sobota, 11 lutego 2017

Co z tą wiosną i trochę serc przedwalentynkowych;-)

Na wierzbie 
nad samym rowem - 
srebrne kotki marcowe. 
Na deszczu i na słocie 
srebrnieją im futra kocie. 
Ale kotki marcowe nie piszczą. 
Huśtają się na gałązkach. 
Mruczą: 
- Nareszcie wiosna! 
I sierść mają coraz srebrzystszą.
                              (Joanna Kulmowa)

No i co z tą wiosną kochani??? Gdzie ona się podziewa, co sobie myśli i dlaczego każe na siebie tak dłuuuugo czekać???
Uparcie szukam jej śladów, ale ciągle niewiele tego bardzo.
Wybrałam się dzisiaj nad Odrę z nadzieją na najdrobniejsze przejawy wiosny...
I co? I pstro! Wiosna ani myśli się pojawić.
Znalazłam co prawda kilka baziowych wierzbowych gałązek, ale jakieś nieśmiałe bardzo, delikatne, lękliwe, skromniuteńkie. Jakby przepraszały,że za wcześnie.
Odra całkiem jeszcze lodem skuta, ptaki sobie po lodzie spacerują, wiosny ani śladu:(


Chyba im zimno i też z utęsknieniem wiosny wyglądają:)
Zrobiłam zdjęcie z kotkami wierzbowymi na pierwszym planie, żeby choć trochę tę wiosnę zaczarować.


Maleńkie ta bazie jeszcze, niepozorne... Ale są!!! I to daje nadzieję, że lada chwila świat się rozwiośni:)
Póki co natura jeszcze śpi. Śpią kotki na leszczynie i trawy i zioła. Tylko suche ubiegłoroczne badyle urozmaicają nieco krajobraz nad rzeką.


Zimno i mroźno było, więc pospacerowałam niedługo.
Przyniosłam do domu  kilka baziowych gałązek, niech mi o wiośnie przypominają.
To już tylko 36 dni!!!!!!!!!!!
A tak swoją drogą rozbestwiliśmy się nieco:)
Rozmawiałam dzisiaj z  Mamą, która ostudziła mocno moje wiosenne zapędy, przypominając mi czasy, kiedy w lutym nikomu nie przyszłoby do głowy za wiosną się rozglądać. Fakt, w czasach mojego dzieciństwa pory roku były wyraźne i zdecydowane i trwały tyle ile trwać powinny.
Zima zaczynała się już w listopadzie. Pamiętam, że dzień Wszystkich Świętych był najczęściej mroźny i przysypany śniegiem.
I trwała ta zima dłuuuugo.
Dopiero w marcu robiło się nieco cieplej, słońce zaczynało mocniej przygrzewać i pojawiały się pierwsze wiosenne zwiastuny.
Są dwie rzeczy, które nieodmiennie kojarzą mi się z wiosną mojego dzieciństwa: podkolanówki i chleb ze szczypiorkiem.
Kiedy w końcu Mama pozwalała te wymarzone i wyczekane podkolanówki założyć, to było już więcej niż pewne, że wiosna nadeszła.
Co z tego, że nogi w podkolanówkach siniały z zimna;-) Nic to, przecież WIOSNA!!!!!
A pajdę chleba grubo posmarowaną masłem i obficie garnirowaną szczypiorkiem, brało się do ręki i... na podwórko, zdobywać świat;-)
To były czasy! Nikt nie mógł nas z tego podwórka do domu zapędzić:)
Dzisiaj raczej jakoś odwrotnie bywa...
I jeszcze jedna rzecz z wiosną mi się bardzo kojarzy: gra w klasy:)
Na pierwszy plan wysuwa mi się coś co się nazywało grą "w chłopa":) Kto grał?
Nazwa od kształtu figury kreślonej na ziemi patykiem, albo na chodniku kawałkiem cegły.
W jednej ręce rzeczona pajda ze szczypiorkiem, a w drugiej płaski kawałek dachówki, czyli "kamyk", który rzucało się na kolejne pola. A potem się po tych polach skakało.
Raz na jednej nodze, raz na drugiej, potem "żabką" czyli na obu nogach.
Dopóki się nie "skuło". A działo się tak, kiedy kamyk nie trafił na określone pole, albo usadowił się na linii.
Wygrywała osoba, która pierwsza wykonała wszystkie zadania.
Uwielbiałam grę w klasy.
I wiecie co, kiedy teraz czasami (zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak!) widzę na podwórzu za domem narysowane "klasy", to nic nie jest w stanie mnie powstrzymać od skakania po nich na jednej nodze:-)))))
Taki odruch warunkowy:)


