sobota, 4 lutego 2017

Brzoza, moja roślina lutego

Moje brzozowe fascynacje mają swoje korzenie w czasach bardzo odległych, w czasach, gdy jako dziecko kilkuletnie zaledwie uczyłam się poznawać i nazywać świat dookoła mnie.
W ogrodzie rodziców rosły dwie okazałe brzozy. Jedna przed domem, a druga z tyłu, w zacisznym ogrodowym zakątku..
Brzoza to chyba pierwsze drzewo jakie nauczyłam się rozpoznawać i pokochałam miłością wielką.
Pamiętam jak przez mgłę, kiedy na przedwiośniu Tata prowadził mnie za rękę do rozsłonecznionego, rozświergotanego, choć jeszcze trochę uśpionego ogrodu, by tam spełnić tajemny wiosenny brzozowy rytuał;-)
Zabieraliśmy ze sobą szklane słoje i ostre narzędzie do cięcia. Tata nacinał brzozową korę i drewno, zawsze dość nisko, u podstawy drzewa i podstawiał pod nacięcie szklane naczynie.
I odbywały się czary: z drzewa do słoja powoli skapywały krople życiodajnego soku.
Dla mnie, małego dzieciaka rytuał był absolutnie czarodziejski, a Tata jawił mi się wtedy jako wielki mag;-)
Zważywszy, że po zbieraniu soku dziękował i uczył mnie, że trzeba się brzozie pokłonić za to, że podzieliła się z nami swoim skarbem, bo tak ponoć czyniono w dawnych czasach.
Ach, jak ten eliksir smakował...
I słodkawo i kwaskowato, czasem z nutką lekkiej goryczy.
Ciekawą sprawą jest fakt, że jako dorosła osoba nie odszukałam już tamtego niezapomnianego smaku. Zabrakło czarów;-)
Kiedy już podziękowaliśmy i pokłoniliśmy się brzozie, Tata pieczołowicie zabezpieczał nacięcie na pniu. Drzewo odwdzięczało się corocznie ogromną ilością magicznego napoju.
Jakiś czas później, kiedy na brzozowych gałązkach pojawiały się pierwsze delikatne listeczki, ścinaliśmy ich całe naręcza i ustawialiśmy w domu, wnosząc do niego świeży powiew młodziutkiej jeszcze wiosny.
A z bezlistych brzozowych gałązek zwijaliśmy wianki.
To były moje pierwsze lekcje brzozowej florystyki:)
Dzisiaj już nie ma obu brzóz, nie ma też Taty, który w innych ogrodach kłania się drzewom...
Za to brzóz w naszym krajobrazie ilość nadal ogromna.
Choć lubię wiele drzew, brzoza, dzięki tym wczesnym dziecięcym wspomnieniom, pozostanie dla mnie zawsze numerem jeden.


W brzozach urzeka mnie wszystko, począwszy od ich delikatnego, zwiewnego pokroju z miękko przewieszającymi się gałęziami  poprzez urocze drobne brzozowe kotki aż po  zachwycającą swą strukturą i kolorystyką korę.
Jest brzoza drzewem niezwykłym i magicznym. Kora brzozowa , dzięki zawartym w niej olejkom eterycznym ułatwiała dawnym wędrowcom krzesanie ognia.
Brzozowych szczap używano onegdaj jako łuczywa do oświetlania wnętrz.
W Europie w czasach przedchrześcijańskich brzoza symbolizowała wiosnę, wegetację  i budzące się życie.
Dawna chrześcijańska legenda mówi, że brzoza otuliła swoimi gałązkami Świętą Rodzinę uciekającą przed Herodem. W nagrodę za to otrzymała swój wdzięczny, subtelny wizerunek i smukłą postać oraz właściwość, iż nigdy nie uderza w nią piorun.
Ciekawe, czy to prawda z tymi piorunami, ktoś wie?
I chyba stąd wzięła się tradycja przynoszenia do domu brzozowych gałązek w święto Bożego Ciała. Babcia mówiła mi, że taka gałązka w domu chroni przed burzą i piorunami.

