poniedziałek, 22 maja 2017

Maj, miesiąc szczęścia, czyli o lilaku krótka opowieść.





                                                                                                                                                          Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam - rwetes, olśnienie
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
                                   (...)

Głowę w bzy - na stracenie,
W szalejące więzienie.
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
                                      (Julian Tuwim)

                                                                                                           


                                                                                             

W maju nietrudno o szczęście;-)
Wystarczy zanurkować w krzak bzu i, upajając się niepowtarzalnym zapachem, uważnie przyjrzeć się drobnym fioletowym kwiatom podobnym do małych gwiazdek. Na ogół mają tylko 4 płatki, takich jest baaardzo dużo i nie o te nam w danej chwili chodzi:)
Szukamy "wybryku natury", czyli kwiatka o pięciu płatkach.
A jak już go znajdziemy - szczęście murowane;-)
Ale, ale, nie tak od razu, bo jak mówił Hemingway chociaż "ludzie ciągle szukają skróconych dróg do szczęścia, nie ma skróconych dróg."
Dokładnie tak jest i w przypadku szczęścia bzowego;-) Samo znalezienie nietypowego kwiatka jeszcze nam szczęścia nie zagwarantuje;-)
Co zatem trzeba zrobić? Nie wiem jak jest dzisiaj, ale w czasach mojego wczesnoszkolnego dzieciństwa trzeba było taki kwiatek... zjeść, albo wrzucić sobie za koszulę;-)
Czy też tak robiliście, czy to tylko jakieś lokalne zwyczaje?
Ja wolałam zjadać, niż wrzucać za bluzkę, bo przecież zza bluzki wypadnie, a co zjem to moje - szczęście pewniejsze;-)))



Pamiętam, że w mieście mojego dzieciństwa bzów było zatrzęsienie.
Ach, jak wtedy upojnie pachniał maj.
W ogrodzie rodziców rosły trzy okazałe krzewy. Dwa fioletowe i jeden biały.
Było gdzie szukać szczęścia;-)
Najadłam się tych bzowych szczęśliwych kwiatków całe mnóstwo.
I wiecie co, chyba zadziałały;-))) No, przynajmniej jeśli chodzi o maj.
Jak daleko sięgam pamięcią, maj był dla mnie zawsze miesiącem pięknym i bardzo szczęśliwym. I tak jest do dzisiaj.
Magia czarodziejskich kwiatów bzu...

CZY BEZ TO BEZ, A JEŚLI NIE, TO CO?


Krzew, który wszyscy od zawsze nazywamy bzem, tak naprawdę bzem nie jest i z prawdziwym bzem czarnym (Sambucus nigra), czy z bzem koralowym (Sambucus racemosa) nie ma nic wspólnego.
Skąd zatem ta nazwa?
Ano wszystko przez Austriaków, do Austrii bowiem bez został sprowadzony po raz pierwszy z Turcji.
Wiedeńczykom przyszło do głowy, że ten pięknie pachnący krzew musi być spokrewniony z bzem czarnym. Skąd to przypuszczenie? Ano stąd, że młode pędy obu gatunków mają miękki, gąbczasty rdzeń. I tak oto, urodziwym, egzotycznym krzewom nadano nazwę: Turkischer Holunder, czyli turecki bez czarny. Choć tak naprawdę ani on turecki, ani bez, ani czarny.
Dlaczego nie turecki? Bo wbrew temu, co by się pozornie wydawało wcale z Turcji nie pochodzi, choć stamtąd do Europy przywędrował.
Jego naturalne stanowiska odkryto na Półwyspie Bałkańskim (tereny Rumunii). Turcy go najprawdopodobniej "udomowili" w XV wieku, po opanowaniu Półwyspu Bałkańskiego.
Dlaczego nie bez? To już wiemy - czytajcie wyżej.
A dlaczego nie czarny? No bo widział kto kiedy czarne kwiaty u bzu;-)))




JAK NAPRAWDĘ BEZ SIĘ NAZYWA I SKĄD TA NAZWA?


