środa, 16 stycznia 2019

Jak spersonalizować, powiększyć i uatrakcyjnić bukiet, czyli kryzy do kwiatów, odsłona druga.

Dla stałych bywalców Groszkowo-różanej krainy nie jest tajemnicą, że kryzy do bukietów to jedna z moich większych florystycznych miłości;-)
Uwielbiam je robić i wymyślać coraz to nowe.
Jakiś czas temu pokazałam Wam kilka sposobów na wykonanie bukietowej kryzy.
Możecie o tym przeczytać TUTAJ. Ponieważ temat cieszył się i cieszy nadal Waszym sporym zainteresowaniem, więc postanowiłam go kontynuować.
Do bukietów na kryzach wracam bardzo często, w szkole, na warsztatach, w bukietach wykonywanych na zamówienie.
Robienie kryz to naprawdę ogromna frajda.
A bukiet, choćby niepozorny, bardzo zyskuje na urodzie, jeśli otoczymy go interesującą i niebanalną kryzą;-)
Wystarczy czasem kilka kwiatów, a ciekawy efekt murowany!

Najfajniejszy w tej kryzowej zabawie jest fakt, że możemy ją wyczarować dosłownie ze wszystkiego.
Każdy materiał jest dobry, wszystko jest dopuszczalne, wystarczy odrobina wyobraźni.




Ten bukiet na fantastycznej papierowej krycie znalazłam na  PINTEREŚCIE


Bardzo lubię papier jako tworzywo do różnorodnych aranżacji.
Dlatego ten bukiet mnie oczarował.
A Wy co o nim sądzicie? Podoba się, czy nie?
Popatrzcie jak nieduża ilość kwiatów może, dzięki kryzie, przekształcić się w okazały i efektowny bukiet. Istne czary;-)
I jeszcze jedna  niewątpliwa zaleta  kryz do kwiatów: pozwalają na spersonalizowanie bukietu i nadanie mu indywidualnego, niepowtarzalnego charakteru.
Znając zainteresowania osoby, którą chcemy obdarować kwiatami możemy podkreślić je adekwatnym doborem kryzy.
Na przykład dziennikarza czy literata obdarujemy kwiatami ubranymi w kryzę z zadrukowanego papieru, dla żeglarza wykonamy kryzę z grubego sznura z kilkoma akcentami w stylu marine, perfekcyjną panią domu możemy zaskoczyć bukietem ułożonym np. w starej tortownicy;-) Brzmi nieprawdopodobnie? 
Zapraszam zatem do najnowszego numeru NDiO - FLORA, który w całości poświęcony jest właśnie bukietom na kryzach i w którym rzeczony bukiet w tortownicy można zobaczyć.




I co Wy na to? 
A w najnowszym numerze NDiO - FLORA znajdziecie dużo więcej interesujących, intrygujących, a czasem może szokujących pomysłów na bukiety zdobione kryzami.
Numer jest świeżutki, dostępny teraz właśnie, zachęcam: kupujcie i inspirujcie się do woli;-)

Wróćmy jednak do moich kryzowych propozycji.
Na pierwszy ogień proponuję dżinsowy recykling;-)


DŻINSOWY RECYKLING


Za dżinsowym tworzywem przepadam bardzo, a za recyklingiem wszelakim w szczególności.
Dżins jest materiałem bardo łatwo dostępnym (gdy to piszę, przypominają mi się czasy, kiedy nie był dostępny prawie wcale, a upragnione dżinsowe spodnie trzeba było kupować w tzw. Pewexie, za ciężkie dewizy;-) Swoją droga, ciekawa jestem, czy ktoś z Was wie, co to takiego ten Pewex???. Napiszcie w komentarzach.)
Teraz dżinsu wokół nas zatrzęsienie. Każdy z nas ma zapewne kilka par w których już z różnych powodów nie chodzi. Nie trzeba ich wyrzucać, lecz spożytkować na szlachetne cele DIY, także florystyczne, bo czemu nie;-)
Rok temu w szkole robiliśmy ślubne bukiety spływające na dżinsowych kryzach właśnie.
Popatrzcie sami jak to wyglądało.





To tylko mała dżinsowa zajawka;-) Nie rozpisuję się, jako że w najbliższy weekend w szkole będziemy robić spływające bukiety ślubne na dżinsowych kryzach właśnie. Wtedy napiszę o tym więcej i pokażę krok po kroku.

Teraz idźmy dalej.

