poniedziałek, 26 listopada 2012

Adwentowa klasyka...

...to wieniec sporządzony z gałązek jodły lub innej iglastej rośliny z czterema świecami, które zapala się w kolejne adwentowe niedziele, odliczając w ten sposób czas pozostały do Bożego Narodzenia.
Zwyczaj ten nie jest bardzo stary; wywodzi się z pierwszej połowy XIX wieku i pochodzi z Niemiec.
Pierwszy w historii wieniec adwentowy sporządził  Johann Hinrich Wichern, ewangelicki pastor z Hamburga.
Wieńcem powstałym z dużego drewnianego koła udekorował świetlicę w prowadzonym przez siebie sierocińcu.
Wieniec miał 23 świece, każda z nich miała być zapalana w kolejny dzień adwentu.

Mógł być podobny do tego na zdjęciu:



























Zwyczaj tworzenia wieńca adwentowego bardzo szybko rozpowszechnił się w Europie, a potem na świecie, początkowo wśród wspólnot ewangelickich, a później także wśród katolików.
 
Wieniec stopniowo ewoluował: zaczęto ozdabiać go zielonymi gałązkami iglastymi, a liczba świec z czasem zmniejszyła się do czterech.
Dzisiejsze wianki adwentowe czasem daleko odbiegają od swojego pierwowzoru.

Nadal jednak tradycyjnym kolorem adwentowych dekoracji pozostaje czerwień, która symbolizować ma radość oczekiwania.

Popatrzcie na moją wersję adwentowej klasyki:





























Staram się w adwentowych dekoracjach unikać bombek, rezerwuję je do stroików i ozdób świątecznych.
Często umieszczam  w wianku wstążki, ale tym razem  dekoracja miała być z materiałów naturalnych i bez kokardek;-)


Popatrzcie też na prace moich uczniów:


























Prosimy o wyrozumiałość w ocenie, bo są to absolutne debiuty nie tylko wiankowe, ale i florystyczne;-)

Serdeczności ślę wszystkim miłym czytaczom i życzę miłego i owocnego tygodnia.

No i do następnych wianków;-)


FLORENTYNA

piątek, 23 listopada 2012

Nieco nietypowy, adwentowy w fioletach - krok po kroku

Witajcie.
Jestem znowu na kilka chwil.
Chcę Wam dzisiaj pokazać nieco inny wianek adwentowy, razem z małym kursikiem.
Ostatnimi czasy bardzo lubię wianki oklejane korą i robię ich bardzo dużo.
A taki przykładowy zrobiłam dla Was.
Były pod ręką akurat fioletowe świeczki, więc jest w fioletowej tonacji;-)






























Fotki są trochę nie bardzo, bo światła przymało, ale mam nadzieję, że uda Wam się co nieco na nich dostrzec.

Na początek potrzebujemy słomiany pierścień i korę.
Lepiej oklejać słomiany, bo styropian może się topić.
Do oklejenia wianka użyłam płatów kory brzozowej, kupionych na giełdzie kwiatowej, ale może być każda inna kora (np. platanowa, sosnowa)
tutaj inne przykłady takich wianków.



Płaty kory tniemy na niewielkie paski (najlepiej jak są różnej długości i grubości), a następnie przyklejamy je klejem z pistoletu na zewnątrz i wewnątrz wianka.



Teraz kolej na przygotowanie świec.
Jak wiecie w adwentowym wianku powinny być cztery jednakowe świece (lub wielokrotność 4).
Aby świece były dobrze zamocowane na słomianym podkładzie, należy w każdą wbić krótkie druciki, rozgrzane uprzednio nad płomieniem.
W moich świeczkach są po 4 druciki, może być mniej.
Drut powinien być dosyć gruby, np. 1,2 mm, bo cieńszy nie wbija się w twardy słomiany podkład, lecz gnie się na wszystkie strony.