Ano naprawdę nazywa się lilak, lilak pospolity (Syringa vulgaris).
Większość z Was zapewne zna tę nazwę doskonale.
Słowo lilak wywodzi się z języka perskiego. Kolor niebieski zwano w tym języku "nilak", a krzew o kwiatach w tym kolorze "lilag". Arabowie przekształcili tę nazwę na "laylak", Turcy natomiast na "lilak". Ot i cała historia z prawdziwym imieniem rzekomego bzu:)
(Powyższe informacje zaczerpnęłam z artykułu doktora Tomasza Aniśko zamieszczonego w "Ogrodach" 4/2000)

LILAK I FLORYŚCI


Trudno tego cudnie pachnącego krzewu nie kochać, więc i florystom jest raczej bardzo bliski.
Co prawda sporo z nim kłopotu, bo nie jest zbyt trwały i szybko więdnie.
Po ścięciu z gałązek bzu należy usunąć liście, wyglądają co prawda ładnie, ale obniżają trwałość kwiatów, poprzez zwiększenie transpiracji.
Poza tym łodygi należy podciąć ukośnie i zanurzyć w wodzie głęboko, aż pod kwiatostany. I tak pozostawić na kilka godzin (a jeśli to możliwe, na całą noc), potem dopiero używać do bukietów czy kompozycji. Inny sposób to zanurzanie końców łodyg we wrzątku na kilkadziesiąt sekund, a później umieszczanie roślin w wodzie , ale nie lodowato zimnej.
Absolutnie nie należy miażdżyć końców łodyg. Roślina tak potraktowana nie będzie miała możliwości pobierania wody (ponieważ uszkodzimy wiązki przewodzące) i bardzo szybko zwiędnie.
Ważne jest też by ścinać bez w pełni rozwinięty, ten w pąkach zwiędnie bardzo szybko zwiędnie.
Nie bez znaczenia jest też pora dnia: najlepiej ścinać kwiatostany bzu wczesnym porankiem lub wieczorem.
Uroczo wyglądają wianki i bukiety z bzu.
Wianek zrobiłam na jednych z ostatnich zajęć. Przyznacie sami, że wygląda uroczo:) A jak pachnie!



A tak prezentuje się na modelce:


Do kompletu z wiankiem powstał bukiet z gałązkami lilaka, w boho-stylizacji.
Autorką bukietu jest Joanna Tatar.


Bardzo lubię bukiety z bzu. Kilka gałązek ustawionych w wazonie sprawia, że cały dom pachnie szczęściem:) 
A jak wspaniale wybrać się na spacer w ciepły majowy wieczór... zapach bzu upaja, uszczęśliwia, rozmarza. Chciałoby się wąchać, wąchać i wąchać.
Maj ma się ku końcowi. Bzy powoli zaczynają przekwitać, ale jeszcze są, jeszcze pachną.
Trzeba się nawąchać, by wystarczyło do przyszłego roku;-)
Bo ten pędzony, zimowy nie pachnie niestety:(
Bo bez można kupić także w zimie, ale to już całkiem inna bajka...

Pozdrawiam serdecznie i  do następnego pisania.

Przesyłam Wam uśmiech i zapach bzu:)




FLORENTYNA






piątek, 19 maja 2017

Ćmy czy motyle czyli o fascynujących falenopsisach słów kilka (część pierwsza)



Witajcie kochani.
Dzisiaj będzie o moich ulubionych storczykach, czyli o falenopsisach:)
Myślę, że nie ma osoby, która by tych zachwycających kwiatów nie znała. W ostatnich latach robią u nas oszałamiającą karierę.
Dawnymi laty storczyk w domu był rzadkością, czymś niecodziennym i niezwykłym.
Były to czasy, kiedy (jak przeczytałam w archiwalnym numerze "Kwiatów") uprawialiśmy storczyki wyłącznie "platonicznie", oglądając jedynie w książkach i ogrodniczych czasopismach zdjęcia niedostępnych dla nas roślin.
Na szczęście te czasy już dawno minęły i falenopsisy goszczą w naszych domach na co dzień, wprowadzając do wnętrz niepowtarzalną atmosferę egzotycznych krain.
Zachwycają swoją urodą i finezyjnym wdziękiem.


