poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Lawendowy zawrót głowy

Kto nie kocha lawendy? No kto?
Jeśli jest ktoś taki, niech da znać.
Marzą mi się lawendowe pola Prowansji, kiedyś z pewnością się tam wybiorę. I rzecz jasna na chorwacką wyspę Hvar, która jak wieść gminna głosi z Prowansją skutecznie może konkurować;-)
Póki co jednak lawendą zapachniało znacznie bliżej Wrocławia.
Muzeum Powozów w Galowicach odbyło się lawendowe świętowanie.
Oj działo się, działo.
A pachniało, a smakowało, a cieszyło oczy.
Zjechało się mnóstwo lawendowych wystawców i hobbystów.
Fiolety panowały niepodzielnie, a nad całością unosił się upojny lawendowy aromat;-)
Wszyscy byli szczęśliwi, uśmiechnięci i zrelaksowani, wszak wiadomo nie od dziś, że lawenda łagodzi rozdrażnienie, zmniejsza stres, przywraca zszarpanym nerwom równowagę...
Jednym słowem lawendowa sielanka;-)






















Lawendowych cudeniek do podziwiania i nabywania było całe mnóstwo.
Sfotografowałam zaledwie małe co-nieco.
Oto zajawka:






















Nasza propozycja to kompozycje z suszu roslinnego z lawendową nutą:






















I oczywiście, już tradycyjnie, odbyły się  warsztaty florystyczne dla dzieci.


Mali adepci florystyki wykonywali koszyczki kwiatowe z kroplą lawendy;-)
Nie macie pojęcia jak dzieciaki garną się do układania kwiatów i z jaką pasją oddają się temu zajęciu.
Popatrzcie sami:





























































































































Najbardziej cieszył fakt, że warsztaty wzbudziły zainteresowanie nie tylko dzieci starszych, lecz także maluchów, o wydawało by się nie sprecyzowanych jeszcze zainteresowaniach;-)
Florystyka górą!






















A na zakończenie tradycyjne wspólne uśmiechy i dumna prezentacja wykonanych prac:



Oprócz warsztatów florystycznych było też wyplatanie lawendowych fusetek.
Niestety w nawale zajęć nie udało mi się ich sfotogtafować.
Dla zainteresownych były taż wykłady o uprawie i właściwościach lawendy.
Dzień to był pod każdym względem udany.
Nawet pogoda dopisała, niemilosierny upał odpuścił nieco, lakki wiatr chłodził i rozprzestrzeniał lawendowy aromt.
Pomysł z lwendowym świętem wspaniały.
Gratuluję organizatorom udanej imprezy i dziękuję, że mogłam w niej uczestniczyć.
Wszystkich, którym nie udało się w tym roku dotrzeć do Galowic namawiam do odwiedzenia lawendowej imprezy za rok.
Warto;-)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych gości.
I do napisania.




FLORENTYNA





















9 komentarzy:

  1. Dzieci i lawenda. Piękne zestawienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że tak o tym nie pomyślałam. Zainspirowana Twoim spostrzeżeniem spróbuję w przyszłym roku zrobić warsztaty pod roboczym tytułem: "Lawendowe dzieci". Chyba fajnie brzmi;-) W tym roku zbyt późno dowiedziałam się o lawendowym święcie i lawendy miałam zdecydowanie za mało;-( Stąd w moich propozycjac h zaledwie lawendowa nuta. Ale za to za rok poszalejemy;-))) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Miłość do lawendy to także moja przypadłość :) Zajęcia z dzieciakami świetna sprawa! Myślę, ze pomysł Lawendowych dzieci jest cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że i Ty jesteś w gronie lawendowo zakręconych;-) Nie znam tak naprawdę osoby, która by powiedziała, że lawendy nie lubi.
      Dzieciaki zawsze są fantastyczne podczas warsztatów: zaintaeresowane, chłonne, twórcze. Uwielbiam zajęci z dzieciakami.
      A Lawendowe dzieci to póki co tylko tytuł, ale przyznaję, że mnie samej też się spodobał;-) Mam cały dłuuugi rok na wymyślenie jak to będzie wyglądało. Coś mi już zaczyna świtać, muszę pomysł dopracować.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  3. Chyba nie znam osoby, która nie lubiłaby lawendy i jej pięknego zapachu! :) Cudowne aranżacje, inspiracje! Uściski! kaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Ja też nie znam nikogo, kto stwierdził by, że lwendy nie lubi.
      Trudno chyba nie ulec jej urokowi;-) Buziaki ślę.

      Usuń
  4. no proszę, taka fajna impreza tuz pod moim bokiem! :) szkoda, że nie wiedziałam! lawenda, lawenda, chciałabym się znaleźć na takim lawendowym polu, to musiałby być niesamowity widok! :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj. Dzięki za odwiedziny. Faktycznie Galowice od Wrocławia to przysłowiowy rzut beretem;-) W takim razie w przyszłym roku nie przegap.
    Pozdrawiam sercecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem od jakiegoś czasu lawendowo zakręcona, ale mieszkam na razie w bloku i niewiele mogę. W tym roku próbowałam wyhodować samodzielnie lawendę w donicy na balkonie. Już cieszyłam się na myśl, jak będzie cieszyć moje oczy. Niestety, to chyba nie taka prosta sprawa - wysiałam ją na początku czerwca, przez miesiąc nasionka tkwiły w ziemi i już myślałam, że nic z tego nie będzie. W końcu, kiedy rozpoczęły się upały coś zaczęło z ziemi wychodzić... Na opakowanie nasionek wzeszło 10 roślinek! Muszę więcej o tym poczytać, nie myślałam, że lawenda okaże się dla mnie taka kapryśna. Mamie też dałam opakowanie nasionek i u niej niewiele lepiej. Mamy początek września, a roślinkom daleko do tego, co widać na Twoich zdjęciach i jakieś takie pokręcone rosną, zamiast piąć się w górę. Mama musiała je podpierać.

    OdpowiedzUsuń