sobota, 31 grudnia 2016

Już za chwilę Nowy Rok

Dlatego, zanim wyruszycie na bale i szalone imprezy, przyjmijcie ode mnie życzenia pięknego, wspaniałego i szczęśliwego roku.
Coś się kończy, coś się zaczyna...
Rok 2016 powoli odchodzi do przeszłości, za chwil kilka będzie już tylko wspomnieniem.
Mam nadzieję, że pięknym wspomnieniem.
A jeśli nawet nie cały rok, to choćby okruchy  radości i szczęścia, które niewątpliwie każdemu z nas przyniósł.
W moich archiwach pozostanie w zakładce "dobry rok";-)
Pomimo, że nie brakowało trudnych momentów, to jednak 
dał mi bardzo wiele, dużo nauczył i przyniósł chwile, które wkładam do szuflady z cennymi wspomnieniami;-)
Dobry, piękny i szczęśliwy rok.
Teraz pora mu podziękować. Jest za co...


To zdjęcie ze stycznia 2016 roku.
 Przywitał nas takim śniegiem:)
A kończy się  pogodą nieskazitelną, przejrzystą i słoneczną.
Dzisiejsze wrocławskie niebo  było błękitne jak nie przymierzając niebo nad moją ukochaną Andaluzją;-)



Nie wiem, czy też tak macie, ale ja zaraz po Bożym Narodzeniu czuję w powietrzu nieuchronnie zbliżającą się wiosnę;-)
I szwendaczek mi się włącza... Do świata mnie ciągnie.
Chociaż dnia przybywa jeszcze niewiele (na Nowy Rok  na barani skok), to jednak to wydłużanie się czuje się bardzo wyraźnie.
Światło, które przynosi ze sobą Boże Narodzenie wchodzi z nami w Nowy Rok.
Daje nadzieję na...
Każdy z nas może sobie dopisać dalszy ciąg:)
Kochani, życzę Wam, by rok 2017 był dla Was czasem spełnionych nadziei i zrealizowanych marzeń.
Dni pełnych uśmiechu i samych szczęśliwych chwil.
Zdrowia, które do realizacji zamierzeń niewątpliwie się przydaje;-)
Kreatywności i wspaniałych pomysłów.
Nieustającego zapału do działania.
Miłości i bliskości.

Jednym słowem SZCZĘŚCIA!!!

Do siego roku moi mili.

FLORENTYNA


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Boże Narodzenie budzi we mnie dziecko, czyli refleksji świątecznych ciąg dalszy.


Przyjdź na świat,
By wyrównać rachunki strat.
Żeby zająć wśród nas,
Puste miejsce przy stole.
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
I zapomnieć że są puste miejsca przy stole.
                                                (Kolęda dla nieobecnych)


Z moją piękną Maminką przy choince. Uśmiech mam zaiste wystudiowany;-)))
I pulpet ze mnie był. Mam tu kilka lat, nie wiem ile, bo na zdjęciu nie ma daty.
Tylko czemu Maminka smutna...? Muszę ją o to zapytać.


Drodzy moi, odkryłam właśnie coś ciekawego, co samą mnie zaskoczyło, a o czym przecież podświadomie wiem od dawna.
Boże Narodzenie budzi we mnie dziecko;-) Niezależnie od tego, które urodziny właśnie minęły (a pełnoletnia jestem już przecież od jakiegoś czasu;-))), magia świąt przenosi mnie w czarowne dziecięce lata.
Cudne lata, kiedy z czerwonym zziębniętym nosem i skostniałymi  palcami stóp obutych w czarne zamszowe botki tuptałam z babcią z kościoła do domu mając nadzieję na coś pysznego i ciepłego... gorące kakao na przykład.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego w pamięci utkwiły mi akurat te botki zamszowe.
Zapewne je lubiłam, skoro na samo wspomnienie "oczyma duszy mojej widzę je";-)
Chyba nie były zbyt ciepłe, skoro palce marzły, a może po prostu zimy wtedy były takie jak należy, mroźne i śnieżne.
I pamiętam jeszcze jak fenomenalnie ich czarny kolor kontrastował ze skrzącą się i aż kłującą w oczy bielą śniegu.
Lubiłam te wyprawy do kościoła, lubiłam śpiewać kolędy. A przyznać musicie, że nasze polskie kolędy wyjątkowo melodyjne są.
I dzisiaj wydzieram się w kościele na całe gardło;-))) A co, tyle mojego;-)
Tylko trochę drażni mnie tempo i rytm w jakim te nastrojowe pieśni są śpiewane.
A to przecież w większości melodie taneczne.
Przykładowo polonezy: "Bóg się rodzi"( podobno melodia tej kolędy zaczerpnięta została z poloneza koronacyjnego królów polskich), "Dzisiaj w Betlejem" czy "W żłobie  leży" 
Jest też radosny, taneczny mazur: "W dzień Bożego Narodzenia", nostalgiczne kujawiaki: "Ach ubogi żłobie" czy "Jezus malusieńki"
I jeśli grane są we właściwym tempie, to nogi same rwą się do tańca;-) Przyznaję bez bicia, że zdarzyło mi się kołysać i przytupywać w kościele;-) I to nie tylko w dzieciństwie...
I tutaj mała dygresja: czy zauważyliście, że w kościołach w miastach kolędy się mruczy, miauczy i katuje bezlitośnie, niestety.
Ale wybierzcie się tylko do wiejskiego kościoła, zaraz usłyszycie jak kolędować należy.
Byłam latem w pięknym malutkim kościółku na kielecczyźnie (kolęd w tym czasie akurat nie śpiewano, ale nic to), żebyście słyszeli ten śpiew, mocny, melodyjny, pełną piersią.
I jeszcze coś, co powaliło mnie na obie łopatki: w pewnej chwili organista (zresztą świetny), zaintonował "Modlitwę" Okudżawy. Zaniemiałam na chwilę z wrażenia, ale tylko na chwilę, bo zaraz potem zaśpiewaliśmy tercet;-) Organista, moja przyjaciółka i ja, jako, że nikt więcej nie znał słów;-)
Ale było super. Po skończonej Mszy przekazałyśmy organiście wyrazy uznania.



