kwitnący ogród, który czarował zapachami, brzęczał, bzyczał, świergolił, kląskał słowiczymi trelami i oszałamiał kolorami. Tak pamiętam wiosny i lata mojego dzieciństwa...

Może dlatego tak bardzo lubię jaśmin, że jestem zodiakalną Rybą, a jaśminowiec to jeden ze szczęśliwych kwiatów dla tego znaku:)



 Dużo, dużo później, już w krakowskich czasach studenckich, śpiewałam na letnich rajdach: "ja jestem noc czerwcowa, królowa jaśminowa, zapatrzcie się w moje ręce, wsłuchajcie się w śpiewny chłód"...  To zachwycająca "Ballada o nocy czerwcowej" mistrza Gałczyńskiego.

No, ale ad rem:)
Nie o lecie i jaśminie miał to być wpis, ale o moim Roku Uśmiechu.
pierwszym styczniowym poście pisałam o tym, że nie lubię postanowień noworocznych i w zasadzie ich nie robię. W tym roku miałam tylko jedno: będę szczęśliwa! I pragnę Wam donieść, że postanowienie to konsekwentnie i z powodzeniem realizuję:)
A, że mój sposób na szczęście, to uśmiech i wdzięczność, więc idąc tym tropem, ogłosiłam sobie na własny użytek, rok 2017 Rokiem Uśmiechu:)
Dzisiaj relacja z pierwszego półrocza uśmiechania się:)
Najlapidarniej rzecz ujmując: TO DZIAŁA!!!!!



Przekonałam się "na własnej skórze", że częste uśmiechanie się przynosi całe mnóstwo korzyści:)
Przede wszystkim uśmiech jest bardzo zaraźliwy i przenosi się z człowieka na człowieka znacznie szybciej niż wirusy;-) Z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość ludzi odpowiada uśmiechem na uśmiech. Przez pół roku eksperymentowania z uśmiechem, spotkałam tylko TRZY osoby, które zareagowały inaczej. Ale to tylko wyjątki, które potwierdzają regułę:)
Wszyscy wiemy, że z uśmiechem nam do twarzy. Faktycznie, pogodna buzia wygląda ładniej i młodziej. Uśmiech sprawia, że jesteśmy postrzegani jako osoby radosne i optymistyczne, co z kolei powoduje, że ludzie do nas lgną i szukają naszego towarzystwa. Bo z optymistami, zarażającymi radością świat wydaje się piękniejszy i lepszy, a problemy łatwiejsze do rozwiązania.
Uśmiech sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, a to za sprawą endorfin, czyli hormonów szczęścia właśnie, które pod wpływem uśmiechu wydzielają się w naszym mózgu w zwiększonych ilościach.
Stare porzekadło mówi, że "śmiech to zdrowie" i jest to najprawdziwsza prawda, jako że szczery i szeroki uśmiech dotlenia mózg, redukuje stres, obniża ciśnienie krwi i pobudza układ odpornościowy.
Z moich własnych obserwacji wynika też, że uśmiech może działać przeciwbólowo, przetestowałam na sobie. I chociaż nie mogę powiedzieć, że uśmiech likwiduje ból, to jednak zdecydowanie zmniejsza jego natężenie.
Wszystko o czym piszę sprawdziłam osobiście w pierwszym półroczu mojego Roku Uśmiechu.
I wiecie co, wokół mnie przybyło ludzi radosnych i pogodnych, mój świat wypiękniał, a szczęście zagościło w nim na co dzień.
Nie zmieniła się moja sytuacja życiowa, a problemy nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zmieniło się jednak moje nastawienie i postrzeganie świata.
A efekt? Wszystko wydaje się łatwiejsze i rzeczywiście łatwiejszym się staje:)
Magiczna moc uśmiechu czyni cuda!!! Pamiętajmy o tym i czerpmy z tej mocy pełnymi garściami.



Jak mówi piękna piosenka: "uśmiechaj się, do każdej chwili uśmiechaj, na dzień szczęśliwy nie czekaj..."
I tego Wam moi kochani Groszkowo-różani czytelnicy i przyjaciele z całego serca  życzę.
Satysfakcja gwarantowana:)

I oczywiście przesyłam Wam uśmiech.



Brzozy  moje ukochane jak zwykle dodają mi energii i ładują akumulatory:)

Pozdrawiam z uśmiechem i do następnego pisania

FLORENTYNA




wtorek, 30 maja 2017

Kwiatowe DIY, czyli kwietny upominek na każdą okazję, w sześciu krokach.

