piątek, 13 lipca 2018

Florysta na wakacjach.






Mam do Was pytanie czy florysta może mieć wakacje???
-Jasne, że może, a nawet powinien, odpowie zapewne większość z Was. No bo dlaczego nie? Florysta też człowiek i odpoczynek jak najbardziej mu się należy;-)
W takim razie sformułuję pytanie inaczej: Czy florysta w ogóle, kiedykolwiek ma wakacje???
Czy wypoczywając na urlopie potrafi się odciąć od swojej pasji i zainteresowań? Jak myślicie?

  Floryści, których znam, to w stu procentach bardzo pozytywnie zakręceni pasjonaci. Bezgranicznie przywiązani do kwiatów, bukietów, aranżacji i całego świata przyrody;-) I naprawdę trudno mi wyobrazić sobie, by taki ktoś choć przez moment potrafił trzymać się z daleka od swojej namiętności... Zważywszy, że wokół cuuudów tyle. A z cudów tych kolejne cuda można wykonać😉. 
Weźmy na przykład morze i nadmorskie plaże. Czy rasowy florysta mógłby nie zwrócić uwagi na to, co w piasku plaży pod nogami spacerowiczów ukryte???
Te muszle cudnej urody, te patyki idealnie oszlifowane przez morskie fale, te kamienie kolorowe urodziwe nad podziw...




     Że nie wspomnę o takich rarytasach jak kawałki grubych sznurów, czy strzępy starych rybackich sieci;-) Toż to wymarzony materiał na surowy żeglarski wianek. 

               



źródło zdjęcia  PINTEREST


źródło zdjęcia PINTEREST

Czy Waszym zdaniem florysta przejdzie obok takich skarbów spokojnie i obojętnie?

                A wiejskie ogrody pełne kwiatów, kolorów, zapachów i przepysznej urody warzyw. Czy nie zatrzymają uwago florysty na dłużej? Wszak natura to morze inspiracji.
A jak słusznie twierdził Józef Mehoffer, nasz wspaniały symbolista, odtwarzający uroki natury z drobiazgową dokładnością:  "sztuka zawsze przetwarza i przetwarzała naturę, doszukując się w niej stylu".
Wielu światowej sławy malarzy, ale także florystów, właśnie w naturze szukało i szuka nadal weny i olśnienia. Źródło zdaje się być niewyczerpane.

       

                                                            A lasy? A łąki?
Czy florysta na wakacjach przestaje być wrażliwy na wspaniałości natury? Z całą pewnością nie! Teraz kolejne nurtujące mnie pytanie: czy to piękno, kwiecistość i malowniczość wokół tylko podziwia, czy też nie umie powstrzymać się przed działaniem i tworzeniem, tworzeniem, tworzeniem..? Pomimo urlopu. A może właśnie dlatego, że urlop, nikt nie pogania, nie trzeba się spieszyć, marudni klienci zostali gdzieś daleko. Można tworzyć dla samego tworzenia, dla własnej przyjemności, z miłości do tego co się robi. Tak po prostu.
Jak myślicie, czy to tak działa? 

                                                A JAK JEST ZE MNĄ???


Kochani, jak zapewne większość z Was wie, florystyka i wszystko co z nią związane to moja pasja absolutna. Także  podczas wakacji "swędzą mnie łapki"; zbieram co tylko się da, by potem przetworzyć to w coś fajnego, w bukiet, wianek, kompozycję, co akurat mi w duszy gra;-) Moim absolutnym numerem jeden są wianki. Uwielbiam je robić i robię je wszędzie i ze wszystkiego. Podczas wakacji namiętnie dekoruję wiankami miejsca, w których akurat mieszkam (no, chyba, że w danym momencie mieszkam w namiocie;-))), wtedy wianki wędrują do przyjaciół i znajomych).