Tutaj już jako dziecię szkolne. Też nie wiem, który to był rok, ale coś mi się kojarzy, że do trzeciej klasy wtedy chodziłam.
Udaję, że czytam.
I chyba miałam ładny kołnierzyk;-) Jakaś ciocia go dla mnie wyszydełkowała, tylko nie pamiętam która:)


No, ale dosyć dygresji, wróćmy do świąt i ich dziecięcego przeżywania.
Tak jak w tytule posta: Boże Narodzenie budzi we mnie dziecko.
Cieszy mnie wszystko: pomarańcze na stole (choć przecież dzisiaj na co dzień ich nie brakuje), żywicznie pachnąca, pięknie przystrojona choinka, prezenty pod nią, nawet najdrobniejsze, wigilijne potrawy, a najbardziej kompot z suszu owocowego za którym przepadam.
Lubię być w tym czasie w kościele, gdzie pierwsze kroki kieruję do szopki betlejemskiej.
Wszystko mnie zachwyca: owce, woły, nawet wielbłąd, którego w moim kościele trzej królowie jakoś przypadkiem podrzucili do szopki jeszcze przed swoim przybyciem;-)
Może to fakt, że Bóg przychodzi na świat pod postacią Małego Dzieciątka, powoduje, że dzieci lepiej się z Nim dogadują. Może dlatego dziecinniejemy i wracamy do przeszłości???
Lubię to!  Tę wszechogarniającą radość, ten zachwyt, to uwielbienie i nieprzepartą potrzebę modlitwy.
I śpiewanie pełną piersią.
Ech, być znowu dzieckiem...
Dobrze, że dzięki magii Bożego Narodzenia można się nim poczuć choćby na kilka chwil.
Tak jak w zacytowanej przeze mnie strofie przepięknej kolędy:
(...) jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas...
Czego Wam kochani przyjaciele Groszkowo-różanego ustronia, z całego serca życzę.
Nie wstydźmy się choć na krótki czas znowu być dziećmi.
Czerpmy pełnymi garściami radość ze świątecznych chwil i dzielmy się nią szczodrze z bliskimi sercu.
Wszak Bóg się narodził i wszystko staje się możliwe.

Pozdrowienia serdeczne Wam przesyłam.

FLORENTYNA




niedziela, 25 grudnia 2016

Kilka świątecznych refleksji...

Najpiękniej bowiem jest, kiedy 
Piękna nie czuje się zgoła 
I tylko jest się, po prostu 
Tak, jak jest wszystko dokoła.
                         (Leopold Staff "Czucie niewinne")






Witajcie kochani.
Przepadam za tym czasem, kiedy można celebrować chwile...
Nie trzeba się spieszyć, pędzić na łeb , na szyję;-)
I tak jak w zacytowanym powyżej wierszu mojego ukochanego poety "tylko jest się po prostu":)
Wtedy chyba najpełniej człowiek czuje, że żyje.
Mam to szczęście, że spędzam świąteczny poranek w moim rodzinnym mieście, niewielkim miasteczku, gdzie życie płynie innym rytmem niż moje wrocławskie, codzienne.
Jakiś ptak gdzieś się zawieruszył i słychać go w ogrodzie.
Za oknem zamiast śniegu jest soczyście (po deszczu) zielona trawa.
Świat jest kryształowo czysty, umyty deszczem i pogodny pomimo braku słońca.
Pięknie jest, chwilo trwaj...
Za chwilę pewnie wybiorę się na spacer. Trochę mokro i wilgotno, ale to żadna przeszkoda.
Zanim jednak założę płaszcz i omotam się szalikiem wielkim jak koc, chciałam się z Wami pięknem tej chwili podzielić.
Na co dzień jesteśmy tak zabiegani, że nie udaje nam się dostrzegać okruchów piękna wokół nas i cenić chwil spokoju, wyciszenia i radości.
Szczęścia jednym słowem:) 

Dlatego życzę Wam wszystkim świętowania w rytmie slow.
Pobądźmy ze swoimi bliskimi dla których na co dzień mamy zbyt mało czasu,
Łapmy chwile i drobiny szczęścia, które ze sobą przynoszą.
I nie zapominajmy o wdzięczności, za wszystko, za całe nasze życie, za złe i dobre momenty, za przyjaciół i rodzinę, jednym słowem za to, czym los nas obdarował.

Pięknego, spokojnego i niespiesznego świętowania moi mili.
Niech te dni  będą czasem refleksji i zadumy nad tym, co w życiu najważniejsze.
Uściski i serdeczności świąteczne ślę.

FLORENTYNA




piątek, 23 grudnia 2016

Radosnego świętowania...

... życzę wszystkim przyjaciołom, gościom i stałym bywalcom  Groszkowo-różanego zakątka
Już jutro "wśród nocnej ciszy"  narodzi nam się Nowa Miłość i Nowa Nadzieja.
Cieszmy się tym, co te narodziny ze sobą niosą. Świętujmy, ale nie tylko przez kilka dni, celebrujmy świętowanie także  w kolejnych dniach i miesiącach, aż do ponownych narodzin;-)
Zabierzmy ze sobą cud betlejemskiej nocy i nieśmy w naszą przyszłoroczną codzienność...

