środa, 19 kwietnia 2017

Fiołkowe opowieści - część pierwsza.


"Sentymentalny,
Gimnazjalny
Bukiecik fiołków
niepowtarzalny, 
nierealny
bukiecik fiołków
potargany, pognieciony,
przyniesiony w kieszeni-
- ja nic nie mówiłam,
tyś się zaczerwienił."
                                 (Agnieszka Osiecka)


Witajcie kochani.
Czekałam na wiosnę, czekałam na fiołki. Wiosna przyszła, fiołki zakwitły, a na blogu florentynowym cisza trwa...
Pochłonęło mnie całkowicie życie codzienne, bieganie po szpitalach (całe szczęście, że wszystko dobrze i moi bliscy do zdrowia powracają), jednym słowem pospolitość znowu zaskrzeczała i na fiołkowe spacery nie było czasu.
Ale przecież fiołkowy wpis być musi, nie mogę sobie odpuścić:)
Bo takiego czaru i uroku próżno by szukać w innych kwiatach.
Mnóstwo ludzi pyta mnie bardzo często o mój ulubiony kwiat. Odpowiadam różnie, w zależności od pory roku, od nastroju. Ostatnio zastanawiałam się jednak, jaka byłaby moja odpowiedź, gdybym musiała wybrać ten jeden jedyny ukochany nade wszystko kwiat.
I fiołek wygrał bezapelacyjnie!!!



Choć niepozorny, delikatny i filigranowy, urzeka absolutnie i uwodzi magią zapachu.
Uwielbiam zanurzać nos w fiołkowych bukiecikach i napawać się zapachem marzeń.
Bo moje marzenia od najdawniejszych dziecięcych czasów pachną fiolkami:)
Fiołki to kwiaty, które nieodmiennie z dzieciństwem mi się kojarzą i z nimi wiąże się wiele moich wczesnodziecięcych wspomnień.
Pamiętam, że w wieku lat 10-11 zaczytywałam się "Anią z Zielonego Wzgórza". Lekturę podsunęła mi Mama. Zaczęłam czytać i... przepadłam z kretesem. Zakochałam się w Ani na zabój. Do tego stopnia, że nosiłam książkę ze sobą do szkoły, nie mogąc się z nią rozstać ani na chwilę:)
I tu mała dygresja: przygotowywałam się wówczas do konkursu recytatorskiego i zamarzyło mi się, że jako prozę wybiorę sobie fragment z mojej ukochanej "Ani". I nic z tego nie wyszło. Jakiś bardzo ważny Pan Inspektor od spraw szkolnych był łaskaw nazwać moją najulubieńszą lekturę  "rupieciarnią". Odebrałam to niemal jako obrazę osobistą:) A bardzo ważnego Pana Inspektora znienawidziłam dożywotnio;-)
No i niestety recytować musiałam to, co dla mnie wybrano. Właściwe i odpowiednio zaangażowane. Takie to były czasy...
Ale wróćmy do fiołkowego wątku. Ania, jak zapewne większość z Was wie, bardzo lubiła nadawać nazwy drzewom, kwiatom, miejscom. I tak właśnie niewielka zielona kotlina nieopodal lasu pana Bella nazwana została przez nią "Doliną Fiołków". Małe, niepozorne zagłębienie w cieniu starych drzew, wiosną zmieniało się w krainę czarów, mieniącą się ametystową barwą miliona fiołków. Lubiłam sobie wyobrażać to miejsce. 
Bardzo chciałam mieć swoją "Dolinę Fiołków". I wyobraźcie sobie, że udało mi się taki fiołkowy zakątek odnaleźć w mieście mojego dzieciństwa:) 
Tuż za wiaduktem kolejowym, naprzeciwko kamieniołomów była głęboka kotlina (wspaniale zjeżdżało się zimą na sankach z jej stromych stoków). A wiosną, w kwietniu i maju dolina opalizowała fiołkami. Było ich tam zatrzęsienie.



