poniedziałek, 22 maja 2017

Maj, miesiąc szczęścia, czyli o lilaku krótka opowieść.





                                                                                                                                                          Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam - rwetes, olśnienie
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
                                   (...)

Głowę w bzy - na stracenie,
W szalejące więzienie.
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
                                      (Julian Tuwim)

                                                                                                           


                                                                                             

W maju nietrudno o szczęście;-)
Wystarczy zanurkować w krzak bzu i, upajając się niepowtarzalnym zapachem, uważnie przyjrzeć się drobnym fioletowym kwiatom podobnym do małych gwiazdek. Na ogół mają tylko 4 płatki, takich jest baaardzo dużo i nie o te nam w danej chwili chodzi:)
Szukamy "wybryku natury", czyli kwiatka o pięciu płatkach.
A jak już go znajdziemy - szczęście murowane;-)
Ale, ale, nie tak od razu, bo jak mówił Hemingway chociaż "ludzie ciągle szukają skróconych dróg do szczęścia, nie ma skróconych dróg."
Dokładnie tak jest i w przypadku szczęścia bzowego;-) Samo znalezienie nietypowego kwiatka jeszcze nam szczęścia nie zagwarantuje;-)
Co zatem trzeba zrobić? Nie wiem jak jest dzisiaj, ale w czasach mojego wczesnoszkolnego dzieciństwa trzeba było taki kwiatek... zjeść, albo wrzucić sobie za koszulę;-)
Czy też tak robiliście, czy to tylko jakieś lokalne zwyczaje?
Ja wolałam zjadać, niż wrzucać za bluzkę, bo przecież zza bluzki wypadnie, a co zjem to moje - szczęście pewniejsze;-)))



Pamiętam, że w mieście mojego dzieciństwa bzów było zatrzęsienie.
Ach, jak wtedy upojnie pachniał maj.
W ogrodzie rodziców rosły trzy okazałe krzewy. Dwa fioletowe i jeden biały.
Było gdzie szukać szczęścia;-)
Najadłam się tych bzowych szczęśliwych kwiatków całe mnóstwo.
I wiecie co, chyba zadziałały;-))) No, przynajmniej jeśli chodzi o maj.
Jak daleko sięgam pamięcią, maj był dla mnie zawsze miesiącem pięknym i bardzo szczęśliwym. I tak jest do dzisiaj.
Magia czarodziejskich kwiatów bzu...

CZY BEZ TO BEZ, A JEŚLI NIE, TO CO?


Krzew, który wszyscy od zawsze nazywamy bzem, tak naprawdę bzem nie jest i z prawdziwym bzem czarnym (Sambucus nigra), czy z bzem koralowym (Sambucus racemosa) nie ma nic wspólnego.
Skąd zatem ta nazwa?
Ano wszystko przez Austriaków, do Austrii bowiem bez został sprowadzony po raz pierwszy z Turcji.
Wiedeńczykom przyszło do głowy, że ten pięknie pachnący krzew musi być spokrewniony z bzem czarnym. Skąd to przypuszczenie? Ano stąd, że młode pędy obu gatunków mają miękki, gąbczasty rdzeń. I tak oto, urodziwym, egzotycznym krzewom nadano nazwę: Turkischer Holunder, czyli turecki bez czarny. Choć tak naprawdę ani on turecki, ani bez, ani czarny.
Dlaczego nie turecki? Bo wbrew temu, co by się pozornie wydawało wcale z Turcji nie pochodzi, choć stamtąd do Europy przywędrował.
Jego naturalne stanowiska odkryto na Półwyspie Bałkańskim (tereny Rumunii). Turcy go najprawdopodobniej "udomowili" w XV wieku, po opanowaniu Półwyspu Bałkańskiego.
Dlaczego nie bez? To już wiemy - czytajcie wyżej.
A dlaczego nie czarny? No bo widział kto kiedy czarne kwiaty u bzu;-)))




JAK NAPRAWDĘ BEZ SIĘ NAZYWA I SKĄD TA NAZWA?