KRYZY RUSTYKALNE DO BUKIETÓW WIEJSKICH I DOŻYNKOWYCH


Takie kryzy i bukiety robiliśmy jakiś czas temu na warsztatach czwartkowych.
Zaczynało się od wycięcia z kartonu pierścienia, który następnie owijaliśmy jutą.


Kolejny krok to wyklejanie tak przygotowanej bazy źdźbłami zbóż i słomą.



Kiedy już mamy ten etap za sobą, w  wewnętrznej części kryzy wklejamy nieco zmarszczonej juty.


I nasza rustykalna kryza gotowa.
Można przystąpić do układania kwiatów.


A tak prezentują się gotowe bukiety, które roboczo nazwaliśmy bukietami dożynkowymi;-)





Ponieważ wpis robi się bardzo długi, więc pokażę Wam jeszcze tylko jedną kryzę, także w klimacie rustykalnym.
Pozostałe w kolejnym pisaniu.
Myślę, że tych kryzowych informacji i instruktaży będzie całkiem sporo;-)
Temat mi bardzo bliski, a Was też wyraźnie interesuje, więc spodziewajcie się kolejnych kryzowych odsłon.

PODWÓJNA RUSTYKALNA KRYZA Z RAFII


Wykonana również na podkładach kartonowych, które ciasno owijamy rafią.


Mniejszą część kryzy ściśle owijamy rafią, w większej natomiast nitki rafii związujemy w dekoracyjne supełki i i pozostawiamy ich końcówki nieprzycięte.

Potem łączymy oba elementy za pomocą drutu i kryza gotowa.


Pozostaje tylko ułożyć w niej kwiaty.


Kochani,na dzisiaj kończę moją opowieść o kryzach, ale zapewniam, że ciąg dalszy nastąpi;-)))
Pozdrawiam serdecznie wszystkich miłych gości i stałych bywalców.
Fajnie, że jesteście.
Dajcie proszę znać w komentarzach, czy jesteście zainteresowani kryzową tematyką;-)
Ze statystyk wynika, że bardzo. Czy tak jest naprawdę?
Czy podobnie jak ja lubicie bukiety na kryzach?
Czy robiliście już takie?
Jeśli tak to jaki jest Wasz ulubiony materiał do tworzenia kryz?

Trzymajcie się i do następnego pisania.


FLORENTYNA









poniedziałek, 14 stycznia 2019

Z tęsknoty za wiosną. Kwietnych opowieści i wspomnień ciąg dalszy.

U progu wiosny...
Cóż, wiem, że całkiem na to za wcześnie, za oknem szaro, pluchowato, czasem z odrobiną białego puchu, który bardzo szybko zamienia się w brudną breję...
Zima w mieście to zdecydowanie nie moje klimaty.
I chociaż rozsądek  przypomina, że do wiosny pozostało jeszcze sporo czasu, nic na to nie poradzę, że wiosenne nastroje ogarniają mnie już od początku stycznia;-)
 Od pierwszych dni roku, kiedy tylko pogasną choinkowe światełka czuję, że wiosna tuż tuż.
I choć zima, a raczej jej szara i mokra namiastka, jeszcze często daje się we znaki, nic to, wiosna już czeka za progiem;-)


Właśnie się dowiedziałam, że w moim Wrocławiu startują już przebiśniegi, będę musiała poszukać, bo póki co nie mam własnych zdjęć tegorocznych wiosennych przebudzeń.
Od początku stycznia namiętnie kupuję na giełdzie kwiatowej kwiaty w doniczkach i ustawiam w domu gdzie się da.
Póki co stawiam na biel, tak trochę jeszcze zimowo.
Białe cyklameny, ciemierniki, prymule.
Prymulki, pierwiosnki, kluczyki (tak je nazywała moja Babcia, to dosłowne tłumaczenie 
z niemieckiego: Schlüsselblume). Babcia mówiła, że święty Piotr upuścił na ziemię klucze do bram niebieskich i w tym miejscu, gdzie upadły, zakwitły pierwiosnki;-) Dlatego właśnie ochrzczono je kluczykami..