Witajcie Groszkowo-różani przyjaciele:)
Dzisiaj, krok po kroku, pokażę Wam jak przygotować niewielki upominek kwiatowy, który z pewnością ucieszy każdego obdarowanego i z powodzeniem może zastąpić konwencjonalny bukiet kwiatów.
Mój dzisiejszy pomysł na kwiatowy upominek, to propozycja dotycząca okazji zupełnie prywatnych, takich jak: urodziny, imieniny, rocznice, komunia, chrzest, czy po prostu miły podarunek bez  żadnego powodu:)
Na uroczystości oficjalne tego typu kwiatowe gadżety raczej się nie nadają.
A o czym w ogóle mowa? O kwiatowych rożkach.
Robiliśmy takie na naszych ostatnich warsztatach. I chyba spotkały się z życzliwym przyjęciem zarówno warsztatowiczów, jak i ich znajomych.



Co będzie potrzebne do wykonania stożka kwiatowego?

1. niezbyt gruby karton lub bristol
2. zszywacz i zszywki
3. klej na gorąco i pistolet
4. sznurek do owinięcia rożków
5. sznurek dekoracyjny do ozdobienia rożków
6. gąbka florystyczna do żywych roślin (zielona)
7. celofan
8. drut do wykonania rączki
9. taśma florystyczna
10. kwiaty i zieleń
  W naszym przypadku są to:
        - goździk (Dianthus)
        - zatrwian wrębny (Limonium sinuatum)
        - zatrwian szerokolistny (Limonium latifolium)
        - przywrotnik ostroklapowy (Alchemilla mollis)

Oczywiście zestaw kwiatów może być inny. Kompozycję można wykonać z jednego gatunku lub z roślin mieszanych. Mnie miks kwiatowy odpowiada bardziej. Jest delikatniejszy i mniej konwencjonalny niż aranżacje jednogatunkowe.

Materiały zgromadzone, a zatem do dzieła!!!!

                                             ZACZYNAMY!!!


                                          KROK PIERWSZY

Z kartonu wycinamy prostokąt o formacie A4 i zwijamy go w rożek. My wykorzystaliśmy na zajęciach stare papierowe teczki. Wspaniały recykling. No i nie trzeba przycinać papieru, bo jedna część teczki starcza akurat na jeden rożek. Po zwinięciu kartonu w rożek, zszywamy go kilkoma zszywkami i obcinamy nierówności tak, by uzyskać zaokrąglony brzeg.
A oto efekt:

                                                                    



KROK  DRUGI

Tak przygotowany rożek owijamy sznurkiem. Musimy to robić bardzo starannie, miejsce przy miejscu, by nie prześwitywał nigdzie karton. Od czasu do czasu nanosimy na owijany rożek niewielką ilość kleju z pistoletu, aby sznurek się nie przesuwał.



KROK  TRZECI

Do tak przygotowanych rożków montujemy rączkę wykonaną z drutu i osłoniętą taśmą florystyczną oraz sznurkiem. (taśma po to, by sznurek się nie zsuwał z rączki)



KROK  CZWARTY

Rożek omotany sznurkiem, należy jeszcze udekorować. My do tego celu zastosowaliśmy grubszy sznureczek ozdobny, z którego wykleiliśmy na stożku przeróżne esy-floresy.



KROK  PIĄTY

Przed układaniem kwiatów rożek należy uszczelnić i zabezpieczyć przed wyciekaniem wody.
Do tego celu posłużył nam celofan, którym wyłożyliśmy wnętrze rożków.
Następnie umieściliśmy w stożkach niewielkie kawałki namoczonej i odpowiednio przyciętej gąbki florystycznej.


KROK SZÓSTY - UKŁADANIE KWIATÓW

Teraz pozostało już tylko ułożenie kwiatów w gąbce. Zaczynamy od kwiatka środkowego i układamy je tak, by łodygi dążyły do wspólnego punktu, zwanego punktem zbiegu (zgodnie z zasadami stylu dekoracyjnego). Kwiaty mają tworzyć niewielką kopułkę. 
Myślę, że wszystkim się udało:) Popatrzcie na zdjęcia.


I upominki kwiatowe gotowe:)
Na zakończenie jeszcze nasz wspólny uśmiech:)


I do zobaczenia na kolejnych warsztatach...
A na blogu, do kolejnego wpisu:)

Pozdrawiam z uśmiechem:)



FLORENTYNA