                                                             


Pamiętam jak lata temu, w Helu, na czubku polski, siedziałam na plaży i dziergałam wielobarwne bukiety z tego, co w lesie i na łące urosło i co morze wyrzuciło. Fajne były. Zdjęć niestety brak, szkoda. Teraz staram się w miarę możliwości wszystko skrupulatnie dokumentować.
Moje helskie bukiety trafiały do gospodyni u której mieszkałam i do jej znajomych. Efekt?
Oprócz wdzięczności obdarowanych, dekoracja jednej z helskich tawern i zamówienie na bukiet ślubny;-))) Dacie wiarę???

Moim największym szaleństwem była chęć wyskakiwania z pociągu ( no dobrze, na stacji, nie w biegu;-), bo cudnej urody kalina koralowa przy torach rosła;-)
Florystycznym pasmem udręki natomiast były dla mnie moje niegdysiejsze andaluzyjskie wakacje.


Pomijając cuda andaluzyjskiej przyrody, widoki, zabytki, rośliny, które zachwycały niepomiernie,cierpiałam bardzo, nie mogąc tego przetworzyć w wianki moje ukochane (brak sprzętu, lot wyłącznie z bagażem podręcznym). Zbierałam więc pasjami zjawiskowe muszle, skorupki jeżowców, obmytą przez morze korę dębu korkowego(zachwyt absolutny), 


szyszeczki przeróżne (które nota bene u siebie we Wrocławiu na giełdzie kwiatowej za całkiem spore pieniądze kupuję), korę i gałązki eukaliptusów, trawy rozmaite
 i... mój absolutny number one: Pieprzowiec peruwiański


I rozpacz czarna mnie ogarniała na myśl, że tych wszystkich skarbów nie mogę ze sobą zabrać. Układałam co się dało w bukiety (ach te bugenwille o zachwycających barwach) i znosiłam je do domu naszego tymczasowego,pomimo wyraźnego zakazu właścicielki. Na szczęście nie było jej z nami;-) Przed wyjazdem niestety, z ogromnym żalem, musiałam to wszystko powyrzucać.
Od tamtej pory wiem z całą pewnością, że jeśli istnieje oddzielny raj dla florystów, to jest nim z całą pewnością Andaluzja. Muszę tam wrócić:)

  Analizując powyższe rozważania, stwierdzam, co następuje: OD PASJI NIE MA WAKACJI!!!
Różnica między urlopem a pracą w przypadku florysty, polega jedynie na tym, że podczas urlopu bukietuje, wiankuje, dzierga, kleci, skleja, nawleka, wije itp, itd, wyłącznie DLA WŁASNEJ PRZYJEMNOŚCI. Terminy nie gonią, nic nie zakłóca błogiego spokoju Pozostaje czysta przyjemność tworzenia. 
Uwierzcie mi, siedzenie na plaży i kombinowanie bukietów "z niczego" to frajda nieziemska.
Nic nie muszę, tylko zwyczajnie chcę;-)
Takie bukiety wstawione do słoika, emaliowanego wiaderka, czy starej konewki, mają ogromną ilość wdzięku i urody.




Ja, na co dzień mieszczuch, czuję się przy tych wakacyjnych dłubaninach jak ryba w wodzie. Lubię to i tyle;-)
Takie wakacje z realizacją pasji zawsze są udane. Nigdzie się nie spieszymy, cieszymy się życiem i po prostu mamy czas.


                                                    A JAK JEST U WAS??? 


Dajcie, proszę, znać w komentarzach, czy swoje pasje (pracę, którą kochacie) zabieracie ze sobą na urlop, czy zostawiacie w domu?
Czy urlop jest po to, by nie robić nic, zapomnieć o pracy, nawet wówczas, gdy jest naszą pasją, czy też od pasji nie ma wakacji? Jak sądzicie? Ciekawa jestem Waszych opinii.

  Dzisiejszy wpis, to zapowiedź letniego cyklu, "Florysta na wakacjach", czyli co można wydziergać ze skarbów lata.
Pozdrawiam Was serdecznie, życzę fantastycznych wakacji i ...do następnego wpisu.

             FLORENTYNA
                                                                           

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Moje rumiankowe wspomnienia.