źródło zdjęcia: Paweł Sopel, Facebook

Zachwycają też feerią i niecodziennością barw, a właściwie wszelkimi możliwymi odcieniami wszelkich możliwych barw:).  Jestem pod ogromnym wrażeniem koloru odmiany z powyższego zdjęcia.
Nie mam własnych dobrych fotografii falenopsisów, więc korzystam z uprzejmości stron: Paweł Sopel oraz Orchidea JMP flowers (dziękuję za możliwość udostępnienia zdjęć)

Jak pisał Czesław Miłosz w "Dolinie Issy", jest w storczykach czar tajemnicy istot żyjących w cieple i wilgoci , które w północne okolice przynoszą wieść z tropikalnego południa".
I faktycznie jakąś niezwykłość i pobudzającą wyobraźnię tajemnicę w sobie mają.
Szkoda tylko, że te urodziwe kwiaty nie miały szczęścia do polskiej nazwy:)
Jak czytamy w Wikipedii, nazwę rodzajową Phalaenopsis nadał im botanik Carl Ludwig Blume. Nazwa wywodzi się najprawdopodobniej z języka greckiego i w wolnym tłumaczeniu oznacza: "podobny do ćmy".
Stąd już tylko krok do "ćmówki", czyli polskiego odpowiednika nazwy naukowej falenopsisa.
Wcześniej funkcjonowało też miano "cmotnik".
Przyznacie sami, że zarówno jedno jak i drugie określenie zupełnie nietrafione w zestawieniu z subtelnymi i delikatnymi kwiatami. Precz z ćmówkami i cmotnikami. Nie obrażajmy tych arcymistrzowskich cudów natury.
Motyle owszem, ale dzienne, kolorowe, optymistyczne, a nie posępne nocne ćmy...
Na szczęście żadna z polskich nazw się nie przyjęła i pozostajemy przy falenopsisach. 

Skąd do nas przywędrowały?

Najkrócej rzecz ujmując powiedzieć można: z gorącego i wilgotnego południa.
Pierwsze okazy znaleziono najpierw na Jawie. Rosną też na innych wyspach indonezyjskich, w Malezji i na Borneo. Zasięg ich występowania rozciąga się aż po północną Australię.

Jak je zdobyć?

Bez problemu:) Falenopsis to najpopularniejszy storczyk w Polsce i w Europie. Bez trudu można go kupić w kwiaciarniach, sklepach ogrodniczych czy supermarketach.
Pamiętajmy, że najpiękniej będą rosły i kwitły te dobrej jakości. Warto kupować od najlepszych:)



 Tak wygląda szklarnia ze storczykami (Orchidea JMP flowers)
Myślę, że mogłabym w takim miejscu zamieszkać;-)

Falenopsisy i floryści

To zgrany duet:) Storczyki to raj dla florystów, jeśli chodzi o możliwości ich wykorzystania.
Najchętniej sięgamy po nie wykonując dekoracje i bukiety ślubne. Ale przecież nie tylko.
Niewiele mam zdjęć ze storczykowymi aranżacjami. Póki co taka mała zajawka:

Komunijnie z miniaturowym falenopsisem (dla dziewczynki i dla chłopca):






I co prawda, całkiem nie na tę porę roku, bo biało i zimowo, ale też z falenopsisem:


                      Powyższe aranżacje robiłam już jakiś czas temu dla NDiO FLORA

To pierwsza część mojej storczykowej opowieści. Tak tytułem wstępu. Zamierzam storczykowy cykl kontynuować. 
Napiszcie mi proszę, czy lubicie falenopsisy i czy macie je w swoich domach.
No i rzecz jasna, jak je wykorzystujecie florystycznie:)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych czytelników i gości.
Do następnego pisania.







             FLORENTYNA










środa, 17 maja 2017

Boho-opowieści ciąg dalszy.

W poprzednim wpisie pokazałam Wam nasze warsztatowe bukiety okolicznościowe w boho klimatach.
Tak jak obiecałam, wracam do tematu. Jeszcze słów kilka na temat mojego ulubionego  stylu.
Ulubionego, jako że na szóste imię mam Chaos;-) i w związku z tym kocham to fantastyczne boho-nieuporządkowanie i niczym nieograniczoną fantazję.
Pisałam Wam, że w zależności od zastosowanych materiałów i źródeł inspiracji w stylu boho można dopatrzyć się kilku nurtów.
Zaznaczam, że ten podział jest absolutnie mój, subiektywny, intuicyjny, indywidualny.
Ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat.
Polemiki mile widziane:)

Ponieważ boho to styl na wskroś eklektyczny, łączący wiele elementów, często odległych i nieoczywistych, na pierwszy rzut oka nie pasujących do siebie, więc źródeł jego pochodzenia wskazać można sporo.
Nurty stylu boho, które chcę Wam przedstawić wyodrębniłam właśnie na podstawie jego pochodzenia i materiałów stosowanych w dekoracjach. Mój podział dotyczy rzecz jasna aranżacji florystycznych, nie ma odniesienia do mody czy wnętrzarstwa.