W Wigilię wraz z pierwszą gwiazdką wszyscy zasiądziemy do najpiękniejszej w roku wieczerzy. Życzę Wam, by był to wieczór pełen ciepła, bliskości, rodzinności i uśmiechów.
Pełen niezapomnianych smaków i aromatów, które tworzą  niepowtarzalną, zapierającą dech w piersiach kompozycję: pachnąca lasem choinka,  pomarańcze, cynamon, pierniki, kompot z suszu i co tam jeszcze sobie wymyślicie... baśniowy świąteczny bukiet woni.
Uwielbiam ten czas.
Cieszmy się nim niespiesznie, celebrujmy chwile, dzielmy się miłością jak opłatkiem.

Pięknego świętowania kochani:)

FLORENTYNA



Ps. Pamiętajmy, że w noc Narodzenia zwierzęta przemówią ludzkim głosem;-) Posłuchajmy uważnie, może poznamy jakiś Wielki Sekret...


sobota, 17 grudnia 2016

Meksykańska piękność, czyli moja druga roślina grudnia

 Z poinsecją mam tak jakoś dziwnie: nie mogę się zdecydować, czy ją lubię, czy też nie:)
Piszę o niej na prośbę jednej z moich blogowych czytelniczek.
Obiektywnie rzecz biorąc, roślina to urodziwa wielce, ale chyba mi się trochę opatrzyła.
Za dużo jej wszędzie.
Grudzień to czas absolutnego królowania gwiazdy;-)
Przyznać trzeba, że pięknie rozwesela i rozświetla szare późnojesienne i zimowe, bezśnieżne dni.
No i niewiele roślin tak bardzo i jednoznacznie kojarzy się z Bożym Narodzeniem jak ta urodziwa Meksykanka;-)
Gwiazdą Betlejemską nazwana została w swojej ojczyźnie, ze względu na porę kwitnienia.

Anonimowa czytelniczka prosiła mnie o przykłady dekoracji z poinsecją, a ja niestety swoich nie mam zupełnie, jako, że wolę gwiazdę solo, ewentualnie tylko w omotanej czymś doniczce i aranżacji z nią raczej  nie robię.
Kiedyś na warsztatach wykonywaliśmy małe stroiki na stół z poinsecją jako dodatkiem.
Tak to wyglądało:


Więcej zdjęć z tych warsztatowych zajęć możecie zobaczyć TUTAJ

W ubiegłym roku biała poinsecja towarzyszyła przez jakiś czas mojemu wiankowi adwentowemu: 

Więcej o moim ubiegłorocznym adwentowym oczekiwaniu 
I tyle mojego flirtu z gwiazdą;-)
Za to w Internecie roi się od poinsecjowych aranżacji.
Mnie urzekł absolutnie ten wieniec adwentowy:

Adventný veniec s hviezdičkami:

źródło zdjęcia:PINTERST

Taką aranżację z przyjemnością oglądała bym na własnym stole.
Kto wie, może kiedyś popełnię plagiat;-)
Bardzo ten wieniec urodziwy.
Inny przykład dekoracji adwentowej z poinsecją w roli głównej, tym razem czerwoną:

*THE GREEN GARDEN GATE*: Decoration_Autumn/Winter:

źródło zdjęcia: PINTEREST

Zachwyciło mnie też to zdjęcie, głównie ze względu na delikatną pastelową kolorystykę.

1:

źródło zdjęcia: PINTEREST
Przyznacie sami, że połączenie kolorowych poinsecji z błękitnymi akcentami dało fenomenalny efekt. 

Kolejna aranżacja nadaje się raczej do dużych wnętrz.
Ja widziała bym ją w pomieszczeniach firmowych lub restauracyjnych.

BLOOM's / PRAXIS 6/15: Floristikideen für den Berufsalltag zu Advent und Weihnachten:

źródło zdjęcia: PINTEREST

W okresie około świątecznym poinsecję często można spotkać także w kościołach.
Tutaj, by wyglądała efektownie, należy zestawić ze sobą spore ilości roślin, by tworzyły duże, z daleka widoczne barwne plamy.
Popatrzcie na internetowe przykłady:

Poinsettias combined and put in a large pot:

źródło zdjęcia:  PINTEREST

Interior Design  Church Christmas Party Decoration Ideas SH Altar Christmas 2012 001 Resized:

źródło zdjęcia: PINTEREST
Polska nazwa botaniczna poinsecji to wilczomlecz piękny (lub nadobny)- po łacinie Euphorbia pulcherrima.
Wokół tej urodziwej rośliny narosło wiele nieco przesadzonych historyjek. Jednym z takich mocno fantazyjnych mitów jest rzekoma wielka toksyczność meksykańskiej gwiazdy. Odrobina prawdy w tym jest, bo poinsecja, jak każdy wilczomlecz, może powodować podrażnienia skóry (a to za sprawą białego, lepkiego soku mlecznego, którego nasza skóra jakoś nie lubi), alergie, nawet wymioty - ale tylko wówczas, kiedy zostanie zjedzona w dużych ilościach. Trzeba byłoby zjeść około 500 kolorowych liści podkwiatostanowych, żeby się nimi zatruć.
No ale, czy koniecznie musimy jeść poinsecję???
Pamiętam doskonale, choć dawno to było, co na ten temat mówił mój fantastyczny wykładowca roślin ozdobnych profesor Zbigniew Pindel.
Pozwólcie, że przytoczę jego słowa:

"Nie wiem dlaczego wilcze mleko niektórym fatalnie się kojarzy i przez to napadają na tę niewinną roślinę, oskarżając ją o straszne bezeceństwa, gdy tymczasem wiadomo, Rzym zawdzięcza swoje powstanie bliźniakom wykarmionym mlekiem wilczycy. Straszenie trującymi właściwościami jest mniej więcej tak zasadne, jak straszenie skutkami zjedzenia zupy z proszku do prania. Tych rzeczy zwyczajnie się nie jada!" (cytat pochodzi z artykułu zamieszczonego w "Kwiatach")

Nie lubił profesor bardzo tych wszystkich, którzy roślinom przypisywali demoniczne właściwości. I rozprawiał się z nimi w sposób dla siebie charakterystyczny - z ogromnym poczuciem humoru;-) Dodać należy, że na wykładach profesora sala zawsze była pełna.
Co to były za wykłady!!! 