W tej chwili królują w moim domu. Białe rzecz jasna, bo mam fazę na biel, na razie;-)


Prymulki, podobnie jak wiele innych kwiatów, przenoszą mnie w czas dzieciństwa.
Były w ogrodzie moich rodziców.
Kolorowe jak tęcza. Pojawiały się bardzo wcześnie i niosły nadzieję na rychłą wiosnę.
Nie było ich wtedy w domu, nie pamiętam z dzieciństwa pierwiosnków doniczkowych, tylko te ogrodowe.
Pewnie doniczkowe pojawiły się znacznie później.
Chyba dopiero w latach osiemdziesiątych zrobiły się nieco bardziej popularne jako doniczkowe. Tak sobie spekuluję, tak pamięć mi podpowiada.
Mam rację? Czy ktoś wie?
W ogrodach są bardzo dekoracyjne, cieszą oczy sporej wielkości kwiatami w wielu barwach.
W czasach mojego dzieciństwa tych kolorów było nieco mniej, ale dzisiaj to istne barwne szaleństwo;-)


Ich niewątpliwą zaletą jest to, że kwitną dosyć długo (około miesiąca).
Pamiętam, że dawno temu zakwitały z początkiem marca i już w moje urodziny, przypadające w pierwszej dekadzie marca, mogłam cieszyć oczy barwnym pierwiosnkowym spektaklem.
Dzisiaj potrafią zakwitnąć znacznie wcześniej. Jeśli tylko zrobi się trochę cieplej, ich pierwsze, nieśmiałe nieco kwiaty pojawiają się już w lutym.
To jedne z pierwszych (tuż po przebiśniegach) zwiastuny wiosny.

PRYMULKI W MIESZKANIU


Najpopularniejsze do uprawy we wnętrzach są pierwiosnki bezłodygowe (Primula vulgaris), (synonim Primula acaulis).
Podobnie jak ogrodowe mają mnóstwo barw i odcieni. Bywają też dwubarwne, czasem mają postrzępione płatki kwiatów, czy dekoracyjnie pofałdowane liście.
Podobnie jak cyklameny wolą niższe temperatury. Jeśli w domu jest zbyt ciepło, to prymulki kwitną i zdobią niezbyt długo.
Nie lubią też zbyt intensywnego nasłonecznienia, dlatego lepiej nie ustawiać ich na oknach od strony południowej czy południowo - zachodniej.
No i najważniejsze: to straszne pijaki;-) Nie wolno zapominać o podlewaniu, tak, aby podłoże miały zawsze wilgotne. 
Nie kwitną w domu zbyt długo, są raczej krótkotrwałą dekoracją. Są jednak tak dekoracyjne i można je kupić za niewielkie pieniądze, że po prostu, kiedy jedne przekwitną wymieniamy je na inne i tyle;-)))
Ja swoje po przekwitnieniu sadzę w ogrodzie. Nie wszystkie się przyjmują, ale próbować warto.



KLUCZYKI WE FLORYSTYCE


Kwiatki to wdzięczne, urodziwe i radosne, dlatego floryści chętnie wykorzystują je do tworzenia malowniczych  wczesnowiosennych aranżacji.
Pięknie zaprezentują się w koszach wiklinowych, albo jako mini ogródeczki w połączeniu z innymi wiosennymi gatunkami .
Takie urokliwe wiosenne kompozycje nie są trudne do zrobienia, wystarczy kosz, czy ozdobna donica, kilka kwitnących prymulek, odrobina mchu do osłonięcia powierzchni, ciekawie pogięta gałąź i już...wiosna wchodzi do naszych domów. I nastroje robią nam się wiosenne. 



zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi STĄD

Najefektowniej prezentują się prymulki w kompozycjach w stylu rustykalnym. W koszach właśnie, czy w połączeniu z gałęziami, patykami lub korą, na przykład brzozową.



zdjęcie pochodzi STĄD



zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi STĄD



zdjęcie pochodzi  STĄD

Świetnie prezentują się prymulki także w dekoracjach wielkanocnych.
Nie wiem, czy w tym roku jeszcze będą, jako że Wielkanoc przypada na drugą połowę kwietnia.


zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi  STĄD

A takie wielkanocne kompozycje z prymulkami i narcyzami robiliśmy dawno temu na warsztatach florystycznych.
Pisałam o tym TUTAJ


Uroczo zaprezentują się prymulki także w barwnym bukieciku.


zdjęcie pochodzi STĄD


źródło zdjęcia PINTEREST

PRYMULKOWE CIEKAWOSTKI


Że pierwiosnki są piękne i urokliwe, to wiemy wszyscy bez wątpienia.
Ale już może nie wszyscy wiedzą, że są także...smakowite;-)
Jadalne są zarówno kwiaty, jak i młode pędy oraz liście.
Z liści można ugotować zupę, z kwiatów zrobić wino, a młode pędy dodać do wiosennej sałatki.
Smakują słodkawo z owocowa nutą.
Nie jadłam, piszę to, co o nich przeczytałam.
TUTAJ znalazłam przepis na majową sałatkę szpinakową z kwiatami pierwiosnka;-)
Może ktoś się skusi?
Zdjęcie również pochodzi z TEJ strony.