NURTY STYLU BOHO - SUBIEKTYWNY PODZIAŁ FLORENTYNY:)


Boho sweet and romantic

Nurt lekki, zwiewny i, jak sama nazwa wskazuje, bardzo romantyczny. Jego źródeł doszukiwałabym się w stylu vintage i retro klimatach.  Bukiety ślubne w tym charakterze będą najczęściej pastelowe i  w jednej gamie kolorystycznej. Raczej lekkie, zwiewne, delikatne, bliskie natury. W nurcie sweet and romantic była moja różanecznikowa sesja dla NDiO-FLORA. Ze śliczną, subtelną Olą w roli panny młodej i partnerującym jej Marcinem (fryzura Oli jest jego autorstwa).
Popatrzcie sami:



Na naszych ostatnich zajęciach w szkole, stylizacji w tym nurcie podjęła się Marysia.
A oto jej bukiet i wianek:


I jeszcze przykład z Internetu 




Rustic boho

Wywodzący się z sielskich, wiejskich klimatów. Kwiaty dominujące w tym stylu to kwiaty z ogrodów naszych babć a także z pól i łąk. Paleta barw ciepła, energetyczna. Sporo zieleni.


zdjęcie pochodzi STĄD

Hippie boho

Czyli nurt biorący swój początek z barwnego świata dzieci-kwiatów. Luz, swoboda i niczym nieograniczona wolność. 
Jak to się przekłada na bukiety? Musi być kolorowo i z fantazją. Obok kwiatów w bukietach pojawiają się barwne pióra, wstążki, czasem elementy hipisowskiej biżuterii.
A kwiaty w bukietach rozmaite, im większy mix tym ciekawiej i bardziej "trendy":) A zatem kwiaty ogrodowe i polne obok szlachetnych czy nawet egzotycznych, także susz roślinny i trawy, gałązki i pióra. Jak szaleć, to szaleć:)




powyższe zdjęcia pochodzą STĄD

W klimatach hippie jest też stylizacja Joasi, którą prezentuje Natalia (Natalia Podanowska )(zajęcia w Szkole Policealnej Lider)


Pomiędzy elementy roślinne Asia wplotła delikatne nitki czesanki wełnianej, której kolor pięknie koresponduje z sukienką Natalii.

Boho marine

Styl inspirowany królestwem Neptuna. Pełen bieli, błękitów, granatu ale też soczystej czerwieni.
Wspaniały pomysł na letni ślub. Plaża, szum fal, bose stopy, wiatr we włosach...
A w bukietach oprócz kwiatów muszle, rozgwiazdy, koralowce, fragmenty sieci rybackich, kotwice, biały żeglarski sznurek i inne rekwizyty z morzem związane.
Pięknie komponuje się z tą konwencją także kolor srebrzystoszary.


zdjęcie pochodzi STĄD

A tak pofantazjowała w klimacie stylu boho-marine nasza Joasia:



Boho eco

Czyli natura, zieleń, mech, elementy drewniane. W bukiecie w tej stylizacji często jest wyłącznie zieleń, ale mocno zróżnicowana. Mogą to być ulistnione gałązki, zioła, przeróżne liście, trawy, a nawet zielone dekoracyjne warzywa.
Oto próbka stylu:


zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi STĄD

I jeszcze nasza szkolna propozycja boho-eco.
Również autorstwa Joasi.
Bukiet i wianek prezentuje Marija.


Piękne to całe boho, nieprawdaż;-)
Piękne i dające nieskończenie wiele możliwości twórczych.
Na boho-zajęciach bawimy się zawsze świetnie.
Kolejne bukiety powstaną już w najbliższą niedzielę.
Postaramy się, aby były w jeszcze innej boho stylizacji..
Ogromna frajda. Lubię to:)
A może wspólnie spróbujmy wynaleźć kolejne nurty boho. Co Wy na to?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy zechcieli zajrzeć do mojego boho-świata:)
Zapraszam do wspólnej zabawy.
Podrzucajcie swoje boho-pomysły.

Do następnego wpisu.