Druciki trochę mało widać, ale wierzcie mi na słowo, są w każdej świecy;-)
Tak przygotowane świeczki wpinamy w słomiany podkład.
Rozmieszczone mogą być różnie: albo klasycznie, w jednakowych odstępach, albo tak jak tutaj, w układzie 3-1.


W ten sposób mamy już przygotowany podkład do ozdabiania.
Wianek oklejony korą tworzy nam rodzaj "naczynia" w kształcie pierścienia.
I właśnie wewnątrz tego powstałego naczynia będziemy umieszczać materiały dekoracyjne.


W pierwszej kolejności wypełniamy wolne przestrzenie mchem, wpinając go do podkładu krótkimi drucikami wygiętymi w kształcie litery U, albo gotowymi haftkami florystycznymi.
Na mech nakładamy nieco świeżej srebrzystej tilandsji (oplątwy), też przypinając ją drucikiem.



Gotowy wianek z mchem i tilandsją wygląda tak:


Pasemkom tilandsji pozwalamy "wyłazić" trochę na boki, dzięki czemu wianek nabierze nieco dynamiki;-)

Pora na ozdoby: kolejno doklejamy je klejem na gorąco.
Na początek wkleiłam do wianka sztuczne fioletowe , błyszczące szyszeczki i laski cynamonu:


Dodałam też gwiazdki anyżu, skrawki brzozowej kory, a dla rozjaśnienia, drobniutkie różowe gwiazdeczki i kryształki w kolorze bardzo jasnego fioletu.
Dokleiłam też kilka malutkich srebrzystych bombek.
W zasadzie w wianku adwentowym bombek być nie powinno, a jeśli to w bardzo niewielkiej ilości.
U mnie pojawiły się dlatego, aby nawiązać do srebrzystej barwy tilandsji.

Na koniec poprzyklejałam drobinki mchu na zewnątrz i wewnątrz wianka.
Nie za dużo, aby nie sprawiał wrażenia bardzo ciężkiego.


I to już wszystko;-)
Dekoracja adwentowa gotowa!































Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zaglądają, a szczególnie serdecznie, tych, którzy ujawniają się w komentarzach.
Kochani, dzięki za te wszystkie miłe słowa.
Buziaki i do... następnego wianka;-)))


FLORENTYNA


wtorek, 20 listopada 2012

W śnieżnej bieli...

Witajcie kochani;-)
Czas pędzi, święta zbliżają się wielkimi krokami.
Pracy huk.
Wiankowanie idzie pełną parą.
Nadszedł czas na fotki.
Dzisiaj mam dla Was wianuszek biało-złoty ze śniegową nutą z leciutkich marabucich piórek;-)
































Po morskich szaleństwach, tym razem klasyczny, sprawdzony i powszechnie uznawany za świąteczny, zestaw kolorów;-)))
Wykonany na ażurowym podkładzie z kremowej wikliny.
Obok złotych bombek wystąpiły tu drobne dębowe listki wybielane i utrwalane w glicerynie, rosochate białe gałązki i skrawki brzozowej kory.


























Pozdrawiam wszystkich moich gości bardzo cieplutko i serdecznie witam nowych obserwatorów.

Do następnego wianka;-)



FLORENTYNA






Wianuszek uczestniczy w link party una blogu Speckled Fawn
Fajna impreza;-)
Zajrzyjcie, bo warto.













niedziela, 4 listopada 2012

Wiankowanie świąteczne czas zacząć;-)

Witajcie kochani.
Jak w tytule posta - czas najwyższy na świąteczne wianki.
Ten dzisiejszy powstał na fali moich morskich tęsknot.
To wianek adwentowy zrobiony dla najnowszego numeru NDiO Flora
Wymyśliłam, że będzie taki zupełnie nietypowy.
Nie ma w nim ani jednej zielonej iglastej gałązki, jak w klasycznych adwentowych wiankach.
No i kolorystyka zupełnie odbiega od tradycyjnej (przypominam, że klasyczne wianki adwentowe, wywodzące się z Niemiec, to wianki czerwone).
A mój jest z królestwa Neptuna.
Dla miłośników stylu marine;-)




























Cudownie koresponduje z moją aktualną morską pasją.
Moja morska choinka zaczyna nabierać coraz bardziej realnych kształtów;-) Myślę, że już mi się nie odmieni i pozostanę przy tej konwencji.