I tym wspomnieniowym akcentem kończę moją króciutką o poinsecji opowieść.
Jeszcze nie wiem, może zagości i w moim domu na tegoroczne święta. Jeszcze się nie zdecydowałam. Wybór trudny, bo roślin-symboli Bożego Narodzenia jest całkiem sporo.
Piszę o  nich w zimowym numerze NDiO - FLORA.  Zapraszam do czytania, może łatwiej się będzie zdecydować na wybór naszego własnego symbolu tegorocznych świąt;-)

Pozdrawiam serdecznie. I do następnego pisania;-)

                                                    FLORENTYNA


Wokół rośliny poinsecji narosło wiele mitów. Jednym z nich jest to, że kwiat jest trujący i może spowodować śmierć. Jest to typowa miejska legenda, mająca mało wspólnego z prawdą. Wprawdzie niektóre części roślin są umiarkowanie toksyczne, mogą wywoływać alergię, podrażnienie skóry, a nawet wymioty, ale tylko wtedy gdy są spożywane, i to w dużych ilościach. Według lekarzy człowiek musiałby zjeść ok. 500 przylistków, by się nimi zatruć.

Wokół rośliny poinsecji narosło wiele mitów. Jednym z nich jest to, że kwiat jest trujący i może spowodować śmierć. Jest to typowa miejska legenda, mająca mało wspólnego z prawdą. Wprawdzie niektóre części roślin są umiarkowanie toksyczne, mogą wywoływać alergię, podrażnienie skóry, a nawet wymioty, ale tylko wtedy gdy są spożywane, i to w dużych ilościach. Według lekarzy człowiek musiałby zjeść ok. 500 przylistków, by się nimi zatruć.
. Read More at: space-gardens.blogspot.com                              …:


Wokół rośliny poinsecji narosło wiele mitów. Jednym z nich jest to, że kwiat jest trujący i może spowodować śmierć. Jest to typowa miejska legenda, mająca mało wspólnego z prawdą. Wprawdzie niektóre części roślin są umiarkowanie toksyczne, mogą wywoływać alergię, podrażnienie skóry, a nawet wymioty, ale tylko wtedy gdy są spożywane, i to w dużych ilościach. Według lekarzy człowiek musiałby zjeść ok. 500 przylistków, by się nimi zatruć.

piątek, 16 grudnia 2016

Ostrokrzew - moja grudniowa roślina miesiąca.

Jakiś czas temu obiecałam, że na moim blogu pojawią się cykliczne wpisy pod roboczym tytułem "Roślina miesiąca". Tutaj obiecałam.
Ale jak pisał onegdaj wieszcz: "Tak by nam się serce śmiało do ogromnych, wielkich rzeczy. A tu pospolitość skrzeczy..."
Stało się jakoś tak, że pospolitość zaskrzeczała i u mnie, a wielkie i ambitne plany odłogiem legły;-)
Pochłonęło mnie życie pozablogowe z jego cieniami i blaskami, a Groszki i róże ucierpiały na tym bardzo niestety...
Próbuję jednak powrotu;-) W tym adwentowym wpisie obiecałam reaktywację.
Trzymajcie kciuki, bardzo chciałabym aby tym razem się udało;-)
Wracam zatem do rośliny miesiąca: tak jak pisałam w każdym miesiącu przedstawię Wam jedną roślinę z możliwościami jej zastosowania florystycznego.
Roślinę sezonową, charakterystyczną dla pory roku.
Sezonowość to jedyne kryterium wyboru. Reszta całkowicie subiektywna, czyli najpewniej zagoszczą tu rośliny, które bardzo lubię i chętnie stosuję w moich florystycznych działaniach.
Dzisiaj padło na ostrokrzew kolczasty (Ilex aquifolium).
Jest elegancki i szykowny i nieodmiennie kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem. I chyba nie jestem w tym zbyt oryginalna;-)




Jeszcze kilkanaście lat temu prawie nie widywało się ostrokrzewów w naszych ogrodach, jako że lubią  łagodniejszy klimat  i łatwo przemarzały w czasie ostrych zim .
Jako rośliny klimatu oceanicznego dobrze rosną jedynie w rejonach zachodniej Polski.
We Wrocławiu mamy piękne okazy ostrokrzewu w Ogrodzie Botanicznym.
W ostatnich latach, kiedy nastały łagodniejsze zimy, ostrokrzewy sadzi się w ogrodach częściej, a ich uprawa ma większe szanse na powodzenie.
Wymaganiami uprawowymi bliskie są różanecznikom.
Lubią dużą wilgotność powietrza, kwaśną i wilgotną ziemię i stanowiska półcieniste.
Pamiętajmy, by stworzyć im w ogrodzie zaciszny kąt, osłonięty od wiatrów, a  wówczas odpłacą się nam pięknym i intensywnym wzrostem.
Nie zapomnijmy też, że jeśli chcemy mieć cudnej urody czerwone owoce tak fantastycznie prezentujące się w bożonarodzeniowych dekoracjach, musimy ostrokrzewy sadzić parami: chłopca i dziewczynkę;-)
Bo roślina to rozdzielnopłciowa i dwupienna.
Florystyczny czas ostrokrzewu to okres bożonarodzeniowy.
Dla Anglików dekoracje z ostrokrzewem to absolutny świątecznym must have:)
Są dla nich tym, czym dla nas barwnie ustrojona choinka.
Popatrzcie jak efektownie prezentują się świąteczne dekoracje z ostrokrzewem.