             FLORENTYNA



Źródło grafiki: ETSY.COM

czwartek, 11 maja 2017

Kocham boho;-)

Miłością wielką i niezmienną kocham od zawsze. Odkąd sięgam pamięcią.
Jeszcze styl boho nie został nazwany obecnym imieniem, a ja już intuicyjnie preferowałam "płynność, płynność, falistość", rozwichrzenie i nieokiełznaną żywiołowość wymykającą się spod wszelkich reguł.
Rozpierzchłe, asymetryczne, rozedrgane, tańczące na wietrze bukiety, miękkość linii, finezyjność form, bogactwo kolorów i niecodzienność kontrastów.

Bo, jak pisał mój ukochany poeta:

"W naturze nie ma linii prostej,
Ludzki to wymysł sztuczny,
Patrząc w skłębione żyworosty,
Chaosu, chaosu się uczmy."
                                                   (Julian Tuwim)
I ja się pod tym obiema rękami podpisuję:)
Nie dla mnie symetria i geometryczne formy. Nie dla mnie uczesane i grzeczne biedermeiery (ach te nieśmiertelne kulki z róż do ślubu, kto ich nie robił, no kto?).
Grzeczne i nudne, i monotonne.
Obiektywnie rzecz biorąc pewnie ładne... ale takie przewidywalne i poukładane;-)
Jak dobrze, że nastała era boho;-)



Na fotografii moja urocza para młoda w stylizacji boho (sesja zdjęciowa dla NDiO-Flora, poczytajcie TUTAJ)

I różanecznikowy boho-bukiecik



Ta sesja  była robiona dla Flory w 2013 roku.
Tę stylizację nazwałabym dzisiaj "boho-sweet and romantic";-)


SKĄD SIĘ WZIĄŁ STYL BOHO?

"Boho to skrót od bohemy, słowo to wywodzi się z języka francuskiego i oznacza cyganerię artystyczną - środowisko ludzi wolnych, twórczych, nie ulegających konwenansom, ekscentrycznych, uciekających od wszelkich zastanych norm, reguł i zwyczajów.
Styl życia bohemy oryginalny, niekonwencjonalny, nie dający się ująć w żadne ramy, nieokiełznany, stał się podstawą powstania dzisiejszego stylu boho.
Od kilku lat trend ten stał się bardzo popularny w modzie, wnętrzarstwie i oczywiście we florystyce.
W Polsce pojawił się niedawno i od razu zyskał sobie wielu zwolenników.

JAKI JEST STYL BOHO?

Gdyby chcieć na to pytanie odpowiedzieć jednym słowem, to najwłaściwsze wydaje się być określenie: NIETUZINKOWY.
Ale to nie wystarczy za całą odpowiedź ponieważ styl boho to bogactwo, luz, niekonwencjonalność, fantazja, swoboda ale też subtelność, romantyzm, feeria barw, malowniczość... Przymiotniki można by mnożyć bez końca.
Bo styl boho to tak naprawdę wszystko o czym nasza dusza zamarzy, a wyobraźnia podpowie.
Żadnych reguł, żadnych ograniczeń, wszystko dozwolone.
Im bardziej nieszablonowo i odlotowo, tym lepiej.
Absolutnie cudowny styl dla indywidualistów:)

JAKIE SĄ BOHO-BUKIETY?

Zadziwiające, niekonwencjonalne, zdumiewające, czasem romantyczne, czasem tajemnicze.
Jednym słowem wyjątkowe.
A bardziej konkretnie: są to bukiety najczęściej luźne, dużo w nich powietrza i przestrzeni.
Mogą być delikatne i pastelowe, ale też wielobarwne niczym tęcza.
Bukiety w tym stylu charakteryzuje duża różnorodność materiału roślinnego, wielogatunkowość zarówno kwiatów jak i zielonych dodatków.
Można w nich łączyć wszystko ze wszystkim: kwiaty szlachetne z polnymi, egzotyczne z ogrodowymi, także z suszem roślinnym, piórami, wstążkami, koronkami, jutą, sznurkiem, muszlami i... wszystkim co nam przyjdzie do głowy.
Charakterystyczne jest tutaj częste stopniowanie materiału roślinnego i wyraźne zróżnicowanie wysokości kwiatów.
Bukiet boho łączy w sobie kwiaty o różnej budowie: te o kwiatostanach okrągłych z kłosowatymi i wiechowatymi. Im większe zróżnicowanie kształtów i faktur, tym lepiej
W zależności od zastosowanych roślin, dodatków i kolorystyki można wyodrębnić kilka nurtów, czy odmian stylu boho.
Ale o tym w kolejnym wpisie, bo będzie tego sporo;-)