Zdjęcie pochodzi STĄD

Tak mniej więcej to wyglądało (tylko w wersji, którą pamiętam ramiona były dłuższe, a głowa podzielona na dwie części)

Ech, rozmarzyłam się... Coś się ostatnio często w czasy dzieciństwa przenoszę:)
Ale tak miło powspominać. Taka blogowa podróż sentymentalna.
Reasumując: wiosny w plenerach póki co nie ma, niestety, musi nam wystarczyć chwilowo wiosna w sercu:)
A wiosennie mi w nim bardzo już od pierwszych dni stycznia:)

Miałam Wam, zgodnie z tytułem posta, pokazać nasze przedwalentynkowe, sercowe działania, ale tak się rozpędziłam ze wspomnieniami, że warsztaty walentynkowe przeniosę do kolejnego wpisu.
Żeby nie być gołosłowną, pokażę tylko zajawkę tego, co robiłyśmy:


Takie sercowe aranżacje.
Szczegóły w kolejnym wpisie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich stałych bywalców "Groszkowo-różanych" okolic.
Witam nowych obserwatorów.
A uśmiech nieodmiennie wszystkim przesyłam.
Miłej niedzieli kochani.
I do następnego pisania:)


                FLORENTYNA







30 komentarzy:

  1. Zabawnie to wszystko opisałaś. Ja pamiętam tą grę w "chłopa", pamiętam też grę w gumę i wiele innych, które dzisiaj raczej nie są przebojami wśród dzieciaków, bardziej Play Station, czy inne tego typu ustrojstwa... Uwielbiam bazie! Powiem szczerze, że mam je w wizji na wiosenno-wielkanocną aranżację stołu na ten rok. Tylko skąd Ja je wytrzasnę! Będę musiała chyba gdzieś dalej pojechać poza miasto i przetrzepać jakieś krzaki...
    Serdeczności Florentyno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telepatia jakaś;) Właśnie pisałam komentarz u Ciebie pod Kartoffelmannem;-)
      W gumę też grałam, ale to trochę później. Pierwsze były klasy.
      Za baziami też przepadam, ale coraz o nie trudniej w mieście. Nad Odrą drzewa i zarośla powycinane w ramach modernizacji wałów nadodrzańskich (akcja przeciwpowodziowa), więc baziowych wierzb już prawie nie ma.
      Ja najczęściej idę na skróty i kupuję wiązki baziek na giełdzie kwiatowej. Póki co tam jeszcze też ich nie ma (byłam dzisiaj rano)
      Uściski przesyłam i uśmiech obowiązkowo!

      Usuń
    2. Szkoda, że Ja nie mam dojść do takich giełd, bo niestety już w kwiaciarni to trochę drogo mi wyjdzie, bo potrzebuję dużo, bardzo dużo tych bazi...

      Usuń
    3. Fakt, w kwiaciarni to trochę drogo. Szkoda, że jesteś za daleko, bo bym Ci giełdowe wysłała:)
      Nie pozostaje Ci nic innego, jak pobiegać gdzieś po chaszczach;-)

      Usuń
  2. Florentyno, piekne wspomienia, ja mam dokladnie takie same z mojego dziecinstwa i faktycznie kiedys zima to byla zima, nie bylo watpliwosci. Ilez to godzin po szkole spedzalo sie grajac w klasy i w gume...rozmarzylam sie, chcialoby sie choc na chwilke przeniesc do lat dziecinstwa...teraz faktycznie dzieci maja zupelnie inne zajecia i zabawy. Rozane serce przepiekne, pozdrawiam cieplutko i zycze milej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po szkole, jak tylko pogoda pozwalała, to się cały czas spędzało na podwórku, zapominając o Bożym świecie:) Czasy się zmieniają, dzieci mają inne zabawy, ale chyba tak musi być, bo świat nie ,może stać w miejscu. Tylko trochę te dzisiejsze dzieciaki za mało się ruszają, czasem przydałby się rower zamiast komputera... Ale myślę także, że to sprawa bardzo indywidualna i nie należy uogólniać. Znam mnóstwo rodziców, którzy jeżdżą ze swoimi dziećmi na wyprawy rowerowe, spacerują, bawią się na świeżym powietrzu. Wszystko zależy od podejścia. A komputer to też samo dobro (no bo przecież naszych blogów by nie było;-))) Ważne, by wyważyć proporcje. Jak we wszystkim zresztą.
      Uśmiechnięte pozdrowienia przesyłam do Twojej zamorskiej krainy:)