Moja florystyka zawiera bardzo dużo brzozowych akcentów.
Najczęściej jest to kora brzozowa (tutaj idę trochę na skróty i kupuję preparowane płaty na giełdzie kwiatowej, chociaż naturalna jest o wiele bardziej urodziwa)
Nie mam niestety żadnych nowych brzozowych prac (chociaż pewnie przed Wielkanocą pojawi ich się sporo), więc pokażę co nieco z mojego archiwum.

Jako symbol wiosny i budzącego się życia, świetnie sprawdza się brzoza w aranżacjach wielkanocnych i wiosennych.


Ten tulipanowy wazon pokazywałam już kiedyś. Z wazonu wypływa ogon wypleciony z brzozowych gałązek, a w nim tulipany umieszczone w fiolkach z wodą.

Brzozę lubię także jako element dekoracji wielkanocnego stołu:


Hiacynty i świece ubrałam tutaj w plecionki z delikatnych brzozowych gałązek.
Aranżacja wykonana została dla NDiO - FLORA w ubiegłym roku.

Brzozowa kora sprawdza się również doskonale w dekoracjach na adwent i Boże Narodzenie:




Lubię też gałązki brzozowe dodawać do bukietów:


Pojawiły się kiedyś także w wiązance ślubnej, która na życzenie panny młodej miała nie zawierać kwiatów.


Gałązki brzozowe są miękkie i plastyczne i doskonale nadają się do wyplatania różnego rodzaju mat czy wianków.


Takie maty robiłyśmy dawno temu na kursie.


Pokazywałam je TUTAJ

Korą brzozową można okleić kawałki suchej gąbki florystycznej, tworząc w ten sposób ciekawe pojemniki na kompozycje.
Dekorowałam skrawkami kory także świece.


W kołnierzykowatej kryzie z brzozowej kory pięknie prezentuje się bukiecik róż z ciemnymi owocami kaliny i srebrzystym kalocefalusem.


Ta dekoracja wykonana była również dla NDiO - FLORA

To zaledwie kilka przykładów na zastosowanie brzozy we florystyce.
Wierzcie mi, że  jako materiał florystyczny stwarza ona nieograniczone wprost możliwości.
Mam mnóstwo pomysłów na brzozowe aranżacje.
Nastawcie się na to, że w tym roku nie raz na blogu zagoszczą.

Powiem Wam w sekrecie, że marzy mi się "brzozowy ślub", ach jak mi się marzy;-)
I wiązanka ślubna z delikatnych brzozowych gałązek, z odrobiną tylko kwiatów.
Ktoś chętny?
Zapraszam;-)
A jeśli nie będzie chętnych, to przygotuję taką sesję zdjęciową.
Brzoza w kościele, na sali weselnej, na stołach, w bukiecie i we włosach panny młodej, w butonierkach panów i korsarzach pań, w dekoracji samochodu;-)
Taka brzozowa stylizacja boho-rustykalna.

Pamiętajcie też, że do brzozy zawsze warto się przytulić.
Jest jednym z najlepiej działających na człowieka drzew. Podobno uspokaja, obdarza dobrym samopoczuciem, działa wyciszająco i pociesza w kłopotach.
Pobudza też kreatywność i intuicję;-)
Ja tam nigdy nie zaniedbuję okazji tulenia się do brzozy;-)
No bo skoro będę wyciszona, a do tego bardziej kreatywna, to warto!

Czy też lubicie brzozę jako tworzywo florystyczne?
Do jakich aranżacji najchętniej jej używacie?