To nasze ubiegłoroczne świąteczne wianki wyklejane liśćmi ostrokrzewu.
O tym jak taki wianek wykonać przeczytacie TUTAJ

A w tym roku wianek ze skrawków kory udekorowałam nieco inaczej:


To też dekoracja z ostrokrzewu, ale tylko z pociętych gałązek (mają piękny zielony kolor) i owoców.

I w stroiku świątecznym jako dodatek:



Bardzo dekoracyjne są wianki z ostrokrzewu, ale trzeba je wyplatać ostrożnie (najlepiej w rękawiczkach), bo liście tego niesamowitego krzewu (albo drzewa) są bardzo kłujące.





Zdjęcie pochodzi   stąd

A tutaj interesujące wertykalne aranżacje ze zwartnicą i gałązkami ostrokrzewu okółkowego (Ilex verticillata) obficie pokrytymi owocami.
Ostrokrzew okółkowy zrzuca liście na zimę, a jego największą ozdobą są owoce - ciemnoczerwone do szkarłatnych, a czasem pomarańczowe lub żółte.
Taki ostrokrzew zimą bez problemu można kupić na giełdach kwiatowych (dostępny od listopada do lutego).



Źródło zdjęcia: PINTEREST

Według literatury dendrologicznej do rodzaju Ilex zaliczamy około 300-400 gatunków.
Większość ostrokrzewów to gatunki zawsze zielone.
Florystów interesują głównie liście ostrokrzewu o pięknej głębokiej zielonej barwie (są też odmiany o liściach pstrych, biało lub żółto obrzeżonych) oraz koralowe owoce.
Jak pokazałam wyżej na jednym ze zdjęć, także i bezlistne pędy ostrokrzewu mogą być interesującym tworzywem florystycznym.
Myślę, że w ogrodzie florysty ostrokrzewu absolutnie nie powinno zabraknąć;-)

UWAGA!!!  Ostrokrzew jest rośliną trującą!

Pozdrawiam serdecznie moich miłych obserwatorów, stałych czytelników i gości.
Zapraszam do częstego odwiedzania Groszkowo-różanej krainy.
I zostawcie po sobie ślad. Lubię komentarze i rozmowy z Wami:)

Do napisania.

FLORENTYNA








piątek, 9 grudnia 2016

Jak znalazłam skarb, czyli o wyższości papierowych listów nad małpią pocztą - post zupełnie nieflorystyczny


            
                                                          Witajcie kochani.
Dziś będzie o wielkim skarbie na jaki natknęłam się przy okazji przedświątecznych porządków;-)
Nie jest to co prawda złoty pociąg, ani bursztynowa komnata, ale dla mnie znaczy bez porównania więcej niż jedno i drugie razem wzięte.
Jakoś tak rozpędziłam się w porządkowaniu szafek i wyrzucaniu zbędnych rzeczy, które chyba  samorzutnie się rozmnażają, bo ciągle ich za dużo;-)
W ferworze tego sprzątaniowego szaleństwa zajrzałam do schowka zamkniętego na głucho, w którym wiedziałam, że coś trzymam i po coś, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co i w jakim celu;-)))
I kochani: E U R E K A!!!
Siedziało tam wielkie, pękate, stare, smakowicie wyglądające pudło.
Moja korespondencja sprzed wielu, wielu lat!!!
Listy, cudne, dłuuuugie, pełne sekretów, miłych słów... Jednym słowem lawina wspomnień;-)
No i po porządkach... Pożółkłe kartki zapisane mnóstwem słów wciągnęły mnie na baaaardzo długo.


