poniedziałek, 8 grudnia 2014

Choinkowe inspiracje

Choinka proszę pana
jest chyba zaczarowana,
bo zaraz wszystko odmienia:
było szaro, a ona wchodzi do domu –
zielona i spełnia marzenia.
                               
                                        (Maria Terlikowska)

Rzeczywiście, pamiętam z czasów dzieciństwa, że była zaczarowana;-)
W moim rodzinnym domu zawsze bajecznie kolorowa z mnóstwem najróżniejszych bombek, ale także jabłek, orzechów i słodyczy.
I z anielskimi włosami, z delikatną mgiełką waty świetnie udającej śniegowe płatki.
Tata był mistrzem w ozdabianiu chionki śniegiem z waty. Nie było mowy o byle jakim rzucaniu wacianych kulek, wata musiała być rozciągnięta w cieniuteńkie niczym pajęczyna połacie.
Efekt wspaniały.
No i zawsze była duuuża, z perspektywy małego człowieka wręcz ogromna, sięgająca sufitu.
I fantastycznie pachniała lasem.
Nie wiem dlaczego tak jest, ale dzisiejsze choiknki nie pachną tak intensywnie jak te niegdysiejsze.
Co roku stoi u mnie prawdziwe drzewko, ale na próżno szukam zapachów wczesnego dzieciństwa.
Wszystko się zmienia i nawet choinka pachnie inaczej...
Na tej mojej dziecięcej paliły się jescze prawdziwe kolorowe świeczki.
Trzeba było bardzo uważać, żeby nie paliło się nic więcej;-)
Dlatego świeczki zapalane były tylko w wyjatkowych chwilach. Oczywiście obowiązkowo podczas wigilijnej kolacji.
To najwcześniejsze wspomnienia. Później, kiedy chodziłam już do szkoły, pojawiły się kolorowe lampki.
Choinka rzeczywiście wnosiła magię do domu.
No i spełniała marzenia - w wigilijny wieczór tuż po kolacji;-)
Ech, rozmarzyłam się...
Póki co do choinkowego drzewka w naszych domach jest jeszcze nieco czasu.
Dzisiaj chciała bym Wam pokazać nasze mini choinki, które można postawić w mieszkaniu zamiast tradycyjnego drzewka (jeśli mamy mało miejsca), albo oprócz dużej choinki.
Taka stylizowana choineczka będzie też z pewnością doskonałym prezetem dla przyjaciół.
Choinki można wykonać z najprzeróżniejszego tworzywa.
Te na pierwszych zdjęciach powstały podczas ubiegłotygodniowych warsztatów.
Zrobiliśmy je z wybielonego włókna kokosowego i bielonych egzotycznych korzonków.












































































Kolejne wyplataliśmy z rattanowych patyczków.
Żmudna to prca i wymaga cierpliwości, ale efekt końcowy wart włożonego trudu;-)


















































A na koniec, powstałe wczoraj w szkole, proste i naturalne chioki ze skrawków brzozowej kory.


























Pozdrawiam cieplutko.
I do następnego posta.

                  FLORENTYNA

Ps. Część zdjęć autorstwa Niny i Magdy Nowickiej oraz Michała Chmielarza.

16 komentarzy:

  1. Dearest Florentyna,
    Indeed tedious but with lovely results!
    Happy 2nd Advent Week.
    Hugs,
    Mariette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you Mariette.
      I wish you beautiful Advent days.
      Kisses;-)

      Usuń
  2. Bajeczne choinki ! Te pierwsze, mają coś w sobie z rosyjskich baśni , które to w dzieciństwie uwielbiałam , teraz też :)
    No nie mogę oderwać od nich oczu !
    Miłego dnia Florentynko !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za odwiedziny Cat-arzyno. Wiesz, że rzeczywiście coś jest na rzeczy z tymi rosyjskimi baśniami i naszymi białymi choinkami;-)
      To moje zdecydowane faworytki.
      Buziaki ślę i dziękuję za miłe słowa.

      Usuń
  3. Mam podobne wspomnienia o choinkach z dzieciństwa a obecnie co roku też ubieramy żywe duże drzewko. Niestety coraz trudniej je zdobyć. Wspólne strojenie choinki to też tradycja bo wspominamy skąd i od kogo jest dana ozdoba i chociaż czasami mam ochotę coś zmienić w jej wystroju to jednak zawsze ustępuję i nie dokonuję zmian. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Janeczko, bardzo mnie cieszy, że zajrzałaś;-) Moje choinki obecne są zwsze żywe, broń Boże sztuczne, ale malutkie. Faktycznie wspólne strojenie choinki to przedsmak świąt. W moim domu rodzinnym stroiliśmy drzewko dzień przed wigilią, albo w samą wigilię rano. Tata był główno dowodzącym, miał fantastyczny zmysł plastyczny, jego choinki nie miały sobie równych. Piękne to były chwile... Buziaki sle.

      Usuń
  4. Ale cudne są:)
    dziękuję za miłe słowa:) Moje stroiczki nie dorastają do pięt Twoim, tym bardziej dziękuję za dobre słówko:)
    serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Florentyno, mam podobne refleksje ...świerk czy jodła...a zapachu brak. Kiedyś nawet przekornie przytargałam do domu same gałązki (tak dla porównania) i te działkowe zdobycze, były intensywniejsze w odbiorze niż drzewo stojące w salonie. Coś jest na rzeczy.

    Faworytki-brzozowe choinki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie choinki inaczej, chociaż najbardziej podobają mi się tradycyjne z ozdobami sprzed lat, robionymi z papieru, słomy , z anielskim włosem itp.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj, pięknie wykombinowane te mini - choineczki, bardzo mi się podobają. Poza tym można je ustawić wszędzie, nawet w kawalerce, to zaleta dla tych, którzy mają ograniczoną przestrzeń do strojenia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne te choinki, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na choince z mojego dzieciństwa pamiętam lametę i takie długie lizaki :-) Lizaki do dziś jeszcze wiszą na choince u mojej mamy , twarde jak skała hi,hi.. ale mama zawsze je wiesza :-) Twoje choineczki są śliczne :-)Pozdrawiam Cię cieplutko :-) Dorota

    OdpowiedzUsuń
  10. Ach tebielone sa przepiekne! Gdzie mozna nabyc takie fajne bielone korzonki i te kokosowe wlokna?

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne choinki, najchętniej przygarnęłabym wszystkie :)

    OdpowiedzUsuń