Pozdrawiam serdecznie wszystkich bywalców Groszkowo-różanego świata.
Zapraszam i dziękuję za to, że jesteście.
No i zgodnie z ideą mojego  Roku Uśmiechu, nieodmiennie moc uśmiechów Wam przesyłam.
Do napisania;-)


                    FLORENTYNA







33 komentarze:

  1. Masz piekne wspomienia z brzoza, a Twoje prace sa odzwierciedleniem milosci do tych drzew. Ja mam tez 3 brzozki , ale nie takie jak w Polsce, bo te tutaj za dobrze nie rosna, jak juz pojedziemy bardziej na polnoc, do Kanady to tam sa cale lasy brzozowe, tez sie zawsze tymi widokami zachwycamy. Pozdrawiam, milego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tych wspomnień dużo więcej, ale sporo nie uwiecznionych na zdjęciach.
    Kiedy wybieracie się do Kanady? Pięknie tam, mam w Kanadzie przyjaciółkę, więc często krajobrazy kanadyjskie na zdjęciach oglądam. Brzóz tam dostatek.
    Pozdrawiam cieplutko i z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jakis czas jedziemy, bo bardzo nam sie Kanada podoba, na ten rok jeszcze nie mamy planow wakacyjnych. Krajobrazy faktycznie sa tam cudowne:) Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ale Wam fajnie;-) Kanadę znam tylko ze zdjęć i opowiadań. Mam przyjaciółkę w Montrealu, dugą w Toronto, a trzecią w Vancover, więc fotek oglądam sporo. Bardzo marzy mi się pojechać kiedyś i wszystko unaocznić;-) Piękny kraj.No i jak każda fanka "Ani z Zielonego Wzgórza" marzę o Wyspie Księcia Edwarda;-) Uśmiech ślę i cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ja w ogrodzie ma tylko karłowata, ale sąsiedzi maja duże, uwielbiam je fotografować i słuchać ich szumu latem, mój mąż jest uczulony na nią, ale jakoś wytrzymuje :) Tez lubię to drzewo, a twoje kompozycje są naprawdę piękne :)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karłowate, te o parasolowatej, przewieszającej się koronie, też mi się bardzo podobają.
      Nie mam niestety ogrodu, więc jeśli chcę przytulić się do brzozy, idę na spacer. W parkach brzóz mnóstwo. Ale zdecydowanie lepiej czuję się wśród brzóz w lesie. Uwielbiam brzozowe zagajniki.
      Miło mi, że moje kompozycje Ci się spodobały.
      Serdecznie pozdrawiam, zyczę miłej niedzieli i uśmiech przesyłam:)

      Usuń
  4. dekoracje piękne... zresztą dla mnie połączenie kwiatów i drewna czy kory jest boskie !
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo. Też uwielbiam łączyć kwiaty z korą, drewnem, gałęziami, patykami...
      Pozdrowienia i uśmiech Ci ślę.

      Usuń
  5. Ja uwielbiam brzozy, ale Ty masz jeszcze wspaniałe wspomnienia z nimi związane. Ślicznie wyglądają Twoje prace z brzozowymi dodatkami. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gigo. I witaj w klubie brzozowozakręconych;-) Brzozowa kora i gałęzie to moje ukochane tworzywo i dodawała bym je do każdej swojej pracy:) A to rzeczywiście zasługa mojego wspaniałego Taty, który nauczył mnie kochać te drzewa i rozmiłował w przyrodzie. Cudne to były czasy, te dziecięce lata... Ech, rozmarzyłam się.
      A dzisiaj na spacerze już się do brzozy przytulałam.
      Uśmiechnięte pozdrowienia przesyłam.