Nie mogłam się oderwać.
Tak bardzo się cieszę, że tego nie wyrzuciłam.
Te listy to autentyczna podróż w czasie.
Zapomniałam o  bożym świecie, co tam sprzątanie...
Dawnymi czasy uwielbiałam pisać listy. Potrafiłam napisać ich kilka dziennie, dłuuugich, bo krótkich pisać nie umiałam (belferski nawyk gadania, nawet na papierze;-)
Kleiłam znaczki, biegałam na pocztę, a później codziennie, niecierpliwie zaglądałam do skrzynki, wyczekując odpowiedzi.
Jako, że pisałam dużo, więc i w mojej skrzynce listów pojawiało się całkiem sporo;-)
Kto jeszcze pamięta to cudowne uczucie i ten dreszcz emocji, gdy ze skrzynki na listy wyjmowało się pękate koperty... Gdy niecierpliwie rozrywało się papier, by jak najszybciej dobrać się do tego co w środku.
Nawiasem mówiąc sposób otwierania listów wiele mówi o charakterze człowieka;-)
Wśród mojej korespondencji znacznie więcej jest poszarpanych i rozerwanych kopert niż tych porządnie i pedantycznie rozciętych nożykiem do papieru.
Teraz, już, natychmiast musiałam zapoznać się z  zawartości;-)
Dzisiejsze skrzynki na listy to rachunki, reklamy, monity i całe mnóstwo różnego śmiecia.
Zero emocji... No chyba, że złość z powodu nadmiaru niepotrzebnej makulatury;-)
Ciekawe czy udałoby się powrócić do pisania papierowych listów?
Polubić na nowo listonoszy i skrzynki;-)
Przyznam Wam się, że ostatnio mam coraz większą ochotę na listów pisanie...
Nawet uszczęśliwiłam kilka przyjaciółek z dawnych lat papierowym pisaniem;-)
Ależ były zdziwione;-)))
I wiecie co? Chcą więcej. Fajnie, bo na nowo odkryłam jak wspaniale jest pisać list.
Nawet najdłuższy i treściwy e-mail nie budzi takich emocji.
Kto się ze mną zgadza, ręka do góry;-)
Stare maile kasuję, niektóre archiwizuję, ale nawet jeśli do nich wracam nie są w stanie dostarczyć mi takich wzruszeń  jak moje pudło pełne listów sprzed lat.
Wiem już co będę robić w długie zimowe wieczory: posegreguję te fantastyczne stare listy, poukładam chronologicznie, no a przede wszystkim przeczytam wszystkie;-)
Taka podróż sentymentalna.
A później napiszę górę listów. Na kopertach znalazłam mnóstwo adresów zwrotnych...
Już się na to cieszę;-)
Ciekawi mnie tylko,  czy ktoś odpowie...
Czy w tym szalonym, zabieganym, zwariowanym, pokręconym świecie jest jeszcze miejsce na listów pisanie???
Ja w każdym razie mam zamiar spróbować.
Bo listy uwielbiam. Zaczytuję się cudzą korespondencją. Ostatnio listy Tuwima.
A w kolejce czekają listy jednej z moich ukochanych poetek Haliny Poświatowskiej.
Może kiedy napiszę już dużo listów, będę czytać nie tylko cudzą korespondencję, ale także tę kierowaną do mnie;-)
Swoją drogą ciekawa jestem, czy kogoś uda mi się wciągnąć w papierową pisaninę... Spróbuję.
Dam Wam znać, czy to jeszcze w dzisiejszych czasach zadziała;-)

Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, którzy do mnie zaglądają.
Następny post już raczej florystyczny będzie;-)
No, chyba, że znowu znajdę jakiś skarb;-)))))

FLORENTYNA






poniedziałek, 5 grudnia 2016

Białe choinki krok po kroku

Załóż choinko
śnieżny kożuszek,
Zawiąż na czole
barwny łańcuszek...
              (Dorota Gellner)

                    Nasze warsztatowe choinki właśnie w śnieżnych kożuszkach wystąpiły;-)
Tym razem bez kolorów i barwnych łańcuchów.
Miało być biało, monochromatycznie, jasno, zimowo...
Inspiracją była ta choinka


Zrobiłam ją dla świątecznego numeru NDiO-FLORA i pokazałam już 

 Choinka wykonana jest z dwóch rodzajów materiału:
wybielonej kory kokosowej i białych korzonków.
Jedno i drugie do kupienia na giełdzie kwiatowej.

Popatrzcie jak powstawały nasze warsztatowe białe drzewka:

Pierwszy etap to przygotowanie bazy.
Trzon choinki stanowi stożek ze styropianu. Wbijamy do niego dwa białe patyki ( styropian był trochę twardy, więc należało najpierw zrobić od dołu niewielkie zagłębienie i do niego wkleić patyki za pomocą kleju z pistoletu)
Drugi koniec patyków wkleiłyśmy do suchej gąbki umieszczonej w ceramicznej doniczce.
Tak to wygląda:


Podstawa pod drzewko gotowa.

Dolną część styropianowego stożka osłaniałyśmy poszarpaną strzępiastą korą kokosową.


Wygląda w tym ujęciu trochę jak baletnica na krzywych nóżkach;-)))

A dalej już montowanie na styropianowym stożku poszczególnych pięter choinki:


Pierwszy okółek to kora kokosowa. Należy ją drzeć, szarpać, targać, strzępić, im bardziej nieregularnie i nierówno tym lepiej.
Nożyczki tu na nic.
Niestety taki sposób pracy ma swoje minusy: spowiły nas obłoki białego pyłu;-)
Alergicy muszą pracować w maseczkach, albo robić inne choinki.
Postrzępioną korę kokosową przyklejałyśmy do styropianu klejem z pistoletu i dodatkowo wzmacniałyśmy haftkami rzymskimi.
Kolejne piętro choinki to wybielone korzonki:


I tak na przemian, aż do osłonięcia całego styropianowego stożka.
Choinkę ozdobić można drobnymi gwiazdkami z brzozowej kory lub perełkami.
I gotowe;-)


Moja choinka, którą pokazałam na pierwszym zdjęciu, w porównaniu z warsztatowymi jakaś taka bardzo grzeczna się wydaje;-)))
Dziewczyny wykazały się większą fantazją i rozmachem.
Muszę chyba popracować nad tym, by moje aranżacje nieco większej czupurności nabrały, coś zbyt akuratna jestem;-)

A tak pracowałyśmy:


Może to efekt obłoków pyłu, ale trochę jakby niewyraźne jesteśmy;-)
Spece od reklam zaraz by nam rutinoskorbin zaproponowali;-)))

A tak nasze gotowe choinki prezentują się na stołach:


Pierwsza, jak widzicie jest nieco inna, z masy perłowej i kory kokosowej, ozdobiona zawijasami z niebieskiego drutu aluminiowego i błękitnymi perełkami.
Taka inna na życzenie warsztatowiczki, która już nie chciała robić takiej samej choinki po raz trzeci;-) 
I to już koniec choinkowej opowieści.

