czwartek, 25 grudnia 2014

Pięknego świętowania

Witam Was świątecznie:-)
Nie zdążyłam przed wyjazdem, więc teraz proszę przyjmijcie ode mnie życzenia fantastycznych, rodzinnych świąt.
Jak mija Wam czas?
Ja nareszcie odpoczywam, jem, czytam, spaceruję (chociaż pogoda niespecjalnie zachęca do dłuższych wędrówek, ale co tam, byle nie padał deszcz;-)
Jednym słowem święta mijają mi niespiesznie i relaksowo.
Buziaki świateczne ślę i wspaniałego dalszego świętowania życzę. 


Pozdrawiam serdecznie.

FLORENTYNA

piątek, 19 grudnia 2014

Zaczerwieniło nam się...

... na wczorajszych warsztatach.
           Do tej pory uciekaliśmy na zajęciach od czerwieni, by jednak tuż przed świętami grzecznie do niej wrócić;-)
Bo mówcie co chcecie, ale nic tak nie ociepla świątecznych wnętrz jak energetyczna czerwień.
I choć w moim domu większość świątecznych aranżacji będzie w bieli i zieleni, to  czerwony akcent jednak się pojawi, choćby w postaci gwiazd betlejemskich, które królują
u mnie już od kilku dni.
Ale wróćmy do warsztatowej twórczości.
Popatrzcie z jakim zaangażowaniem pracowaliśmy (jak zwykle zresztą;-)


























Tym razem postawiliśmy na czerwień z odrobiną bieli, bez tradycyjnych zielonych gałązek.
Ostatnio na giełdzie pojawiły się cudnej urody jabłka zatopione w wosku, dla przedłużenia trwałości.
Nie mogłam przejść obok nich obojętnie, musiały zaistnieć w naszych pracach;-)



















































Uzupełnieniem dekoracji ze świecami miała być podobnie "ubrana" gwiazda betlejemska.
Popatrzcie, co nam wyszło w efekcie końcowym:












































































Myślę, że czerwone akcenty to niezawodny sposób na stworzenie ciepłej, świątecznej atmosfery.
Czerwień nie musi być kolorem dominującym w świątecznym wystroju, ale jej kropla świetnie odnajdzie się w połączeniu z innymi barwami: z szarością, kolorem naturalnego drewna, zielenią, złotem i bielą oczywiście;-)
Fantastycznym czerwonym akcentem jest niezawodna gwiazda betlejemska ( a tak naprawdę: wilczomlecz piękny (poinsecja) - Euphorbia pulcherrima)
Jako rodowita meksykanka jest gwiazda betlejemska raczej ciepłolubna.
W temperaturze poniżej 15 stopni Celsjusza może gubić liście.
Nie stawiamy jej więc w chłodnych pomieszczeniach.
Chociaż gwiazda lubi wilgoć, to jednak źle reaguje na nadmiar wody, więc podlewać ją należy umiarkowanie (na przykład raz na dwa dni) nie dopuszczając do przesuszenia podłoża, ale też nie przelewając bo to jeszcze gorsze.
Odpowiednio pielęgnowana poinsecja  będzie nas cieszyć swą urodą aż do końca zimy.
Potem zacznie gubić liście i zapadnie w stan spoczynku.
Można przetrzymać ją do kolejnego Bożego Narodzenia i spowodować, aby zakwitła ponownie.
Ale to już temat na oddzielny wpis;-)
Pozdrawiam cieplutko i energetycznie, wbrew szarudze za oknem;-)
Dziękuję wszystkim miłym gościom za odwiedziny.
Do napisania;-)

                                            FLORENTYNA

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Choinkowe inspiracje

Choinka proszę pana
jest chyba zaczarowana,
bo zaraz wszystko odmienia:
było szaro, a ona wchodzi do domu –
zielona i spełnia marzenia.
                               