      Usuń
  6. Piękne wspomnienia... Chciałabym się dowiedzieć jak Tato zabezpieczał nacięcie? To na wypadek, gdybym maiła kiedyś możliwość zebrania soku z brzozy. Podobają mi się Twoje dekoracje adwentowe, nie tylko brzozowe. Pozdrawiam, nowa czytelniczka bloga Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie. Miło mi, że zyskałam w Tobie Nową Czytelniczkę:)
      Właśnie pisząc zastanawiałam się mocno, jak Tata to robił i chyba nie bardzo pamiętam. Jak przez mgłę kojarzę jakąś papkę z ziemi i gliny, którą otwór był zaklejany, ale nie chciałabym niczego pokręcić, a Taty już niestety nie mogę zapytać... Obecnie to chyba nie będzie problemem wobec powszechnej dostępności maści ogrodniczych czy innych specyfików.
      Ja teraz już nie nacinam brzóz, a ich sok kupuję;-) Może dlatego trudno mi się doszukać tamtego smaku z dzieciństwa:) Pozdrawiam cieplutko i z uśmiechem.

      Usuń
  7. Napisałaś o brzozach wszystko to co napisałabym i ja pisząc na ten temat, nic dodać nic ująć. Dodam,że mam w ogrodzie trzy olbrzymie brzozy, pierwsze drzewa, które zasadziliśmy na naszej posesji. Wspomniane przez Ciebie pięknie, delikatnie kołyszące się gałązki widzę codziennie po obudzeniu.Wiem czy wieje, patrzę czy zielenieją się na wiosnę lub czy zbliża się jesień bo zaczyna pojawiać się żółć na liściach. Oj o brzozach mogłabym bez końca, kocham je. Uwielbiam wykorzystywać wszystkie jej części wykorzystywać w moich, florystycznych poczynaniach, jest to chyba najbardziej wdzięczny materiał twórczy. Pozdrawiam serdecznie, podziwiam prace ze zdjęć.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże się cieszę, że ujawniła się bratnia dusza kochająca jak ja brzozowe tworzywo:)
      Zazdroszczę Ci porannego widoku z okna. Brzozy zachwycają o każdej porze roku.
      Gdybym miała ogród, także sadziłabym je w pierwszej kolejności.
      Też mogłabym o brzozach bez końca;-) Czekam na wiosnę niecierpliwie, także i dlatego, że przepadam za delikatną zielenią młodziutkich brzozowych listków.
      A chociaż nie mam ogrodu, to brzozy też mam przed domem. Jeden z moich sąsiadów też jest chyba ich miłośnikiem i sadzi na potęgę;-)
      Uśmiech serdeczny przesyłam i życzę pięknego nowego tygodnia.

      Usuń
  8. Pięknie opisałaś rodzinną historię związaną z brzozami!
    I ja lubię to drzewo, a kiedy miewam migreny to szukam go w okolicy, przytulam się, zamykam oczy i odlatuję...
    W moim ogrodzie rosły dwie piękne brzozy, niestety z powodu żyznej gleby poszły w górę jak strzały. Musieliśmy je ściąć, bo zagrażały budynkom i innym drzewom. Do dziś żałuję tej decyzji - mogliśmy je przecież zwyczajnie wymodelować...
    Twoje prace z wykorzystaniem elementów brzozowych, jak zwykle skradły moje serce - są przepiękne!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, brzoza niesamowicie poprawia samopoczucie;-) Na dzisiejszym spacerze długo stałam przytulona do brzozowego pnia.
      Dziękuję za miłe słowa dotyczące moich prac. Uśmiech i pozdrowienia przesyłam.