Na Piotra i Pawła 
kwitnie to wszystko
w co ziemia-jedwabna...
Chwieją się łany zbożowe jak wojsko,
niczym ułany... (od tego nam swojsko).
Jak generały puszą się chmiele
i przed zbóż wojskiem kroczą na czele.
Czy w tej czeredzie sumiastej, godziwej
pomyśli kto kiedy o paziu wstydliwym?
Czy spojrzy kto kiedy z polnego ganku
w złocisto-białe oczy rumianku?

...Rumianku uprzejmy.
Mój paziu łagodny.
Przynieś mi szczęście
w poranek pogodny.
                   (Agnieszka Osiecka)




W czerwcu zawsze robi mi się tak jakoś rumiankowo;-))) Tak sielsko, romantycznie, wspomnieniowo... Może to lato tak rozmarza i jego upojne zapachy:)
A rumianek to ziele czarodziejskie, moc i magię jakąś niezwykłą ma w sobie. Nie dosyć, że ziółko to wybitnie lecznicze o nieziemsko uspokajającym zapachu, to na dodatek sama nazwa brzmi kojąco i sielsko-anielsko. Lubię latem patrzeć "w złocisto-białe oczy rumianku" i cytując moją ulubioną poetkę: "w konstelacjach rumianku" się zanurzyć. Lubię łazić po polach, zbierać wszelkie "zielsko", z którego później układać można urokliwe bukiety. A i wianki rumiankowe wdzięczne są niezwykle.

                          

źródło zdjęcia: PINTEREST

Takie urokliwe rumiankowe serduszko cieszyć będzie nie tylko oczy, ale koić skołatane nerwy magią zapachu szczególnie intensywnego w ciepłe letnie wieczory.



źródło zdjęcia: PINTEREST

Naturalny, bezpretensjonalny rumiankowy bukiet pięknie będzie wyglądał w zwykłym szklanym słoju. A jeśli do tego jeszcze słój osłonimy kłosami zboża i przewiążemy jutowym sznurkiem, ta rustykalna aranżacja stołu zachwyci naszych gości.

Zaprośmy rumianki do naszych wnętrz, warto.

DLACZEGO ZAPACH RUMIANKU DO DZIŚ MNIE URZEKA???


Bo zapach to wyjątkowy i niezwykły, zapach kojący i przywołujący wspomnienia, zapach przenoszący w magiczną krainę dzieciństwa. Dobre dłonie mojej Babci pachniały rumiankiem. Kiedy byłam przeziębiona, bolał mnie brzuch, albo po prostu z jakiegoś powodu było mi źle, niezastąpiona Babcia serwowała mi aromatyczną herbatkę rumiankową. Zawsze działało:-) Dlatego pewnie od tamtej pory uważam rumianek za lek na całe zło, antidotum na wszelkie dolegliwości ciała i duszy;-)

                                                                 


TROCHĘ BOTANIKI I GARŚĆ WSPOMNIEŃ.



Te niepozorne, drobne białe kwiatki z żółtym oczkiem, to rumianek pospolity (Matricaria chamomilla) należący do rodziny astrowatych (Asteraceae). A to, co zwykliśmy nazywać kwiatami, to w rzeczywistości kwiatostany, koszyczkami zwane. 

Zbierałam je z Babcią co roku. Te nasze rumiankowe wyprawy miały w sobie niezwykłość i tajemnicę. Wstawałyśmy wczesnym rankiem, potem długo jechałyśmy autobusem, byle jak najdalej od miasta. Wysiadałyśmy nad rzeką (Bystrzyca to była), potem jeszcze długo szłyśmy jej brzegiem, mając po drugiej stronie zbożowe łany. A wśród nich, oprócz chabrów i maków, białe  gwiaździste skarby. Zbierałyśmy je do płóciennych toreb, urywając kwiaty tuż pod łebkiem. Wokół pachniało, brzęczało, a my zdawałyśmy się nie pamiętać o czasie. Rumiankowa magia działała... Po jakimś czasie przysiadałyśmy na miedzy,żeby zjeść zabrane ze sobą drugie śniadanie. Nigdzie już więcej tak fantastycznie nie smakował mi chleb z białym serem i chrupiące rzodkiewki. To też zasługa magii.  Wracałyśmy z tych naszych całodniowych wypraw zmęczone, ale bardzo szczęśliwe. A w domu rozpoczynała się rytuału część druga. W przewiewnej babcinej kuchni, na lnianych ściereczkach rozkładałyśmy cienką warstwą nasz zdobyty właśnie skarb. Suszył się przy otwartym oknie i pachniał upojnie. Rumiankowo pachniały już nie tylko babcine dłonie, ale cały dom. Pachniały też moje włosy, a to dzięki rumiankowym płukankom, które przygotowywała mi Babcia. 