                                        (Maria Terlikowska)

Rzeczywiście, pamiętam z czasów dzieciństwa, że była zaczarowana;-)
W moim rodzinnym domu zawsze bajecznie kolorowa z mnóstwem najróżniejszych bombek, ale także jabłek, orzechów i słodyczy.
I z anielskimi włosami, z delikatną mgiełką waty świetnie udającej śniegowe płatki.
Tata był mistrzem w ozdabianiu chionki śniegiem z waty. Nie było mowy o byle jakim rzucaniu wacianych kulek, wata musiała być rozciągnięta w cieniuteńkie niczym pajęczyna połacie.
Efekt wspaniały.
No i zawsze była duuuża, z perspektywy małego człowieka wręcz ogromna, sięgająca sufitu.
I fantastycznie pachniała lasem.
Nie wiem dlaczego tak jest, ale dzisiejsze choiknki nie pachną tak intensywnie jak te niegdysiejsze.
Co roku stoi u mnie prawdziwe drzewko, ale na próżno szukam zapachów wczesnego dzieciństwa.
Wszystko się zmienia i nawet choinka pachnie inaczej...
Na tej mojej dziecięcej paliły się jescze prawdziwe kolorowe świeczki.
Trzeba było bardzo uważać, żeby nie paliło się nic więcej;-)
Dlatego świeczki zapalane były tylko w wyjatkowych chwilach. Oczywiście obowiązkowo podczas wigilijnej kolacji.
To najwcześniejsze wspomnienia. Później, kiedy chodziłam już do szkoły, pojawiły się kolorowe lampki.
Choinka rzeczywiście wnosiła magię do domu.
No i spełniała marzenia - w wigilijny wieczór tuż po kolacji;-)
Ech, rozmarzyłam się...
Póki co do choinkowego drzewka w naszych domach jest jeszcze nieco czasu.
Dzisiaj chciała bym Wam pokazać nasze mini choinki, które można postawić w mieszkaniu zamiast tradycyjnego drzewka (jeśli mamy mało miejsca), albo oprócz dużej choinki.
Taka stylizowana choineczka będzie też z pewnością doskonałym prezetem dla przyjaciół.
Choinki można wykonać z najprzeróżniejszego tworzywa.
Te na pierwszych zdjęciach powstały podczas ubiegłotygodniowych warsztatów.
Zrobiliśmy je z wybielonego włókna kokosowego i bielonych egzotycznych korzonków.












































































Kolejne wyplataliśmy z rattanowych patyczków.
Żmudna to prca i wymaga cierpliwości, ale efekt końcowy wart włożonego trudu;-)


















































A na koniec, powstałe wczoraj w szkole, proste i naturalne chioki ze skrawków brzozowej kory.


























Pozdrawiam cieplutko.
I do następnego posta.

                  FLORENTYNA

Ps. Część zdjęć autorstwa Niny i Magdy Nowickiej oraz Michała Chmielarza.

wtorek, 2 grudnia 2014

Czekając na Boże Narodzenie...

....tworzymy adwentowe i świąteczne aranżacje.
Klasyczne, mniej klasyczne i całkiem odlotowe, stonowane kolorystyczne i pełne kontrastów koloru i faktury.
Z materiałów naturalnych, kory, szyszek i gałązek, ale także z błyszczących kryształków i aluminiowego drutu.
Jednym słowem do wyboru do koloru.
Popatrzcie sami:

Kora brzozowa i szyszki nieodmiennie kojarzą się z zimowymi aranżacjami.
Warto przejść się na spacer do lasu czy parku i zanim spadnie śnieg nazbierać trochę szyszek z których wyczarować można niebanalne świąteczne aranżacje.
A kto z nas nie lubi szyszek?















































Jak co roku na warsztatach powstaje też mnóstwo wianków adwentowych w brzozowej korze.
To mój ulubiony rodzaj adwentowej dekoracji.
Te na zdjęciu w klasycznej czerwieni, ale powstają najróżniejsze wersje kolorystczne.



















































A na koniec popatrzcie na nasze adwentowe eksperymenty;-)
Tworzywo nieco nietypowe: masa perłowa, drut aluminiowy w połączeniu z bombkami i skrzącymi się kryształkami.
Takie nieco odlotowe, nieco futurystyczne spojrzenie na adwentowe dekoracje.
Przejrzyste i bardzo chłodne w kolorystyce.
Popatrzcie sami:
w błękitach


























i w fioletach


























To zaledwie maleńka cząstka teco, co powstaje na naszych cotygodniowych warsztatach.
Jutro zaczynamy robić choinki.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych gości.
Jak Wam się podobają nasze adwentowe i świąteczne propozycje?
Buziaki i do napisania.
Zmykam spać, bo jutro od rana giełda kwiatowa i mega zakupy;-)
Ach, jak ja to lubię.
Zapraszam za kilka dni na choinkowe prezentacje.