      Usuń
  9. Pięknie opisana historia, pozwalająca wrócić także do własnych wspomnień... A Twoje prace są piękne... Sama bardzo lubię brzozy, siedzieć pod nimi, przytulać się do nich... dawno nie byłam w lesie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milo mi gościć Cie na moim blogu:) Dziękuję za ciepłe słowa. Ciesze się, że moje prace Ci się spodobały.
      Przytulanie się do brzozy polecam bardzo.
      Pozdrawiam i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  10. Piękne wspomnienia:) Ja też jestem zakręcona na punkcie brzozy, bardzo mi się podobają wszystkie z niej plecionki i sama często używam do wianków i stroików. Korę brzozy wykorzystałam kiedyś tak http://zielnikhani.blogspot.com/2012/12/pomys-na-drzewko-bozonarodzeniowe.html. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) I witam w klubie brzozowozakręconych;-)
      Już pędzę oglądać Twoje brzozowe prace. Serdeczności i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  11. Uroczo by wyglądał taki ślub :D Brzózki są śliczne, a mi przez nazwisko dość bliskie. I chyba przez to u mnie w domowym ogrodzie rosną ze dwie, czy trzy. Półdzikie, bo teren dość duży, a nikomu nie chce się tego projektować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z pewnością wyglądałby uroczo:) Widzę to już oczyma duszy mej;-)))
      Bardzo lubię ogrody, w których są brzozy. I gdybym ogród miała, z pewnością byłyby i u mnie. A póki co muszę zadowolić się tymi, które sąsiad sadzi przed blokiem;-)
      A gdzie ten Twój półdziki ogród? Bo mam też specjalizację z architektury krajobrazu. Może coś podpowiem;-)
      Dziękuję, że do mnie zajrzałaś. Uśmiechnięte pozdrowienia przesyłam.

      Usuń
  12. Piękny post Jolu i czuć Twoją miłość do tych przepięknych drzew. Ja też je lubię i zawsze podziwiam, są cudne i w młodości i na starość.A te brzozowe zagajniki!czarowi nie da się oprzeć:-)Brzozy kojarzą mi się zawsze z delikatnością i wiosną a może tym postem przyspieszysz jej nadejście-pleeeease! buziaki, uśmiechy ślę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Bożenko. Faktycznie brzozy kocham miłością wielką i nic nie jest w stanie tego zmienić:)
      Dla mnie to także kwintesencja delikatności, eteryczności, zwiewności i romantyzmu.
      Kocham spacery po zagajnikach brzozowych. I tak strasznie chciałabym, by ta wyczekiwana wiosna już w końcu się zaczęła obawiać... A tymczasem we Wrocławiu znowu dzisiaj szaro i poprószył śnieg:(
      Pociesza mnie tylko fakt, że każdy kolejny dzień nam tę wiosnę przybliża:)
      Uściski z uśmiechem przesyłam. Pozdrów ode mnie Kraków.
      O mało co, a byłabym w ten weekend, ale niestety przełożyli mi zajęcia. Może uda mi się zajrzeć w marcu:)

      Usuń
    2. Upss, wiosna miała się objawiać, a nie obawiać;-)))

      Usuń
  13. Uroczy ten Twój post o brzozie i piękne kompozycje. Najbardziej jednak wzruszyła mnie opowieść o małej dziewczynce smakującej wiosenny brzozowy sok. Miło wracać do dziecięcych wspomnień, nawet jeśli czasem przynoszą ze sobą odrobinkę tęsknoty i smutku. Na mojej działce brzozy mają swoje imiona i tęsknię za nimi, tak jak i za chatką. Przy każdym przyjeździe witam się z nimi, a przy wyjeździe żegnam. Są dla mnie osobliwym zegarem odmierzającym pory roku. A co do roku uśmiechu, to myślę, że dla mnie ten rok też jest taki. Po prostu uśmiechnięty. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie. Jakoś tak ostatnio mnie na wspomnienia bierze;-) A ten sok z brzozy w dzieciństwie smakował niebiańsko... Bardzo podoba mi się, że Twoje brzozy mają imiona. Też lubię je nadawać roślinom, a nawet rzeczom (np. mój samochód też ma imię;-))) To pewnie echa wczesnodziecięcej lektury "Ani z Zielonego Wzgórza;-) Zresztą, czy musimy być zawsze tacy strasznie poważni??? Odrobina luzu, poczucia humoru i dystansu do siebie i świata jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A o ileż łatwiej się żyje!
      Ciekawa jetem imion Twoich brzóz? Może uchylisz rąbka tajemnicy?
      Miło mi, że jesteś bratnią duszą w Roku Uśmiechu.
      Dziękuję za odwiedziny i uśmiechnięte pozdrowienia przesyłam.