A na zakończenie wieszcza słów kilka o naszym wiosennym ulubieńcu;-)

Pierwiosnek

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Ja
Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha(...)
                                            (Adam Mickiewicz) 

I tu już kończy się moja dzisiejsza prymulkowa opwieść.
I chociaż za oknem śnieżna zawieja dzisiaj, to każdy kolejny dzień przybliża nas wiosny.
Pozostaje nam cierpliwie czekać na "kwiatki najrańsze".
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. 
Do następnego pisania.

FLORENTYNA









poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wybieram kwiaty - część trzecia. Magia grudniowych wspomnień.

Zastanawiałam się ostatnio jaką wybrać w tym roku roślinę grudnia.
Tyyyle tego wokół, trudno się zdecydować...
Klasyczny syndrom osiołka, któremu w żłoby dano. I to kusi i to nęci.
I jakoś tak drogą przedziwnych meandrów myślowych, przeniosłam się niespodziewanie do grudniów
 i zim sprzed lat, zim mojego dzieciństwa.
Jak już Wam wspominałam (KLIK), kwiaty w moim domu były zawsze.
Były wielką miłością mojej Mamy.
I tę wielką miłość mi  przekazała, najnaturalniej na świecie.  Patrząc na Jej kwiatowe zachwyty po prostu nie wyobrażałam sobie inaczej.
I nie wyobrażam nadal;-)

Wracając jednak do grudniowych wspomnień - stwierdziłam, że zupełnie nie mogę sobie przypomnieć jakie kwiaty gościły w naszym domu w okresie świątecznym...
Że były, to wiem na pewno, ale jakie???
Jak to sprawdzić??? Macie jakiś pomysł? Bo mnie nic nie przychodzi do głowy.
Nie ma kogo zapytać...
Trzeba zmusić pamięć do większego wysiłku. Ale jak?
Nie potrafię przywołać  obrazu kwiatów na świątecznym stole.
Stroki ze świerkowych gałązek, świece... ale jakie kwiaty?
Jedyne, co mgliście plącze mi się po głowie to cyklamen. Wtedy nazywaliśmy go fiołkiem alpejskim.
Ale czy na pewno tam był?
Czy tylko próbuję go sobie na świątecznym stole wyobrazić?
Zacierają się granice między rzeczywistością, a wyobrażeniem...
Dlaczego nie zapytałam wcześniej?
Teraz już nikt mi na to nie odpowie, nikt nie rozwieje wątpliwości.
Trzeba zatem przyjąć to za pewnik. Cyklamen, to nasz grudniowy kwiat. Biały albo różowy, z całą pewnością nie czerwony.
Mama za nimi przepadała. Może dlatego założyłam, że musiały w zimowym czasie w naszym domu się pojawiać.
Wynoszono je na noc do chłodniejszego pokoju (a w domu ogrzewanym piecami taki zawsze się znalazł), by dłużej cieszyły oczy pięknymi kwiatami.
Im bardziej o tych uroczych kwiatach myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że gościły w okresie około świątecznym w domu mojego dzieciństwa:)
Grudniowa magia działa...



Na fali wspomnień postanowiłam także i w tym roku mianować cyklamen moją grudniową rośliną numer 1.

KWIATY JAK MOTYLE

Tak myślałam o fiołkach alpejskich dzieckiem będąc. I prawdę mówiąc myślę tak nadal. Wyglądają zupełnie jak wielkoskrzydłe barwne motyle, które na chwilę przysiadły na marmurkowych liściach.






SKĄD SIĘ WZIĘŁY?

Najbardziej znanym u nas gatunkiem jest cyklamen perski (Cyclamen x persicum).
Jest mieszańcem powstałym ze skrzyżowania wielu gatunków  rosnących głównie w obszarze śródziemnomorskim. No i  nic dziwnego, że za nimi przepadam. Rejony Morza Śródziemnego to miejsca szczególnie przeze mnie ukochane. Lubię śródziemnomorskie wybrzeża Hiszpanii i Grecji. Śmiem nawet zaryzykować twierdzenie, że w poprzednim wcieleniu musiałam mieszkać w tamtych rejonach. Może w Andaluzji???
Kocham wszystko co śródziemnomorskie, łącznie z dietą;-)
Nic więc dziwnego, że i kwiaty stamtąd się wywodzące są mi bliskie szczególnie.