      Usuń
  3. No to co ja mam napisać, kiedy moje miłe poprzedniczki już napisały to co ja chciałam? , pozostaje mi przytaknąć na zgodę, mam tak samo i dołączam do zgodnego chóru ;) dorzucę tylko, że koło 2000, dokładnie nie pamiętam może to był 2001 roku była tak ciepła zima, że w lutym forsycje zakwitły, to było niesamowite, ale tylko raz pamiętam takie cuda, bardziej jednak zrobiło na mnie wrażenie, kiedy w Święta Wielkanocne 2013 dokładnie 31.03. napadało śniegu po sam ganek, zaspy były niebotyczne i Winerwonedrland taki jak na Boże narodzenie na pocztówkach ;) także spokojnie, z ta wiosną to bywa różnie ;)
    uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tę wiosnę zimą, kiedy forsycje zakwitły nie czekając na kalendarz:)
      I pamiętam doskonale zimę z początkiem maja 2013, wtedy pod ciężarem śniegu(!!!!!) przewrócił się, dosłownie na moich oczach (bo siedziałam akurat przy oknie) ponad trzydziestoletni klon jesionolistny rosnący przed moim domem. Niesamowity to był widok.
      A śnieg faktycznie trzeba było łopatą odgarniać.
      Fakt, pogoda i Matka Natura lubią czasem figle płatać:)
      Pozdrawiam z uśmiechem.

      Usuń
  4. Miłe wspominki. Też lubiłam w klasy grać. Żadne pocieszenie, że kiedyś były jeszcze dłuższe zimy. Ja chcę już wiosny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gigo, ja też wiosny chcę!!!!!! Na przekór kalendarzowi, na przekór aurze za oknem i na przekór rozsądkowi nawet (bo jako ogrodnik z wyuczenia, wiem przecież, że zima potrzebna, by różne badziewie powymarzało) Ale chcę wiosny i tyle!!!
      W moim Wrocławiu świeci dzisiaj słońce, ale mrozik ciągle nie odpuszcza.
      Całusy ślę i uśmiech nieodmiennie dołączam.