                                                          

A jaki piękny złotawy kolor miały moje włosy po tych rumiankowych czarach;-)
Dzisiaj mamy rumiankowe szampony, ale to nie to samo, co babcine ziołowe tajemnice.

A CO Z RUMIANKOWĄ FLORYSTYKĄ???


Czy takowa w ogóle istnieje? Wydaje mi się, że bardziej amatorsko i hobbystycznie niż profesjonalnie. Mam rację? Rumianek rośnie dziko, na giełdach kwiatowych go nie ma, więc w kwiaciarniach się nie pojawia. Może czasem sięgają po niego floryści, by zrealizować zamówienie na dekorację w stylu rustykalnym. Nie znam większych realizacji florystycznych z rumiankiem w roli głównej. Ale od czego Internet. Popatrzcie, co wyszperałam.


ŚLUBNIE - RUMIANKOWO



                                                  źródło zdjęcia:PINTEREST

Urokliwy ślubny bukiecik w którym rumiankom towarzyszy żółta kraspedia kulista.


źródło zdjęcia: PINTEREST

Jeszcze raz w towarzystwie kraspedii, tylko w innej konfiguracji.


źródło zdjęcia: PINTEREST

Tutaj w dekoracjach ślubnych. Jak Wam się podobają?



W pięknym swobodnie ułożonym bukiecie z kwiatami ogrodowymi.



W urokliwych naczyniach, chciałoby się rzec:  takie rustic-boho;-)


źródło zdjęcia: PINTEREST

I jeszcze na weselnym torcie.

Jednym słowem ślubna florystyka rumiankowa istnieje i ma się dobrze. Ale dlaczego nie u nas? Floryści, puk, puk, czy ktoś robił kiedyś rumiankowy ślub?
A może jakaś przyszła panna młoda marzy o ślubie w zapachu rumianku??? Proszę o kontakt;-)))

W Internecie rumiankowych dekoracji wszelkiej maści , jest zatrzęsienie.
Może i mnie kiedyś taka dekoracja się trafi... To kolejne marzenie, bo jest jeszcze aranżacja brzozowa. W sierpniu miałam robić lawendową, ale panna młoda zrezygnowała. Pomarzę sobie dalej, może i mnie przytrafi się coś, co niekoniecznie jest kulką z róż;-)))))))

Wracajmy do rumianku. Kochani, własnych rumiankowych zdjęć prawie nie mam, trzeba nadrobić.
Jedyne, w czym ostatnio pojawił się rumianek, to nasze bukiety na trawiastych kryzach.
O tym, jak je zrobić pisałam w poprzednim poście. Przypominam Wam niektóre z nich:




Co prawda rumianki są tutaj jedynie uzupełnieniem, ale jednak się pojawiają;-)


KILKA RUMIANKOWYCH CIEKAWOSTEK ZE SZCZYPTĄ MAGII


Święta Hildegarda z Bingen pisała o rumianku, że " wzrok i słuch posila". Wzrok ok, ale dlaczego słuch? Niech mi ktoś wyjaśni, proszę. Że jest przyjacielem naszego ciała, to rozumiem, wszak działa kojąco na naszą skórę, leczy oparzenia, wzmacnia i rozjaśnia włosy. A co z tymi uszami? Nie wiecie?