Brodząc wśród morza urokliwych, fioletowych kwiatów, trzeba było bardzo uważać, by ich nie podeptać.
Uwielbiałam wyprawy "na fiołki". Przysiadałam w trawie i cierpliwie układałam z maleńkich, wonnych kwiatów okazałe bukieciki, którymi później obdarowywałam bliskich i przyjaciół.
Najpiękniej pachniały te zbierane w słoneczny dzień.
W moim rodzinnym miasteczku rosły niemal wszędzie, nie tylko w Dolinie Fiołków.
Było ich mnóstwo na każdym nawet najmniejszym spłachetku trawy.
Wczesnowiosenne wieczory mojego dzieciństwa miały zapach fiołków.




Być może moja fiołkowa miłość wiąże się z imieniem,które wybrał dla mnie Tata: wszak Jolanta to imię wywodzące się z języka greckiego i oznaczające ni mniej ni więcej, tylko "kwiat fiołka":)
Starożytni uważali fiołki za święte. Były także symbolem miłości, zwłaszcza tej nieśmiałej, skrywanej...
Dzisiaj, wręczając komuś bukiecik fiołków mówimy mu bez słów: "często o Tobie myślę, tęsknię za Tobą i smutno mi bez Ciebie":)
A w słowniku Władysława Kopalińskiego fiołek oznacza wierność, miłość, naturalny urok i piękno.

Cieszmy się fiołkami, póki jeszcze kwitną. Otaczajmy się ich zapachem. Nie są pod ochroną, więc możemy je zrywać do woli.
Ustawiajmy fiołkowe bukieciki na parapetach okiennych,, na stołach, szafkach i komodach.
Im więcej tym lepiej:)

Pozdrawiam fiołkowo, kończąc część pierwszą mojej fiołkowej opowieści.
Ciąg dalszy nastąpi:)

Do napisania.



FLORENTYNA













16 komentarzy:

  1. Sama odebrałabym to jako ujmę na honorze, gdyby ktoś nazwał ulubioną książkę rupieciarnią. Niezaprzeczalnym faktem jest, że kiedyś to nauczyciel stał na piedestale i to on -punkt 1 Miała zawsze racje. Punkt 2. Racji nie miał-patrz punkt pierwszy ;)
    W Ani zaczytywałam się z takim samym zamiłowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Miłośniczko Ani, czyli, jak powiedziałaby nasza ulubiona bohaterka: bratnia duszo;)
      Fakt, dawniej z nauczycielami się nie dyskutowało. Tak bardzo chciałam coś z Ani na konkursie recytatorskim powiedzieć, ale moja pani od polskiego niestety popierała zdanie Bardzo Ważnej Persony.
      I nici z mojego chcenia:)
      Dziękuję za odwiedziny, serdeczności i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  2. Szkoda, ze nie mozna przekazac ich zapachu na odleglosc!!!
    Fiolkow najbardziej mi brakuje po sprzedazy domu:-(
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie szkoda:) Ten zapach nieodłącznie kojarzy mi się ze szczęśliwymi, beztroskimi latami. Jest absolutnie cudowny.
      Wcale Ci się nie dziwię, że Ci brakuje Twoich ogrodowych fiołków. Ja nie mam ogrodu, ale brakuje mi tych z dawnych lat i tych z ogrodu moich rodziców. Teraz muszę wyprawiać się dosyć daleko na fiołkowe spacery. Co innego w moim małym miasteczku... Były wszędzie;-)
      Pozdrawiam cieplutko, uśmiech przesyłam i udanego weekendu życzę.

      Usuń
  3. A jak ładnie wyglądają w wiosennej surówce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, są jadalne i smakują fiołkowo (pod warunkiem, że oderwie się płatki kwiatowe od łodyżek - unikniemy w ten sposób "trawiastego" posmaku). Fantastyczny jest też fiołkowy cukier.
      O jadalnych właściwościach fiołków i ich kulinarnych zastosowaniach można poczytać na blogach kulinarnych i tych o dzikiej kuchni.
      Jako dekoracja słodkich potraw, albo sałatek są faktycznie urzekające i bardzo plastyczne.
      Pozdrawiam, uśmiech przesyłam i życzę udanego weekendu.