                   FLORENTYNA

niedziela, 23 listopada 2014

Adwent w wersji shabby chic

Listopad to miesiąc nieszczególnie lubiany.
Bo ciemno, chłodno, szaruga i mokre, zapłakane deszczem  dni.
Chociaż prawdę mówiąc tegoroczny jest całkiem nienajgorszy.
Mało deszczu, ciepło.
A ja do tego lubię listopad i tyle.
Nawet ten szary i pozornie ponury.
Dlaczego lubię listopad? 
Ano po pierwsze dlatego, że nikt go nie lubi, a tak przecież być nie może;-)
A po drugie: jak tu nie lubić listopada, skoro tuż po nim nadchodzi magiczny grudzień.
Chciało by się napisać: mroźny i biały, ale wiadomo to?;-)
I jak tu nie lubić listopada, skoro to miesiąc, w którym przedświąteczne wiankowanie i stroikowe dzierganie rusza pełną parą.
U nas na warsztatach od początku listopada jest adwentowo.
Powstało mnóstwo najróżniejszych wianków i nie tylko wianków.
Zdjęć milion. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać Wam choć trochę.
Ale to w następnym pisaniu.
Dzisiaj kilka fotek z ostatnich zajęć, podczas których powstały adwentowe aranżacje w stylu shabby chic.
Monochromatyczne, stonowane, nieco rozbielone. Takie, jakie lubię najbardziej.
Pracowaliśmy jak zawsze intensywnie i dodatkowo tym razem w pełnym skupieniu;-)
Popatrzcie sami:


























Malowaliśmy szyszki i gałązki techniką suchego pędzla.


























Zdobiliśmy świece i naczynia papierem nutowym i koronkami.



























A oto końcowe efekty naszej pracy:
























Muszę przyznać, że jestem dumna z moich warsztatowiczów.
Prace mnie urzekły absolutnie.
Uwielbiam te klimaty.


























Śiwece dodatkowo ozdobiliśmy choinkowymi, gwiazdkowymi i serduszkowymi zawieszkami.


















Dla mnie aranżacje w tym stylu mają niepowtarzalny, nostalgiczny urok.
A co Wy o nich sądzicie?
W tym tygodniu planuję warsztaty pod roboczym tytułem: "Lubię zapach pomarańczy, czyli pachnące wianki i dekoracje adwentowe."
Myślę, że możemy już zaprosić do domu aromaty wnoszące świąteczny nastrój.
Zapach pomarańczowej skórki zmieszany z niepowtarzalną wonią cynamonu, anyżu i goździków z pewnością sprawi, że listopadowe długie wieczory od razu staną się przyjemniejsze.
Czego Wam z całego serca życzę.



                                                                              FLORENTYNA                                                               
Ps. Część zdjęć autorstwa Magdy Nowickiej.

sobota, 25 października 2014

Jesień, nie ma na to rady...

Mój blog powinien chyba zmienić nazwę na "Cztery pory roku"...
Kiedy pisałam ostatni raz, królowało lato, we wcześniejszym poście budziła się wiosna. Teraz jesień jest już faktem niezaprzeczalnym.
Coraz mniej liści na drzewach, coraz więcej pod nogami.
Robi się chłodno i nostalgicznie.
Chociaż wciąż jescze królują kolory.
Jeszcze przyświeca słońce.
Dziś po bardzo zimnym poranku dzień nieoczekiwanie zaskoczył nas piękną pogodą i ciepłymi promieniami słońca.
W taki dzień konmiecznie trzeba wybrać się na spacer.


























Z kieszeniami pełnymi orzechów wyruszyliśmy do parku.
Amatorek chrupiących owoców było mnóstwo;-)


























Niestety nie chciały grzecznie pozować do zdjęć. Porywały szybciutko orzechy i już ich nie było.
Czasami udawało mi się sfotografować jedynie puszysty rudy ogon;-)
Tylko kilka wiewiórczych portretów jest stosunkowo mało rozmazanych.
Popatrzcie jakie są urodziwe.
























































































Było magicznie i kolorowo.
Łapaliśmy energię na kolejne zwariowane, pracowite dni.












































































Jesiennie za oknem i jesiennie już od wrzesnia na naszych warsztatach.
Wrzesień zamknęłyśmy jesiennymi bukietami dla panny młodej.
Popatrzcie na efekty:





























































































I tymi optymistycznie kolorowymi bukietami żegnam się z Wami do następnego posta;-)
Pozdrawiam cieplutko i zyczę Wam energetycznej i twórczej jesieni.


Ps. Fotki z warsztatów "Jesienna panna młoda": Basia Bielecka-Grzymkowska i Magda Nowicka

Do napisania;-)

FLORENTYNA