   Podobno w dawnych rytuałach magicznych rumianek wykorzystywano do przywoływania miłości...
Dodany do kąpieli wzmacnia naszą atrakcyjność (no i jak tu z tego nie skorzystać).
Dymami z palonego rumianku okadzano domy, aby wypędzić z nich złą energię i chronić przed urokami.
A z kolei częste mycie rąk w rumiankowym naparze miało odpędzać grzeszne myśli;-))))))

Najbardziej chyba podoba mi się to przywoływanie miłości. Nie zaszkodzi powiesić w domu rumiankowy wianuszek.

O miłości i rumianku pięknie pisała wspaniała Agnieszka Osiecka:

        W tę nową miłość 
pobiegłabym tak, 
jak rusza w drogę 
księżyc i ptak, 
tę nową miłość 
umiałabym wziąć, 
tak jak się bierze 
rumianki do rąk.

( to fragment piosenki pochodzącej ze starego telewizyjnego spektaklu: " Żegnaj Marylin", śpiewała ją Kalina Jędrusik).





Kochani, korzystajmy z darów lata, plećmy rumiankowe wianki, wieszajmy je na oknach, a do słoiczków, ocynkowanych wiaderek, starych puszek i do czego tam jeszcze chcecie, wkładajmy rumiankowe bukiety.
W naszym zabieganym, znerwicowanym, neurotycznym świecie, odrobina rumiankowej magii z pewnością się przyda:)
Czy ta magia na pewno działa???
Cóż, przeczytałam kiedyś w jakimś archiwalnym numerze "Sielskiego Życia", że:

KTO NIE WIERZY W MAGIĘ, TEN NIGDY JEJ NIE ODNAJDZIE...

Ale przecież my w rumiankową magię wierzymy bardzo:) Prawda?

Pozdrawiam Was serdecznie rumiankową piosneczkę dołączam:

"Rosną sobie kwiatki
na łące, na łące,
maki,chabry i rumianki pachnące.
Nazbieramy kwiatków
kwiateczków, kwiateczków,
nawijemy, nasplatamy wianeczków"



FLORENTYNA



























niedziela, 10 czerwca 2018

Trawy moja miłość;-)

"A trawa jaka bujna, 
aż się prosi, by kosić"  
                             Julian Tuwim



Trochę może nie na miejscu ten cytat, bo przecież pochodzi z wiersza mówiącego o późnym lecie, ale nic na to nie poradzę, że natura zwariowała, straciła rozsądek i miarę wszelką i bujna jest już od pierwszych dni kwietnia. 
Aż wierzyć się nie chce, że choć dopiero zaczął się czerwiec, lato rozszalało się na dobre.
Wszystko kwitnie jednocześnie. Zupełnie nie umiem sobie wyobrazić co będzie w lipcu. Jesień???
Nie pamiętam takiego roku, by w maju zakwitły lipy. Świat zwariował, przyroda oszalała.
Pięknie i pachnąco wokół aż zapiera dech;). Tylko jak będą wyglądały kolejne miesiące???
Chyba zabrakło nam wiosny tego roku. Od razu przyszło lato.
Moje ukochane trawy zakwitły nagle, zbyt wcześnie, jak wszystko w tym sezonie. I potem wszystko potoczyło się błyskawicznie i lawinowo. Każdy kolejny dzień to nowa kwiatowa niespodzianka, nowe zaskoczenie i próba odgadywania: co jeszcze niespodziewanie i przedterminowo zadziwi nas kwiatami.
Urokliwe robinie, akacjami zwane, przekwitły już w kwietniu. A w moich zielonych, szczenięco szkolnych latach kojarzyły się z wakacjami, bo pojawienie się ich pięknie pachnących białych kwiatów oznaczało rychły koniec szkolnej udręki;-)
A dzisiaj od akacji do wakacji droga jeszcze całkiem daleka.
Ale ad rem: trawy moje ukochane mają być tematem tego wpisu, ale że gadułą jestem, więc w tematy poboczne co rusz uciekam;-)
Już przywołuję się do porządku i do traw wracam;-)





DLACZEGO LUBIĘ TRAWY...