      Usuń
  4. Witaj pokrewna duszo! Ania Z Zielonego Wzgórza była przyjaciółką mojego dzieciństwa i młodości. Wracałam do tej książki przez lata. Znam na pamięć niektóre jej fragmenty, chyba trochę ukształtowały one moje życie. Tak jak Ania nadawałam nazwy miejscom. Pozdrawiam bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Ja też wielokrotnie do Ani wracałam i robię to nadal. Też potrafię niektóre fragmenty odtworzyć z pamięci:) Cieszę się, że jest więcej osób "Aniowo zakręconych";-) Pozdrawiam serdecznie i uśmiech ślę.

      Usuń
  5. i ja kocham fiołki.....i jako dziewczyna je zbierałam u nas chociaż nie w dolinie, ale na górce, na której stoi nasza baszta warowna. Ta górka słynęła z pachnących cudnie fiołków, które, jak to mój jeden znajomy zawsze mówił "przystawały na Józefa". I dzisiaj tam kwitną, tyle, że ja już tam nie zaglądam....wstyd przyznać. Tu gdzie spędzam teraz czas też są, ale nie tak intensywnie fioletowe i niestety nie pachnące.
    Pozdrawiam cielutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że chyba nie ma osoby, która nie lubiłaby fiołków:) Przynajmniej ja o nikim takim nie słyszałam. Moja dolina fiołków zarosła krzewami i drzewami. Specjalnie zajrzałam tam ostatnio, gdy byłam w mieście mojego dzieciństwa. Nawet jeśli fiołki nadal tam kwitną, to dostępu do nich broni poplątany gąszcz krzaków. Wszystko inaczej niż we wspomnieniach...
      Do fiołków mam teraz daleko. Pod moim blokiem rośnie ich nieco, ale to raczej do oglądania niż do zrywania. Brakuje mi fiołkowych bukietów.
      Serdecznie pozdrawiam, uśmiech przesyłam i życzę pięknej niedzieli.

      Usuń
  6. Piękny fiołkowo - aniowy wpis Jolu. Fiołki pachną a wspomnienia opowieści o Ani przypominają młode błogie lata.Lubiłam Anię z Zielonego Wzgórza ale nie aż tak bardzo jak Ty. Wówczas rozczytywałam się w literaturze podróżniczo-przygodowej dzięki Szklarskiemu , Fiedlerowi , Halikowi i innym pisarzom. Uwielbiałam jednym słowem geografię. Buziaki, uśmiechy ślę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Bożenko. Faktycznie, zarówno Ania jak i fiołki mocno kojarzą mi się z wczesnoszkolnymi błogimi latami. Ja Anię uwielbiałam i jeszcze teraz czytam ja sobie od czasu do czasu. Ale lubiłam też cykl o Tomku, Pana Samochodzika, książki Fiedlera. Tak prawdę mówiąc to czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce;-) Pozdrowienia uśmiechnięte przesyłam.

      Usuń
  7. Też uwielbiam fiołki i Anię z Zielonego Wzgórza, może to się jakoś łączy;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba tak:) Ania przecież też fiołki uwielbiała, więc myślę, że miłośnicy Ani nie mogą ich nie lubić. Pozdrawiam serdecznie i z uśmiechem.

      Usuń
  8. Cudnie pachnace, obłedne fiołeczki. Tez bardzo je lubie. Sa takie romantyczne. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam i ja Haniu, dziękując za odwiedziny i uśmiech śląc:) Myślę, że chyba nie ma osoby, która by fiołków nie lubiła. Są takie wdzięczne, a zapach!!! Szkoda, że nie można go przesłać internetowo;-)

      Usuń