      Usuń
    2. Uśmiechnęłam się, gdy napisałaś o imieniu samochodu. Mój to Lady blu.Wcześniejszy nazywał się Remigio. Moje brzozy to Jaś, Małgosia, Gustlik, Margeritka, Matka Koza i 7 Koźlątek i Kopciuszek. Pozdrawiam z uśmiechem. :)

      Usuń
    3. Cudne imiona:) O ileż przyjemniej przytulić się do Małgosi, czy Jasia niż do bezimiennego drzewa:)
      Serdeczności i uśmiech przesyłam:)

      Usuń
  14. Florentyno, kiedy tylko przeczytałam tytuł posta, od razu pomyślałam o soku ;)
    O wyjątkowości brzozy upewniłam się czytając ,,Sekretne życie drzew.
    Kompozycje piękne aż chce się wiosny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kamilo.
      Sok brzozowy nieodłącznie kojarzy mi się z dzieciństwem. I wtedy był jakby smaczniejszy niż teraz, ale to te czary;-)
      Bardzo chcę już wiosny, szukam jej, wabię, zaklinam, przywołuję... A we Wrocławiu ciągle zimno:(
      Pociesza mnie jedynie fakt, że każdy dzień nam tę wiosnę przybliża, to już tylko 41 dni:)
      Miło mi, że moje brzozowe aranżacje Ci się spodobały.
      Pozdrawiam i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  15. Ja mam też duży sentyment do tych drzew, pamiętam je od dziecka. Jeszcze mieszkając na Mazurach były praktycznie wszędzie... Przy domu moich rodziców też parę rosło. Ja lubiłam bawić się ściągając tą korę, ciekawie się rozwarstwiała. Pamiętam, że nawet próbowałam pisać na tych skrawkach i dość fajne to było... :) Tutaj w DE niestety nie mam własnej brzozy w ogrodzie, bo ogródek malutki. Zeby się poprzytulać, czy uzbierać gałązek, muszę robić wyprawę do lasu albo spacer dróżkami gdzie rosną. W tym ostatnim przypadku, to nie mogę sobie pozwolić na obcinanie gałęzi, ewentualnie pozbierać do dekoracji to co leży suche na ziemi. Tutaj w Północnej Westfalii panuje taki zwyczaj na wiosnę, że w ostatni dzień kwietnia i późnym wieczorem widzi się wszędzie młodych chłopców, którzy z załadowanymi brzózkami jeżdżą do punktów docelowych, czyli wybranek serca.Chłopcy wyrażają bowiem swoje uczucia do wybranej dziewczyny ustawiając nocą pod jej oknem ściętą brzózkę przyozdobioną kolorowymi wstążkami albo tekturowym bądz wyciętym z płyty sercem z imieniem wybranki.Dlatego rano emocje są duże, czy przed oknem stoi wymarzone drzewko, czy nie...
    Co cztery lata - czyli w latach przestępnych to dziewczyny mają prawo stawiać majowe drzewka bądź serca swoim ukochanym. Uważam, że jest to bardzo fajny zwyczaj... :)
    ...i zachwycam się Twoimi florystycznymi wyczynami! Kocham takie rzeczy! :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny zwyczaj z tymi drzewkami brzozowymi. Pierwszy raz o nim słyszę i od razu mi się podoba:)
    Szkoda, że rok przestępny dopiero za trzy lata, bo chociaż dziewczyną nastoletnią czy panną na wydaniu nie jestem już od pewnego, hm... czasu, to jednak może bym komuś taką niewielką brzózkę podrzuciła:)
    Tak jako wyraz sympatii;-)
    Buziaki uśmiechnięte ślę.
    Ps. Miło mi, że moje prace przypadły Ci do gustu.

    OdpowiedzUsuń