Tak prawdę mówiąc nie potrafię tego precyzyjnie wyrazić. Wydaje mi się, że trawy lubiłam odkąd sięgam pamięcią. Pochodzę z małego miasta, wakacje często spędzałam na wsi. Nic więc dziwnego, że w moich wspomnieniach z dzieciństwa szumią i pachną trawy.
Uwielbiałam wylegiwać się na łące na kocu rzuconym wśród traw, albo bezpośrednio na zielonym dywanie, z brodą podpartą na rękach, talerzem truskawek tuż obok i książką przed nosem;-) Ach, jak przepadałam za tym plenerowym czytaniem. To chwile absolutnej szczęśliwości. 





" Leżę na łące,
Nikogo nie ma, ja i słońce.
Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl to pachnie siano.
Wiatr ciągnie po trawach z szelestem
A u góry siostry moje
Białe chmury, wędrują na wschód.
Czy nie za wiele mi, że jestem?
                                                    (Kazimierz Wierzyński)

Byłam mała, a trawy były duże. Z tamtej perspektywy nawet bardzo duże;-)
Pamiętam, że w moich zakopiańskich czasach (jako dziecko często bywałam z Babcią w Zakopanem, gdzie mieliśmy sporą rodzinę) próbowałam ukrywać się wśród górskich łąkowych traw przed Babcią i znienawidzoną przeze mnie kaszką na mleku;-) Wtedy znienawidzoną, bo teraz mi się nieco odmieniło i kaszkę na mleku uwielbiam.
Tak więc leżałam sobie cichutko wśród wysokich traw, żywiąc błogą nadzieję, że mnie nie widać i że Babcia mnie nie znajdzie;-)
Nic z tego, Babcia zawsze wygrywała i tę nieszczęsną kaszkę jeść musiałam;-))))))
Od tamtego czasu minęło bardzo wiele lat, a ja nadal przepadam za plenerowym czytaniem.
Za łąkami i za trawami nieodmiennie.



Kocham trawy w naturze, ale lubię je także bardzo jako tworzywo florystyczne. Bukiety pełne traw są niezwykle romantyczne, delikatne i zwiewne.
Jakiś czas temu robiłam bukiet ślubny, którego podstawą były trawy. Wyszedł fantastycznie. Niestety, jak w wielu przypadkach, zdjęcia brak:(
Często tak mam, że w pędzie wykonywania dekoracji na zamówienie zapominam o zdjęciach. 
Czasem fotografie przesyłają państwo młodzi, ale niestety nie zawsze takie, które chciałoby się publikować. Czasem nie przysyłają wcale. Różnie bywa. A jak jest u Was? Zawsze zdążycie z dokumentacją fotograficzną?
No ale powróćmy do traw.
 Było ich  zawsze zatrzęsienie na łąkach we wsi, gdzie mieszkała moja Babcia. Zrywałam je zapamiętale, robiłam z nich bukiety, które ustawiałam w każdym kącie babcinego mieszkania i które potem pięknie zasychały zatrzymując w sobie wspomnienie lata...
Lubicie zapach suchych traw? Bo ja bardzo. To zapach tęsknoty za dniem wczorajszym, za beztroską zielonych lat. Zapach budzący tyle emocji. Powiedziałabym nawet, że zapach, który przenosi w czasie... wystarczy tylko przymknąć oczy.
I już jesteśmy w innym wymiarze, gdzie, cytując mistrza Żeromskiego "trawy modre i rumiane, złote i białe od uśmiechów dobrotliwej matki, świętej Pogody".
I jeszcze, pozostając przy Żeromskim: "każdy ma swoje ulubione miejsce w dzieciństwie, to jest ojczyzna duszy". Moją ojczyzną duszy, miejscem ulubionym zdają się być trawiaste szumiące łąki, brzęczące i kolorowe. I jeszcze las, tam też są trawiaste polany i jagody i grzyby...ale to już temat na inną opowieść:)