NASZE WARSZTATOWE PRÓBY BOHO-BUKIETOWANIA

Bukiety w stylu boho najczęściej pojawiają się we florystyce ślubnej. Ale może warto wprowadzić je też do florystyki okolicznościowej?
Dzisiaj na warsztatach podjęłyśmy nieśmiałą próbę boho-bukietowania okolicznościowego.
To pierwsze nasze bukiety w boho-stylizacji.
Proponujemy je jako urodzinowe, imieninowe lub na dzień mamy:)













A w najbliższą sobotę spróbujemy się zmierzyć ze ślubem w stylu boho.
W planie wiązanki ślubne i wianki.

Ciekawa jestem co sądzicie o boho-stylu?
Podoba się Wam?
Dla mnie jest bezapelacyjnym numerem jeden.

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego wpisu. 
Zakochana w stylu BOHO




FLORENTYNA



Ps. Zdjęcia warsztatowych bukietów autorstwa Joanny Tatar (Asiu, wielkie dzięki)

wtorek, 2 maja 2017

Co można zrobić z kreszowanego drutu - florystyczna szkółka Florentyny, część druga

Witajcie kochani.
Dzisiaj mam w planie nieco "smrodku dydaktycznego", jak mawiał jeden z moich ulubionych pisarzy:) Czyli kolejną odsłonę zaproponowanej już dawno Florystycznej Szkółki Florentyny 
W dzisiejszym odcinku rozpoczynam moją drucianą opowieść;-
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam swoją zawodową przygodę z florystyką (która wtedy nazywała się jeszcze bukieciarstwem:) jedyny drut florystyczny jaki był u nas dostępny, to zielony drut techniczny. O drucikach ozdobnych jeszcze wtedy nam się nawet nie śniło;-)
Jak ja wówczas funkcjonowałam? Do dziś pozostaje to dla mnie tajemnicą;-))))
Cała nasza krajowa rewolucja florystyczna przypada bodaj na przełom wieków XX i XXI.
Po roku 2000 wszystko potoczyło się błyskawicznie.
A akcesoriów florystycznych na naszych kwiatowych giełdach zaczęło przybywać jak przysłowiowych grzybów po deszczu.
W tym to mniej więcej czasie dotarły do nas ozdobne druciki florystyczne i od tamtej pory zadomowiły się w naszej florystyce na dobre.
Wraz z pojawieniem się nowych akcesoriów wyłoniły się również nowe techniki florystyczne, z nimi związane.
O jednej z nich chcę Wam dzisiaj co nieco opowiedzieć.

KRESZOWANIE - CO TO TAKIEGO?

Z terminem "kreszowanie" każdy chyba kiedyś się zetknął. Zwłaszcza paniom to określenie nie powinno być obce. Kreszowanie to sposób uszlachetniania tkanin polegający najkrócej mówiąc na nadawaniu im "pogniecionej" faktury. Jednym słowem rzec by można, że tkaniny kreszowane to po prostu tkaniny trwale pogniecione:) Takie tkaniny świetnie sprawdzają się na przykład w dekoracji wnętrz.
Określenie to przejęli floryści dla opisania jednego ze sposobów postępowania z ozdobnym drutem florystycznym.
Kto pierwszy użył tego sformułowania we florystyce, niestety nie wiem. Chodzi mi po głowie niemiecka mistrzyni florystyki Wally Klett, której florystyka ślubna pełna jest różnorodnych drucianych kryz i konstrukcji, ale to tylko moje przypuszczenia. Może ktoś z Was wie, kto pierwszy użył słowa "kreszowanie" jako nazwę dla techniki florystycznej?

KRESZOWANIE DRUTU - WSPÓŁCZESNA TECHNIKA FLORYSTYCZNA

Skoro już wiemy, że kreszowanie, to nic innego, jak po prostu zgniatanie, nietrudno się domyślić na czym polega ta technika we florystyce:) 
Bez drutu ozdobnego nie wyobrażamy sobie już dzisiejszej florystyki, zwłaszcza ślubnej.
W ostatnich latach mnóstwo go w bukietach i dekoracjach ślubnych.
Bardzo często z kreszowanego cienkiego drutu srebrnego lub złotego wykonuje się misternie utkane kryzy do wiązanek ślubnych.  Bardzo lubię je robić. Bukiet ślubny na tego typu kryzie pokazywałam dawno temu TUTAJ.
Ale przejdźmy do samej techniki kreszowania: polega ona na delikatnym zgniataniu cienkiego ozdobnego drutu, wcześniej odwiniętego ze szpulki lub kołeczka, i nadawaniu mu pożądanej formy (może to być owal, łezka, serce i wszystko o czym sobie zamarzymy;-)



Po uformowaniu kształtu, który chcemy uzyskać, przystępujemy do starannego przeplatania nitek drutu, aż do osiągnięcia odpowiedniej zwartości formy.