Pozdrowienia serdeczne Wam ślę i dziękuję, że mnie odwiedzacie.
A najpiękniej dziękuję tym wszystkim, którzy zostawiają ślad w postaci komentarza.
I tym, którzy czekali na kolejne wpisy.
To miłe;-)

Do napisania.

FLORENTYNA

Za zdjęcia dziękuję Dorocie i Eli;-)









środa, 30 listopada 2016

Mój Adwent radosny

Witajcie kochani wierni obserwatorzy groszkowo-różanej krainy, których nie zniechęciła nawet dłuuuuga Florentyny nieobecność.
Dziękuję, że jesteście.
Był maj, jest grudzień... kiedy i jak to się stało, nie wiem do dziś;-)
Życie pozablogowe pochłonęło mnie tak bardzo, że na bywanie w krainie Groszków i Róż jakoś nie stało czasu.
Ale że brakuje mi blogowania i Waszej obecności bardzo, dlatego podejmuję próbę reaktywacji;-)
Adwent to dobry ku temu czas.
Dlaczego? Ano dlatego, że bardzo lubię te dni. To odliczanie  do świąt, tę radosną zadumę i ekscytujące oczekiwanie na Maleńką Miłość... I tą adwentową przedświąteczną radością chciała bym się z Wami podzielić.
Za  nami pierwsza niedziela adwentu, w wieńcu zapłonęła już pierwsza świeca, a u Florentyny stroika adwentowego ciągle brak. Uwierzycie?
Obiecuję sobie, że w kolejną niedzielę zapalę już świece na własnym wianku.
W szkole i na warsztatach dekoracji adwentowych powstało  mnóstwo.
Na przykład takie wianki:


Robiłyśmy je na pierścieniach słomianych oklejanych skrawkami brzozowej kory.
O tym jak zrobić taki wianek pisałam dawno temu TUTAJ
Ciągle cieszą się niesłabnącym powodzeniem i co roku warsztatowiczki się ich domagają.
Dlatego oklejamy korą niezmordowanie zmieniając tylko paletę barw.
Była też tradycyjnie adwentowa klasyka:


W międzyczasie powstało kilka prac dla NDiO -FLORA
w moich ulubionych barwach natury połączonych z zimową bielą i kroplą zieleni.


To propozycja aranżacji do powieszenia na drzwiach zamiast tradycyjnego wianka.


Tutaj adwentowo lub świątecznie w ukochanej przeze mnie brzozowej oprawie z cudnej urody kwiatostanami śniedka arabskiego.

I jeszcze biała bieluteńka choinka.
Będziemy takie tworzyć na najbliższych warsztatach.
Dla moich warsztatowiczek to absolutne must-have na nadchodzące święta.
Znają je już, a chcą robić po raz kolejny;-)
Też lubię te choineczki.


Mam nadzieję, że coś z naszych prac Was zainspiruje;-)
I mam nadzieję, że nie zniknę już na całe wieki, trzymajcie kciuki.

Kochani, życzę Wam radosnego adwentowego oczekiwania na narodziny Bożego Dzieciątka.
A sobie i Wam życzę, by "magia świąt", którą już od pierwszych dni listopada czarują nas supermarkety i galerie, nie przesłoniła nam tego, co w tych świętach i oczekiwaniu na nie najważniejsze.
Pozdrawiam serdecznie.

FLORENTYNA

Ps. 1 Autorem zdjęć białych kompozycji dla Flory jest Paweł Stafij
Ps. 2 Moje mocne postanowienie na tegoroczny adwent to: NIE NARZEKAĆ!!!!!


poniedziałek, 30 maja 2016

Wianek majowy - rzutem na taśmę

Witam wszystkich, którzy jeszcze do groszkowo-różanej krainy zaglądają.
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle...
Co nieco mam na swoje usprawiedliwienie, ale sprawy to nie blogowe, nie groszkowo-różane, niespecjalnie sympatyczne, więc pisać o nich nie warto.
Najważniejsze, że są już poza mną, a życie wraca do normy i blogowanie takoż;-)
Na przywitanie po długiej nieobecności mam dla Was wianek, majowy jeszcze, rzutem na taśmę, jak w tytule posta;-)
Taki "wianek niewianek", bo nie ma tu wszak techniki wyplatania czy wicia.
Kształt wiankowy, ale technika wykonania zgoła  inna .
Główną role grają tu kwitnące trawy, nieco kwiatostanów szczawiu i liście bluszczu jako uzupełnienie.
Trawy kwitnące uwielbiam od zawsze i teraz, kiedy na nie sezon korzystam pełnymi garściami z tego dobrodziejstwa natury.
Ale nie przedłużajmy. Wianek-niewianek prezentuje się tak:


Do jego wykonania potrzebne nam będą:


1. niezbyt gruby karton
2, taśma dwustronnie klejąca
3. klej na gorąco (do sklejenia kartonowych krążków)
4. klej do żywych roślin

5. kwitnące trawy
6. kwiatostany szczawiu
7. liście bluszczu (kilka sztuk)
8. drobne różowe różyczki


                                             No to zaczynamy

Z kartonu wycinamy dwa pierścienie o średnicy zewnętrznej ok. 30 cm. Sklejamy je razem klejem z pistoletu.



Tak przygotowany podkład oklejamy pasami taśmy dwustronnie klejącej.


Moja taśma była nieco zbyt wąska, lepsza będzie szersza, bo w oklejanie wianka włożymy wówczas znacznie mniej pracy. Jak widzicie na zdjęciu taśma nie musi sięgać aż do otworu w wianku, ponieważ na koniec to miejsce zamaskujemy liśćmi bluszczu.

Teraz pora na trawy - zapraszam cierpliwych i wytrwałych;-)

Do pasów taśmy klejącej, metodycznie, łodyżka po łodyżce, przyklejamy kwitnące trawy.