      Usuń
  5. Wiosna będzie,na pewno, kalendarzowa już 21 marca... Na pociechę mogę dodać że i tak będziesz się nią cieszyć wcześniej i to sporo niż ja na Pomorzu Gd. Dziękuję Ci za piękny wpis o brzozie. Jestem na Twoim blogu pierwszy raz i będę się z nim zapoznawać, myślę ze będzie to dla mnie prawdziwa uczta. Pozdrawiam.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana i to mnie właśnie trzyma przy życiu;-) Że przecież w końcu przyjdzie, rozkwieci się, rozświetli, rozćwierka:) Faktycznie, do mnie pewnie dotrze szybciej, niż do Ciebie na Północ.
      Bardzo się cieszę, że dołączyłaś do grona Groszkowo-różanych bywalców. Miło mi niezmiernie.
      Mam nadzieje, że zostaniesz na dłużej. Zapraszam serdecznie i dziękuję za miłe słowa.
      Pozdrowienia i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  6. Masz rację, kiedyś zima trwała od pierwszego listopada, kiedy to dopadały nas zimne podmuchy wiatru, pierwszy śnieg sypał w oczy, gdy piechotą wracałam z babcią z cmentarza. Kto wtedy słyszał o komunikacji miejskiej? Na oddaloną od miasta nekropolię szło się i szło. A jeszcze dłużej wracało, bo zimno spowalniało ruchy. Na ósmego marca ledwie ziemia zdążyła się pozbyć grubej warstwy śniegu. Na nadodrzańskich wałach pozostawały we zagłębieniach białe, śnieżne łaty. Króciutkie stokrotki ledwie nadążały wystawiać łebki do wyblakłych promieni słońca. Jednak pamiętam i taki marzec, kiedy jadłam lody na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu. Siedziałam na ławce w rozpiętym płaszczu i wystawiałam twarz, aby trochę opalić buzię. Miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że na cmentarzu było zawsze mroźno i śnieżnie. Pochodzę z niewielkiego podwrocławskiego miasta, więc o żadnej komunikacji miejskiej nikomu się nie śniło.
      I tak pięknie wyglądały w tym śnieżnym pejzażu płonące świece (bo zamkniętych zniczy w czasach mojego dzieciństwa jeszcze nie było).
      I panoszyła się ta zima od pierwszych dni listopada przez długie miesiące.
      I 8 marca też niestety najczęściej zimno było. Piszę "niestety", bo to dzień moich urodzin.Wolałabym je spędzać w scenerii wiosennej. W dzisiejszych czasach większe są na to szanse (mam nadzieję;-)
      Ale masz rację, czasem zdarzały się takie marce, że niemal tuż po moich urodzinach dostawałam pozwolenie na założenie wyczekiwanych podkolanówek, zamiast znienawidzonych już rajstop;-)
      Uściski ślę i uśmiech i życzę udanego nowego tygodnia.

      Usuń
  7. Twoim wpisem mnie również przeniosłaś do dziecinnych gierek.U nas grało się w grykla. Cóż to jest, namalowane
    kredem, cegłą czy patykiem klasy czyli prostokąt podzielony pionowo na dwie części a potem wszystko poziomo na cztery części czyli osiem klas.Do tego pamiętasz zapewne metalowe pudełko po paście do butów, wypełnione piaskiem i przesuwane skokami na jednej nodze przez osiem pól.Boże ile razy mój tata szukał pasty do butów, która w magiczny sposób ulatniała się z domu... potrzebny był grykiel. Tak to były pierwsze oznaki wiosny ,dzieciarni na ulicach grająca w grykla, potem skacząca w gumy i chodzące dziewczyny w tenisówkach z obcasami z ceramicznych korków od butelek po piwie założonych na gumce przepchnięta przez otwory w kapslu.
    Jolu trąciłaś w cudna,rzewna nutę wspomnień, bardzo Ci dziękuję za nie. Co do pajdy chleba to mnie namoczony w mleku i posypany cukrem, co to był za smak, smakował tylko na podwórku. Kochana Florentynko pozdrawiam Cie bardzo ciepło tak wiosennie, buziaki.Dziękuje za rady co do rehabilitacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były to fajne czasy i świetne zabawy;-) Czego to dzieciaki nie potrafiły wymyślić. I czego dorosłym nie podprowadzić, poczynając od pasty do butów, bo pudełko koniecznie potrzebne:)
      Obcasy też robiłyśmy;-)))
      A w kapsle grywałaś?
      Wiesz, tak jakoś ciągnie mnie ostatnio do wspomnień. Różne sytuacje dziejące się obecnie, przywołują inne, dawno minione... Więc utrwalam je póki całkiem w niebyt nie ulecą:)
      Uśmiech i pozdrowienia przesyłam i życzę pięknego tygodnia.

      Usuń
  8. Och jak miło się czytało Twój wpis...trochę sobie powspominałam też... piękne zdjęcia! Dziękuję za odwiedziny na blogu, pozdrawiam -Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja serdecznie dziękuję, że do mnie zajrzałaś. Jakoś tak sobie lubię ostatnimi czasy powspominać:)
      Dziękuję za miłe słowa. Pozdrowienia i uśmiech ślę.