Zaprezentowana na zdjęciach wyplatanka posłuży nam jako baza do niewielkiej wiązanki ślubnej.
Pokażę Wam jakie cudeńka powstały na naszych zajęciach.
Z kreszowanego drutu można uzyskać nie tylko formy płaskie, ale i przestrzenne. Wszystko zależy od potrzeby chwili i wyobraźni florysty:)
Dzisiaj zatrzymam się jednak na formach płaskich.


WIĄZANKI ŚLUBNE NA KRYZACH Z KRESZOWANEGO DRUTU

Naszą bazę z kreszowanego srebrnego drucika uformowałyśmy w kształt niewielkiej miseczki.


Następnie przystąpiłyśmy do wykonania "girlandek" ze srebrnego drutu, rattanu i perełek.
Z takich girlandek powstał ogon wiązanki i dekoracja drucikowej bazy.


Potem już tylko doklejanie kwiatów.
Kleimy je na zimno. My używałyśmy do tego celu kleju Victoria. 



Drobne kwiaty lub płatki goździka doklejane były również do ogona wiązanki.



A tak przedstawiają się efekty końcowe naszych działań:)





To tylko jedna z możliwości wykorzystania kreszowanego drutu. Jest ich rzecz jasna całe mnóstwo. Ale o tym już w kolejnych wpisach, bo i tak wyszło tego dzisiaj całkiem sporo:)

Pozdrawiam bardzo serdecznie i z uśmiechem rzecz jasna, wszystkich, którzy odwiedzają Groszki i róże.
Witam też nową obserwatorkę. Miło mi, że zostałaś na dłużej, rozgość się proszę;-)

Jeśli mielibyście jakieś pytania związane z techniką kreszowania drutu, to piszcie proszę w komentarzach albo małpią pocztą;-)

Kreszowanie to naprawdę świetna technika i super zabawa. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali. Ale ostrzegam, to wciąga i uzależnia:)

Do następnego wpisu.




FLORENTYNA

środa, 26 kwietnia 2017

Fiołkowe opowieści - część druga.


"Bukiecik fiołków - garsteczka fioletu,
 Ujęta w liści szmaragdową zieleń,
 A daje czasem więcej rozanieleń,
 Niżeli przepych kupnego bukietu(...)"
                                       (Henryk Zbierzchowski)


zdjęcie pochodzi STĄD

Jeszcze słów kilka o tych wyjątkowych, urokliwych kwiatach. Czy nie sądzicie, że pięknie wyglądałby romantyczny bukiecik fiołków w rękach panny młodej?
Fiołka wonnego we florystyce prawie nie ma. Kwitnie niezbyt długo, jest filigranowy, ulotny, do dekoracji potrzeba byłoby wielu kwiatów. A gdyby tak mimo wszystko pokusić się o fiołkowy ślub...
Myślę, że największą trudnością byłoby zdobycie kwiatów. Nie wiem zupełnie, czy fiołki można gdzieś kupić. Nawet jeżeli tak, to raczej jako sadzonki. A kwiaty trzeba po prostu pozyskać z natury. Niemniej jednak zamarzył mi się fiołkowy ślub. Może kiedyś się uda:)
Jeśli nie prawdziwy ślub, to chociaż ślubna sesja zdjęciowa dla mojego pisma. Pomyślę o tym za rok:) Poszperałam trochę po internetowych głębinach i udało mi się wypatrzyć kilka fiołkowych ślubnych fotek, chociaż łatwo nie było:)
Własnych oczywiście póki co nie mam żadnych.
Miałam w planie fiołkową Wielkanoc, ale z powodu moich licznych szpitalnych wędrówek nic z tego nie wyszło (kolejne plany na przyszły rok;-)
Póki co zadowolić się muszę tym, co zrobili inni.
Fiolet to doskonały kolor przewodni oprawy ślubnej. I mnóstwo było już ślubów w tej tonacji kolorystycznej.
Ale nie z fiołkami. Myślę, że gdyby zdecydować się na fiołkowy ślub, to musiałby to być impreza niewielka, raczej kameralna. Delikatny bukiecik w rękach panny młodej ubranej w białą sukienkę z fioletową szarfą i w fioletowych butach, kilka druhen w sukienkach w tonie jasnego fioletu z bukiecikami białych fiołków i jedynie z kroplą ciemniejszego fioletu w postaci kilku fiołków w ich podstawowym kolorze.
Ech, marzy mi się bardzo taka stylizacja:)