TRAWY WE FLORYSTYCE


Floryści sięgają po trawy często i chętnie. Co prawda najczęściej spotkamy w kompozycjach trawy dostępne na giełdach kwiatowych, takie jak: trawa niedźwiedzia (Xerophyllum tenax) czy tak zwana trawa stalowa  o nazwie handlowej "steel grass".
Co ciekawe, obie te rośliny w rzeczywistości trawami nie są:)
To zupełnie inne rodzaje botaniczne, które nazwano trawami ze względu na kształt ich liści.
Bardzo ciekawie pisze o nich Katarzyna Greta Szymkowiak w artykule na Forum Kwiatowym.
Myślę, że w okresie późnej wiosny i wczesnego lata warto też sięgnąć po dziko rosnące, czy ogrodowe gatunki traw ze względu na piękno ich kwiatostanów.
Takie kwitnące trawy doskonale nadają się na kryzy do bukietów, wianki, girlandy, dekoracje wiszące, wypełnienie bukietów i kompozycji w naczyniach.



Trawy komponują się szczególnie pięknie z kwiatami polnymi, łąkowymi bądź ogrodowymi.
Jednak równie ciekawie, bo bardziej niebanalnie, będą wyglądały z kwiatami szklarniowymi.



Takie bukiety robiłyśmy w szkole na zajęciach.
W pięknym bukiecie Agaty oprócz roślin łąkowych, ogrodowych i traw, pojawiły się też szlachetne róże szklarniowe.
Bukiet jest ułożony na kryzie. Za chwilę pokażę Wam krok po kroku jak taki bukiet wykonać.

Jakiś czas temu zrobiłam z traw taki niby wianek.


Pięknie prezentował się na ścianie, a najfajniejsze było to, że wianek "żył", codziennie był inny, trawy przesychały, przewieszały się, lekko zmieniały kolor, w końcu całkiem wyschły i wianek zmienił się w dekorację z suchych roślin (różyczki też ładnie zaschły).

 O tym jak go wykonać przeczytacie 

Podobną techniką jak mój wianek wykleiłyśmy trawiaste kryzy do bukietów.
 A oto instrukcja:

JAK ZROBIĆ BUKIET NA KRYZIE Z TRAW - OPIS WYKONANIA KROK PO KROKU



KROK PIERWSZY


Przygotowanie kartonowej kryzy: z kartonu wycinamy dwa pierścienie o średnicy ok. 20 cm. W środku każdego z nich wycinamy niewielkie otwory (jednakowe w obu pierścieniach). Jeden z kartonowych pierścienie owijamy jutą, a na drugi przyklejamy taśmę dwustronnie klejącą do której doklejać będziemy kwiatostany traw.

                                      








KROK DRUGI


Po oklejeniu trawami, wewnętrzną część kartonowego dysku wyklejamy drobnymi liśćmi, aby zakryć nierówności:











KROK TRZECI


Cztery druty florystyczne owijamy taśmą i doklejamy do dolnego dysku (tego z jutą). Tworzymy w ten sposób rączkę bukietu. Po przyklejeniu drutów doklejamy dysk z trawami. I kryza gotowa.









KROK CZWARTY



Przystępujemy do układania kwiatów, starając się zachować spiralny układ łodyg. Kwiaty przeplatamy sporą ilością różnorodnych traw, tak by bukiet tworzył spójną całość z kryzą.


I gotowe!
Można uwiecznić na fotografii;)




 Na tym kończę moją krótką trawiastą opowieść.
A Wy lubicie trawy? Często wykorzystujecie je w dekoracjach?
Dajcie znać w komentarzach. Ciekawa jestem Waszych pomysłów na sielskie trawiaste aranżacje.
Ja mam ich jeszcze mnóstwo, ale trawy tak szybko przekwitają (zwłaszcza w tym roku), że nie nadążam.
Teraz czas na zboża, pięknie się wykłosiły i jeszcze są zielone (te jare, bo oziminy już się lekko złocą - w czerwcu!!! Ratunku!!!)
Natura szaleje nadal. Wiecie, że zakwitły już wrotycze???
Ciekawa jestem jak będzie wyglądał sierpień???


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego wpisu.



FLORENTYNA







Ps. Część zdjęć pochodzi ze strony Pixabay




NIE UMIEM