      Usuń
  9. Wszyscy za nią tęsknimy, ale Mama ma rację, jeszcze zdecydowanie za wcześnie, w końcu "idzie luty podkuj buty". Cóż, ten rok o tym nam przypomniał. Śliczne zdjęcia🌺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozum mi mówi, że jeszcze zw wcześnie, ale emocje, serce i cały człowiek tak bardzo bardzo tęskni już za ciepełkiem, kwiatami, kolorami, zapachami, ach!!!
      Pięknego i uśmiechniętego tygodnia Ci życzę.
      A od jutra ma być we Wrocławiu cieplej i słoneczniej. I na to liczę:)

      Usuń
  10. Ja też pamiętam 1.11 w futerku i kozakach! A potem zmarznięci szliśmy do babci na obiad. Za to, tak jak piszesz, na Wielkanoc były podkolanówki! Poprzestawiało się nieco od tego czasu w pogodzie i stąd pewnie ludzka pogoń za wiosną w styczniu! ;)
    Grę w klasy pamiętam, chociaż ja częściej grałam w gumę, albo wisiałam na trzepaku. ;)Pajdy chleba też pamiętam, tylko u mnie suchy z solą, bo ja niejadek byłam okrutny! :)
    POzdrawiam Cię ciepło i miłego tygodnia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W futerku, albo nowym płaszczu, dumnie prezentowanym:-)))
      Z dzieciństwa kojarzę, że ten 1 listopada to był swoisty pokaz zimowej mody, przynajmniej w moim małym mieście:)
      W gumę też grałam, a jakże, ale trochę później, klasy były pierwsze.
      W dzieciństwie i ja byłam niejadkiem, ale pajda jedzona na podwórku wchłaniała się jakoś bezboleśniej niż ta jedzona przy stole, "po Bożemu";-)
      Serdeczności ślę i dużo uśmiechu na cały tydzień życzę.

      Usuń
    2. O nie, o pokazie mody u mnie nie było mowy! Raczej chodziło mi o kożuszek (z rozpędu napisałam futerko)i to szyty przez mamę, oraz ciepłe buty. :)) Bo ja chorowita przez to niejedzenie byłam, a na cmentarzu - brr, zimno! ;)

      Usuń
    3. A u mnie był wybieg;-) Cóż, może to specjalność małych miasteczek... Nie mówię o nas, dzieciakach wówczas, ale panie już dorosłe z wyraźną dumą prezentowały nowe futerka, kożuchy czy płaszcze;-)
      Było to trochę takie mini targowisko próżności;-)
      Pozdrowienia i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  11. Ależ fajnie czytało się twój post, wróciły dziecięce czasy :) Beztroska, luz i fajne zabawy :)
    U mnie też zima na całego, śniegu mnóstwo...ale bukiet z bazi w domu już stoi i przywołuje wiosnę :)
    Ściskam serdecznie, Agness :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy Agness:) Ostatnio pasjami do dziecięcych wspomnień wracam. I z ogromną przyjemnością. Tak miło powspominać...
      We Wrocławiu śnieg co prawda stopniał, ale mrozik cały czas trzyma.
      Podobno jutro i pojutrze ma być już cieplej. I na to liczę:)
      Uściski i uśmiech przesyłam i życzę dobrego tygodnia.

      Usuń
  12. Piękne wspomnienia zabaw podwórkowych. Moje podwórko tetnilo życiem ,dzieci było dużo .Z chlebem też się wychodziło, kromka chleba posmarowania masłem i posypaną też cukrem.U mnie jeszcze bazi nie ma.Oglądam codziennie jedno drzewo i czekam kiedy się rozwina.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wszystkie podwórka tętniły życiem, nie to co teraz:) W zasadzie po szkole to trudno było dzieciaki do domu zagonić. I tak aż do zmroku.
      U mnie dzisiaj zimno, że aż uszy marzną. Podobno od jutra ma się zacząć ocieplać. Na to liczę:)
      Serdeczności z uśmiechem przesyłam.

      Usuń
  13. Klasy pamietam i gumę też. Dobrze pamiętam swoje podwórko. Piękne wspomnienia:-)tak jak Twoje. Wiosny też wyczekuję z utęsknieniem a bazie to juz uroczo przepowiadają. Uśmiechy,buziaki ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, te same lata dziecięcych czasów, więc i wspomnienia mamy podobne:)
      U mnie dzisiaj słoneczko wyszło i trochę jakby cieplej. A jutro i pojutrze ma być jeszcze cieplej. Myślę, że wiosna jest już tuż tuż:)
      Uściski ślę i uśmiechy dołączam. Udanego walentynkowego dnia.

      Usuń