Fiołki alpejskie można w stanie dzikim spotkać w górach Grecji, Cypru czy Krety. Rosną też w Azji Zachodniej i Północnej Afryce.
Lubią rosnąć w lasach sosnowych, pod dębami czy wśród gajów oliwnych.
Czasem rosną bardzo wysoko w górach (na przykład Cyclamen parviflorum potrafi wspiąć się aż na wysokość 2300 m).
Znany nam cyklamen perski to roślina do wnętrz, do uprawy w ogrodzie się nie nadaje.




A CO Z NAZWĄ???

Nie trzeba do tego fachowca,
Bo każdy z miejsca zdoła
Odróżnić alpejski fiołek
Od leśnego fiołka,
Albo od zwykłego fioła.
Ma w sobie coś giętkiego,
Wężową jakąś strukturę,
Choć z Alpami to on ma tyle wspólnego,
Co ja z Chińskim Murem.
                                (Ludwik Jerzy Kern "Portrety kwiatów)

Z dzieciństwa pamiętam nazwę "fiołek alpejski", tak mówiła o nim moja Mama.
I pod taką nazwą znany jest i dzisiaj, choć coraz częściej zastępuje się ją łacińską nazwą rodzajową, zwąc go po prostu cyklamenem.



Kto go tak nazwał do końca nie wiadomo.
"Fiołek alpejski" to kalka z języka niemieckiego "Alpenveilchen" , całkowicie zresztą nieuzasadniona, bo kwiat ten  fiołkiem nie jest, nie jest nawet dalekim krewnym prawdziwego fiołka alpejskiego (Viola alpina), który wygląda tak:



źródło zdjęcia WIKIPEDIA


 Nie pochodzi też z Alp, no może poza jednym gatunkiem (Cyclamen europeaum), który właśnie w Alpach ma swoje naturalne stanowiska.

Nazwa rodzajowa - cyklamen - pochodzi od  greckiego kyklaminos (od kyklos - koło), którą roślina otrzymała ze względu na kulisty kształt bulwy. Choć inne źródła podają, że ze względu na kształt liści czy nawet na spiralnie skręconych szypułek kwiatowych. Znowu jedna wielka niewiadoma...

A dlaczego "perski" - też trudno powiedzieć, jako że pierwsze bulwy zostały sprowadzone do Paryskiego Ogrody Botanicznego nie z Persji, jak sugerowałaby nazwa, ale z Palestyny.
Tak więc z nazwą zamieszanie niemałe;-)

Jak zwał tak zwał, ale trudno tak urodziwej rośliny nie kochać;-)




CYKLAMENY WE FLORYSTYCE

Pamiętam, że lata temu, kiedy byłam tuż przed swoim ślubem, zamarzyła mi się wiązanka ślubna z 
cyklamenów właśnie.
Sama się jeszcze  wówczas florystyką nie zajmowałam. A gdybym nawet się zajmowała, to i tak bukietu dla siebie bym raczej nie robiła, bo ponoć przynosi to pecha... Przesądna niby nie jestem, ale po co kusić los;-)))
Udałam się więc do jednej z zacniejszych w owych czasach, wrocławskich kwiaciarni i przedstawiłam panu (tak, tak: w kwiaciarni królował FACET!!!) moje cyklamenowe marzenie.
No i co? No i pstro! Pan odmówił kategorycznie zrobienia bukiecika z cyklamenów, twierdząc, że zwiędły by, zanim doszłabym do ołtarza:(
Kto mi odpowie na pytanie DLACZEGO???, skoro dzisiaj czytam w wielu źródłach, że kwiaty cyklamenów także po ścięciu są bardzo trwałe? Dlaczego zatem nie dostałam swojego wymarzonego ślubnego bukietu???
Tak sobie myślę, że po prostu współczesne odmiany cyklamenów mogą być znacznie trwalsze niż te sprzed lat. I w tym tkwił cały problem chyba...
Czy mam rację? Ktoś może mnie oświecić w tym względzie?