źródło zdjęcia: PINTEREST

Dawno temu urzekł mnie fiołkowy bukiecik ślubny będący dziełem czeskiej mistrzyni florystyki Hany Sebestovej.
Zdjęcia pochodzą z czasopisma Florista 1/208.
Nie są najlepszej jakości, bo fotografowałam przy kiepskim świetle. Mam nadzieję, że coś jednak uda Wam się na nich zobaczyć.


Bukiecik wykonany jest na kryzie oklejonej srebrzystymi łuszczynami miesięcznicy rocznej (Lunaria annua). Potocznie nazywa się tę roślinę "judaszowymi srebrnikami"



Wewnątrz tak przygotowanej kryzy umieszczone zostały niewielkie bukieciki fiołków, zadrutowane i zawatowane dla ochrony przed utratą wody.




Do kompletu florystka proponuje fiołkowy naszyjnik.


Alternatywą dla tego bukietu może być bukiecik z kwiatów sępolii (fiołka afrykańskiego) ułożony na kryzie z płatków róż.



zdjęcie pochodzi STĄD

Ja jednak zdecydowanie preferowałabym bukiecik z dzikich fiołków wonnych (zapach jako wartość dodana;-) Mógłby być na kryzie z lunnarii, na płatkach róż, czy na krążkach masy perłowej. Albo na zupełnie innej, na przykład koronkowej (ach jakie to byłoby romantyczne i słodkie:)
A oto kilka innych propozycji fiołkowych bukiecików dla panny młodej:


zdjęcia pochodzą STĄD



zdjęcie pochodzi STĄD

Panu młodemu zaproponować możemy subtelną fiołkową butonierkę:


zdjęcie pochodzi STĄD

Co prawda na zdjęciu jest fiołek afrykański, ale z powodzeniem zastąpić go możemy fiołkiem wonnym.

Pięknym uzupełnieniem fiołkowych dekoracji będzie wianek na głowie panny młodej:

zdjęcie pochodzi z tego Bloga

Fiołki malowniczo zaprezentują się też na stołach...


źródło zdjęć: PINTEREST

... i ze świecami


zdjęcie pochodzi STĄD

Równie dobrze będą wyglądały szklane lub porcelanowe misy wypełnione wodą z pływającymi fiołkami i świecami.

Oczywiście nie obejdzie się bez fiołkowych słodkości:)


fiołkowy tort pochodzi z tego BLOGA


źródło zdjęcia:PINTEREST

Upominki dla gości również ozdobić można delikatnymi fiołkowymi bukiecikami:


                                                   źródło zdjęcia: PINTEREST

Jak widzicie fiołkowych propozycji ślubnych jest całkiem sporo. To tylko kilka przykładów do inspirowania się. Wystarczy uruchomić wyobraźnię i można stworzyć bajkową fiołkową scenerię, która sprawi, że ani goście ani nowożeńcy tej wspaniałej stylizacji długo nie zapomną.
Może warto pokusić się o taką niecodzienną aranżację.
Choć wykonanie dekoracji ślubnej z fiołków łatwe chyba nie będzie. Ale za to jakie niecodzienne i niebanalne:) 
Nie wiem tylko co z kościołem i samochodem. Macie jakieś pomysły?
Chodzi mi po głowie, że kościół mógłby być utrzymany w konwencji leśnej, z mchem, kępami fiołków w pojemnikach i paprociami. Wtedy paprocie i mech również mogły by się pojawić w dekoracji sali. Spróbuję do przeszłego roku coś wymyślić. Trzymajcie kciuki, żeby się udało:)
A może macie jakieś własne fiołkowe pomysły ślubne? Podpowiedzi mile widziane;-)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich miłych bywalców groszkowo-różanej krainy.
Uśmiech fiołkowy Wam przesyłam i do następnego pisania.


                                          FLORENTYNA