Muszle pochodzą z giełdy kwiatowej (niestety).
Tych ze świata nie mogłam przewieźć samolotem.
Są tylko na zdjęciach.
Rozgwiazdy z powodzeniem udają świąteczne gwiazdki;-)
Nieprawdaż???
Kilka kryształków w turkusowo-niebieskim kolorze nawiązuje do chłodnej kolorystyki morskiej wody.
Lubię takie barwy.
Niby adwent, a tak bardzo przywodzi na myśl letnie wakacje i szum fal;-)


























Oczywiście mam świadomość, że taki wianek nie każdemu przypadnie do gustu.
Miłośnicy tradycji mogą być zdegustowani;-)
Ale ja lubię zmiany.
Tradycyjna czerwień królowała u mnie w ubiegłym roku.
Teraz czas na odrobinę szaleństwa;-)))
                                                                                                    

























Udało mi się kupić świeczki w ślicznym morskim kolorze:

























A w morską konwencję świetnie wpisał się preparowany i wybielony szarłat zwisły, udający tutaj
długie pędy wodorostów;-)

Ciekawa jestem, czy taka nietypowa dekoracja adwentowa przypadnie Wam do gustu?

W kolejnych postach obiecuję od czasu do czasu powrócić do tradycji;-)
Ale inne, nietradycyjne wianki też pokażę.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę udanego nowego tygodnia.





Ahoj przyjaciele;-)


FLORENTYNA








piątek, 2 listopada 2012

Hola Amigos!

Wakacje mają to do siebie, że najpierw się na nie dłuuuugo czeka, a potem, kiedy już stają się teraźniejszością, mijają jak mgnienie oka i uciekają do przeszłości;-)
Nie inaczej rzecz się ma z moją tegoroczną andaluzyjską przygodą...
Ciepłe morze, słońce, niekończące się wędrówki nadmorskim brzegiem, zachwycająca roślinność Andaluzji i wyprawy do miejsc, w których od zawsze chciałam się znaleźć, dzisiaj są już tylko wspomnieniem.
Absolutnie cudownym wspomnieniem;-)
Teraźniejszość to milion zdjęć czekających na uporządkowanie;-)))
Będzie co robić w długie zimowe wieczory.
To także milion wrażeń, które też czekają na poukładanie.

Dzisiaj chcę Wam tylko powiedzieć, że jeśli istnieje oddzielne niebo dla florystów, to niewątpliwie jest nim Andaluzja;-)))
Materiał florystyczny rośnie tam na drzewach i dosłownie sypie się pod nogi.
Aż żal, że mogłam go zabrać ze sobą wyłącznie na fotografiach.
Cóż, na pocieszenie mam wszak giełdę kwiatową, gdzie te wszystkie cuda też są.
Jedyna różnica to fakt, że trzeba za nie sporo zapłacić;-)))

Wiem, że do wakacyjnych wspomnień będę często wracać.
A jak już posegreguję zdjęcia, to pokażę co nieco na blogu.
Dzisiaj póki co rzut oka na Ogrody Alhambry.




















































Widok na Granadę

                                                                                 
Alcazaba - widok z ogrodów

            Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zaglądają.

I zapraszam na wiankowanie przedświąteczne.
Wszak już listopad (mój ulubiony miesiąc - wcale nie żartuję), więc na wianki czas najwyższy.
Będą w kolejnych postach.
Lubie ten nostalgiczny czas oczekiwanie na święta.

A do Andaluzji będę powracać niejednokrotnie;-)

Pozdrowienia dla wszystkich. Florentyna