No ale powróćmy z przeszłości do czasów współczesnych.
Dzisiejsze panny młode bez jakichkolwiek przeszkód mogą zamawiać cyklamenowe bukieciki do ślubu.
Chociaż przyznać Wam muszę, że mnie się takie zamówienie dotąd nie trafiło.




 zdjęcie pochodzi STĄD




zdjęcie pochodzi   STĄD

Te urokliwe, delikatne kwiaty nadają się do tworzenia wdzięcznych kompozycji przede wszystkim w okresie Bożego Narodzenie, ale nie tylko.
Intensywne barwy cyklamenowych aranżacji rozweselą i rozświetlą nawet najbardziej szary zimowy dzień.
Popatrzcie, co udało mi się znaleźć w odmętach Internetu.


 zdjęcie pochodzi STĄD

Urokliwy zimowy bukiecik w którym fuksjowej barwy cyklameny połączono z gałązkami sosny i białymi owocami śnieguliczki i drobniutkimi szyszkami z pewnością pięknie zaprezentuje się na świątecznym stole.

 Albo taka dekoracja jak na poniższym zdjęciu: miniaturowe fiołki alpejskie w doniczkach w towarzystwie szlumbergery, również mini. Świąteczny charakter kompozycji podkreślają drobne gwiazdki przyklejone do czerwonych pędów derenia białego oraz rajskie jabłuszka, którymi wypełniono talerz.


zdjęcie pochodzi STĄD


A może cyklameny w adwentowej odsłonie?
Świerkowymi szyszkami oklejono słomiany pierścień, a wewnątrz umieszczono małe fiołki alpejskie w doniczkach w towarzystwie innych roślin doniczkowych.
Do tego długie czerwone świece i niebanalny stroik adwentowy gotowy.


zdjęcie pochodzi STĄD

Intensywnie czerwone kwiaty cyklamena pięknie kontrastują z zimową srebrzystością kalocefalusa Browna. Gałązki ostrokrzewu pokryte koralowymi owocami są pięknym świątecznym akcentem w tej aranżacji.


zdjęci pochodzi STĄD

A poniżej już bez żadnych wątpliwości dekoracja cyklamenowa na Boże Narodzenie.
Czerwień bombek, identyczna jak kolor kwiatów, pięknie odcina się od srebrzystego kalocefalusa i ciemnej zieleni liści fiołka.



zdjęcie pochodzi STĄD

A może dekoracja w mroźnej bieli?



zdjęcie pochodzi STĄD

I  arktycznym chłodzie srebra i błękitu?


zdjęcie pochodzi STĄD

A na zakończenie propozycja cyklamenowego wianka.
To coś dla mnie, bo jak wiecie za wiankami wszelakimi przepadam;-)
Wianek  po prawdzie wypleciony został z niebieskawych gałązek owocującego eukaliptusa, a cyklameny umieszczono w dowiązanych do niego fiolkach z wodą.
Mnie ta propozycja bardzo przypadła go gustu. A Wam?


zdjęcie pochodzi STĄD

Pamiętajmy, że jeśli chcemy pozyskać kwiaty do kompozycji czy bukietu z naszego doniczkowego fiołka alpejskiego, to należy lekko "wykręcić" łodyżki kwiatowe z bulwy.
Przed ułożeniem ich w kompozycji natomiast, przyciąć ich końce ukośnie ostrym nożem.
Intensywnie kwitnący cyklamen nawet "nie zauważy", że odrobinę go przerzedziliśmy;-)
Jeśli natomiast kwiaty cyklamenów nie będą umieszczane w gąbce florystycznej, lecz bezpośrednio w wodzie, wówczas ich łodygę dobrze jest przyciąć prostopadle i rozciąć wzdłuż na długości 2-3 cm.
Zaleca się  też  czasami nakłucie łodygi szpilką do wysokości ok. 5 cm.

I na tym kochani kończę moje cyklamenowe rozważania i cyklamenowe wspomnienia.
Niezależnie od tego, czy fiołki alpejskie rzeczywiście były na stole świątecznym mojego dzieciństwa, czy też umieszcza je tam moja wyobraźnia, pozostają one do dziś jednymi z moich najulubieńszych kwitnących kwiatów doniczkowych.
Są piękne, to niekwestionowana sprawa, dodatkowo były jednymi z najulubieńszych kwiatów mojej Mamy.
Zawsze będą mi się z Nią kojarzyły... Czy trzeba więcej, by kochać je miłością wielką?

Moi mili, ponieważ to ostatni wpis w tym roku, przyjmijcie ode mnie życzenia wszystkiego co najlepsze na Nowy 2019 Rok.
Niech będzie KWIATAMI USŁANY;-)

Do napisanie w przyszłym roku.

FLORENTYNA