piątek, 9 grudnia 2016

Jak znalazłam skarb, czyli o wyższości papierowych listów nad małpią pocztą - post zupełnie nieflorystyczny


            
                                                          Witajcie kochani.
Dziś będzie o wielkim skarbie na jaki natknęłam się przy okazji przedświątecznych porządków;-)
Nie jest to co prawda złoty pociąg, ani bursztynowa komnata, ale dla mnie znaczy bez porównania więcej niż jedno i drugie razem wzięte.
Jakoś tak rozpędziłam się w porządkowaniu szafek i wyrzucaniu zbędnych rzeczy, które chyba  samorzutnie się rozmnażają, bo ciągle ich za dużo;-)
W ferworze tego sprzątaniowego szaleństwa zajrzałam do schowka zamkniętego na głucho, w którym wiedziałam, że coś trzymam i po coś, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co i w jakim celu;-)))
I kochani: E U R E K A!!!
Siedziało tam wielkie, pękate, stare, smakowicie wyglądające pudło.
Moja korespondencja sprzed wielu, wielu lat!!!
Listy, cudne, dłuuuugie, pełne sekretów, miłych słów... Jednym słowem lawina wspomnień;-)
No i po porządkach... Pożółkłe kartki zapisane mnóstwem słów wciągnęły mnie na baaaardzo długo.


Nie mogłam się oderwać.
Tak bardzo się cieszę, że tego nie wyrzuciłam.
Te listy to autentyczna podróż w czasie.
Zapomniałam o  bożym świecie, co tam sprzątanie...
Dawnymi czasy uwielbiałam pisać listy. Potrafiłam napisać ich kilka dziennie, dłuuugich, bo krótkich pisać nie umiałam (belferski nawyk gadania, nawet na papierze;-)
Kleiłam znaczki, biegałam na pocztę, a później codziennie, niecierpliwie zaglądałam do skrzynki, wyczekując odpowiedzi.
Jako, że pisałam dużo, więc i w mojej skrzynce listów pojawiało się całkiem sporo;-)
Kto jeszcze pamięta to cudowne uczucie i ten dreszcz emocji, gdy ze skrzynki na listy wyjmowało się pękate koperty... Gdy niecierpliwie rozrywało się papier, by jak najszybciej dobrać się do tego co w środku.
Nawiasem mówiąc sposób otwierania listów wiele mówi o charakterze człowieka;-)
Wśród mojej korespondencji znacznie więcej jest poszarpanych i rozerwanych kopert niż tych porządnie i pedantycznie rozciętych nożykiem do papieru.
Teraz, już, natychmiast musiałam zapoznać się z  zawartości;-)
Dzisiejsze skrzynki na listy to rachunki, reklamy, monity i całe mnóstwo różnego śmiecia.
Zero emocji... No chyba, że złość z powodu nadmiaru niepotrzebnej makulatury;-)
Ciekawe czy udałoby się powrócić do pisania papierowych listów?
Polubić na nowo listonoszy i skrzynki;-)
Przyznam Wam się, że ostatnio mam coraz większą ochotę na listów pisanie...
Nawet uszczęśliwiłam kilka przyjaciółek z dawnych lat papierowym pisaniem;-)
Ależ były zdziwione;-)))
I wiecie co? Chcą więcej. Fajnie, bo na nowo odkryłam jak wspaniale jest pisać list.
Nawet najdłuższy i treściwy e-mail nie budzi takich emocji.
Kto się ze mną zgadza, ręka do góry;-)
Stare maile kasuję, niektóre archiwizuję, ale nawet jeśli do nich wracam nie są w stanie dostarczyć mi takich wzruszeń  jak moje pudło pełne listów sprzed lat.
Wiem już co będę robić w długie zimowe wieczory: posegreguję te fantastyczne stare listy, poukładam chronologicznie, no a przede wszystkim przeczytam wszystkie;-)
Taka podróż sentymentalna.
A później napiszę górę listów. Na kopertach znalazłam mnóstwo adresów zwrotnych...
Już się na to cieszę;-)
Ciekawi mnie tylko,  czy ktoś odpowie...
Czy w tym szalonym, zabieganym, zwariowanym, pokręconym świecie jest jeszcze miejsce na listów pisanie???
Ja w każdym razie mam zamiar spróbować.
Bo listy uwielbiam. Zaczytuję się cudzą korespondencją. Ostatnio listy Tuwima.
A w kolejce czekają listy jednej z moich ukochanych poetek Haliny Poświatowskiej.
Może kiedy napiszę już dużo listów, będę czytać nie tylko cudzą korespondencję, ale także tę kierowaną do mnie;-)
Swoją drogą ciekawa jestem, czy kogoś uda mi się wciągnąć w papierową pisaninę... Spróbuję.
Dam Wam znać, czy to jeszcze w dzisiejszych czasach zadziała;-)

Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, którzy do mnie zaglądają.
Następny post już raczej florystyczny będzie;-)
No, chyba, że znowu znajdę jakiś skarb;-)))))

FLORENTYNA






12 komentarzy:

  1. Podnoszę rękę do góry, lubiłam pisać, a jeszcze bardziej czytać listy. Mam taka starą walizkę z tymi skarbami, ale na otwarcie musi poczekać.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakże się cieszę, że ujawniła się bratnia dusza;-) Fakt, sama nie wiem co cieszyło bardziej: pisanie, czy czekanie na list a potem jego czytanie... Chyba wszystko razem wzięte;-) Uważaj z otwieraniem walizki, bo taki skarb wciąga na długie godziny;-))) Serdeczności ślę.

      Usuń
  2. Ja też mam listy zestawione na pamiątkę.Naceniejsze listy po babci.Duzo pisałam i dużo odstawiłam listów.Czesto je czytam.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że jest kolejna miłośniczka papierowej korespondencji;-) Prawda, że czytanie listów, zarówno aktualnych, jak i tych sprzed lat to ogromna przyjemność? A dawna korespondencja przywodzi na myśl ludzi i miejsca sprzed lat i człowiek przenosi się w czasie - bezcenne!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. uwielbiam listy. do dziś koresponduje z przyjaciółmi . Pamiętam jak w Technikum pisałyśmy z Moniką D. i z Sylwią K. jak tylko którejś nie było w szkole koleżanki przekazywały nam listy. Wspaniałe czasy. Szkoda że już tradycja pisania listów wymiera. Pozdrawiam ćieplutko wszystkich miłośników pisania listów nie tych elektronoicznych lecz tradycyjnych .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie bardzo, że i Ty zaliczasz się do miłośniczek tradycyjnych listów;-) Faktycznie, coraz ich mniej, ale może warto było by czasem do nich powrócić...Serdeczności ślę i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  4. A ode mnie w tej stercie też były? Lubię listy i pisane i te internetowe. Kartki mają coś z magii i rzadkimi czasami je jeszcze otrzymuję, co mnie wyjątkowo cieszy. Myślę,że najważniejsze to być w kontakcie i obojętna forma papierowa czy ekranowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej Bożenko. Jasne, że od Ciebie też są;-) Właśnie na fali czytania tych dawnych mam zamiar pisać do Ciebie dłuuuugi list, ale to chyba bliżej świąt jak się cały ten rozgardiasz uspokoi. Marzę o spokoju i ciszy;-) E-maile też są miłe, ale listy to jednak wyższy stopień wtajemniczenia;-) Napisałam już kilka. Nie dostałam żadnego;-) Oddzwaniają w odpowiedzi, albo meilują i proszą o kolejne papierowe pisania. A ja ciekawa jestem, czy doczekam się i ja papierowego listu;-). Serdeczności ślę.

      Usuń
    2. ja Ci odpiszę na papierze:-) ale nic do mnie jeszcze nie dotarło:-(

      Usuń
    3. Super! Nie dotarło, bo jeszcze nic nie wysłałam, ale skoro mi odpiszesz, to mam większą motywacj,e. Uściski.

      Usuń
  5. Och, ja uwielbiałam pisać, z niecierpliwością też czekałam na listy i otwierałam zawsze od razu, natychmiast... Zachowało się tylko kilka, za dużo przeprowadzek... Szkoda..
    Ale pamiętam tą niecierpliwośc, szybkość otwierania koperty i czytanie najpierw szybkie, pó źniej delektowanie się wolniejsze... ALe czy znów da się do tego wrócić? hmmm...Dobre pytanie:)
    Buźki przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale to ujęłaś: niecierpliwość, szybkość otwierania koperty i czytanie najpierw szybkie, później delektowanie się... Czuję ten klimat prawie tak, jakby to było wczoraj;-) Ten dreszczyk emocji przy zaglądaniu do skrzynki na listy, to oczekiwanie na listonosza. Ech, rozmarzyłam się;-)
      Właśnie: czy da się do tego wrócić??? Będę trochę próbowała. Właśnie wymusiłam na jednej z moich przyjaciółek z czasów studenckich obietnicę, że odpowie na mój list. Ano zobaczymy;-)
      Wprawdzie wolała bym, żeby to było spontaniczne, no ale od czegoś trzeba zacząć:)
      Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję, że mnie odwiedziłaś. Uściski ślę.

      Usuń