Praca nie jest trudna, ale żmudna i czasochłonna. Dla cierpliwych, albo dla tych, którzy chcą się wyćwiczyc w cierpliwości;-) Mnie sprawiała sporą przyjemność. Lubię takie dłubanie i lubię patrzeć jak z niebytu, małymi kroczkami wyłania się COŚ;-)

Aby utrudnić sprawę i dłużej ćwiczyć się w cierpliwości, w dolnej części  dokleiłam kolejny pasek taśmy dwustronnej, dzięki czemu mogłam nałożyć drugą warswę traw, co sprawiło, że wianek nabrał większej miąższości.


Może niezbyt dokładnie to widać, bo na potrzeby zdjęcia dokleiłam tylko mały kawałeczek taśmy.
Tak należy okleić cały pierścień. Przy nakładaniu drugiej warstwy taśmy trzeba uważać, aby wcześniej przyklejone trawy się nie poodrywały. Taśmę dociskamy dokładnie palcami.
I metodycznie źdźbło po źdźble doklejamy kolejną warstwę traw (tym razem krótszych od poprzednich).
Na zakończenie u podstawy traw doklejamy drobne liście bluszczu.



Jeśli po naklejeniu traw na taśmę dwustronną zauważycie jakieś prześwity lub niedociągnięcia, możecie w tych miejscach dokleić trawy klejem do żywych roślin.

Pora na prezentację całości




Tak wygląda wianek po całkowitym i dokładnym oklejeniu trawami i liśćmi.
Pora go udekorować.
Ja użyłam do tego celu kilku drobnych różowych różyczek, które przykleiłam w grupie klejem na zimno.


Jeśli chcemy, aby kwiaty na wianku były dłużej świeże, można do niego przymocować (najlepiej za pomocą ozdobnego drucika) 2-3 szklane fiolki i wymienić kwiaty, kiedy zwiędną.
Mój wianek ma się powoli przekształacać w dekorację suchą.
Trawy spryskałam lakierem do włosów dla utrwalenia.
Różyczki pięknie się zasuszą.
Trawy w górnej części wianka zaczną się lekko przewieszać, ale to tylko doda mu urody;-)


Popatrzcie jeszcze raz na całość



I wianek majowy gotów.
Zachęcam Was do korzystania z majowego (i czerwcowego wnet) bogactwa natury.
Z traw można wyczarować cuda.
Są piękne, a dodatkową ich zaletą jest dostępność i to, że nic nie kosztują.
I jak przyjemnie (i zdrowo) pospacerować po łące w poszukiwaniu florystycznego tworzywa;-)

Zatem udanych i owocnych spacerów.
Pozdrowienia.



             FLORENTYNA

czwartek, 3 marca 2016

Stół wielkanocny i wyniki warsztatowego konkursu

Wiem, wiem, z podaniem wyników spóźniłam się o jeden dzień.
Przepraszam Was najmocniej.
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że dopadło mnie zapalenie krtani i pół wczorajszego dnia spędziłam na upojnym wizytowaniu przychodni;-)
A później najzwyczajniej zapomniałam .
Dzisiaj spieszę nadrabiać zaległości.
Ale zanim podam wyniki, zapraszam Was do obejrzenia mojej propozycji dekoracji stołu wielkanocnego.

Bazę tej dekoracji stanowią gałązki brzozowe, które jako tworzywo lubię bardzo, bardzo;-)


Aranżacja wykonana do wiosennego numeru Nasz Dom i Ogród - Flora
zdjęcia: Paweł Stafij

Z gałązek brzozowych wyplotłam łódkowatą formę, którą umieściłam na ceramicznej podstawie.
I dodatkowo małe wianuszki okalające świece.




Do aranżacji wykorzystałam różowe i białe hiacynty i błękitne szafirki.
Lubię taką pastelową kolorystykę.
A jak to pachniało... sama wiosna.

Dodatkowo na talerzch umieściłam taki zabawny akcencik:


Więcej o tej aranżacji przeczytacie w najnowszym numerze naszego pisma.


Dodatkowo znajdziecie tam mnóstwo wiosennych inspiracji.

A teraz pora na rozstrzygnęcie konkursu:

WYNIKI KONKURSU WARSZTATOWEGO

Bezapelacyjnie wygrała Karolina z Leśnicy, która rozbroiła mnie stwierdzeniem, żę bez warsztatów jest jej źle i szaro;-)
Drugą osobą, którą zapraszam na warsztaty jest Ela (przy okazji proszę o kontakt), która prowadzi zajęcia artterapii z pacjentami onkologicznymi.
Co prawda Ela nie napisała skąd jest, ale mam nadzieję, że będzie mogła skorzystać z mojego zaproszenia. Elu, pisz maila: josupel@gmail.com.

I tyle jeśli chodzi o osoby z bliska;-)
Będą mogły wybrać sobie jedne z moich zajęć w dogodnym dla siebie terminie.

Teraz czas na osoby z daleka;-)


Małgosię Nowak, Pracownię Artystyczną Patchorkowo, Gaję, Aurelię i Martynę proszę o kontakt mailowy: josupel@gmail.com 

Dziekuję pięknie wszystkim, których zainteresowały moje warsztaty.
Dziękuję za Waszą obecność i Wasze opinie.
Pozdrawiam serdecznie.

A kolejny warsztatowy konkurs ogłoszę, gdy blog Groszki i róże będzie miał 300 fanów (stan na dzisiaj: 214 osób;-)

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze pisanie.
Kochani, bociany już przylatują, wiosna już niedługo!!!
Odliczamy;-)

Buziaki przedwiosenne ślę.


FLORENTYNA