Ano naprawdę nazywa się lilak, lilak pospolity (Syringa vulgaris).
Większość z Was zapewne zna tę nazwę doskonale.
Słowo lilak wywodzi się z języka perskiego. Kolor niebieski zwano w tym języku "nilak", a krzew o kwiatach w tym kolorze "lilag". Arabowie przekształcili tę nazwę na "laylak", Turcy natomiast na "lilak". Ot i cała historia z prawdziwym imieniem rzekomego bzu:)
(Powyższe informacje zaczerpnęłam z artykułu doktora Tomasza Aniśko zamieszczonego w "Ogrodach" 4/2000)

LILAK I FLORYŚCI


Trudno tego cudnie pachnącego krzewu nie kochać, więc i florystom jest raczej bardzo bliski.
Co prawda sporo z nim kłopotu, bo nie jest zbyt trwały i szybko więdnie.
Po ścięciu z gałązek bzu należy usunąć liście, wyglądają co prawda ładnie, ale obniżają trwałość kwiatów, poprzez zwiększenie transpiracji.
Poza tym łodygi należy podciąć ukośnie i zanurzyć w wodzie głęboko, aż pod kwiatostany. I tak pozostawić na kilka godzin (a jeśli to możliwe, na całą noc), potem dopiero używać do bukietów czy kompozycji. Inny sposób to zanurzanie końców łodyg we wrzątku na kilkadziesiąt sekund, a później umieszczanie roślin w wodzie , ale nie lodowato zimnej.
Absolutnie nie należy miażdżyć końców łodyg. Roślina tak potraktowana nie będzie miała możliwości pobierania wody (ponieważ uszkodzimy wiązki przewodzące) i bardzo szybko zwiędnie.
Ważne jest też by ścinać bez w pełni rozwinięty, ten w pąkach zwiędnie bardzo szybko zwiędnie.
Nie bez znaczenia jest też pora dnia: najlepiej ścinać kwiatostany bzu wczesnym porankiem lub wieczorem.
Uroczo wyglądają wianki i bukiety z bzu.
Wianek zrobiłam na jednych z ostatnich zajęć. Przyznacie sami, że wygląda uroczo:) A jak pachnie!



A tak prezentuje się na modelce:


Do kompletu z wiankiem powstał bukiet z gałązkami lilaka, w boho-stylizacji.
Autorką bukietu jest Joanna Tatar.


Bardzo lubię bukiety z bzu. Kilka gałązek ustawionych w wazonie sprawia, że cały dom pachnie szczęściem:) 
A jak wspaniale wybrać się na spacer w ciepły majowy wieczór... zapach bzu upaja, uszczęśliwia, rozmarza. Chciałoby się wąchać, wąchać i wąchać.
Maj ma się ku końcowi. Bzy powoli zaczynają przekwitać, ale jeszcze są, jeszcze pachną.
Trzeba się nawąchać, by wystarczyło do przyszłego roku;-)
Bo ten pędzony, zimowy nie pachnie niestety:(
Bo bez można kupić także w zimie, ale to już całkiem inna bajka...

Pozdrawiam serdecznie i  do następnego pisania.

Przesyłam Wam uśmiech i zapach bzu:)




FLORENTYNA






12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja też:) I jak każdy zapach, z czymś go utożsamiam. Jak pisałam już kiedyś, marzenia pachną fiołkami. Szczęście natomiast ma zapach bzu:)
      Pozdrawiam bardzo serdecznie i uśmiech wiosenny przesyłam.

      Usuń
  2. Fantastyczny wianuszek:)
    Jeśli chodzi o mnie to bez mógłby kwitnąć przez cały rok.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Też tak mam, chciałabym zanurzać się w bzowym zapachu cały rok;-) Ale czy wtedy by nam nie spowszedniał? Dziękuję za odwiedziny. Pozdrowienia i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  3. Pamiętam tą zabawę w szukanie odmiennego kwiatka bzu i ja również , jeśli takowy znalazłam, to go zjadałam, a bez- do tej pory uwielbiam, ale nie zjadać, tylko wąchać i napawać się jego widokiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zwyczaj ogólnopolski, a nie regionalny:) Tak sobie uświadomiłam, że w tym roku nie zjadłam pięciopłatkowego kwiatka bzu, ba nawet nie znalazłam takowego;-) Muszę co prędzej zaniedbanie nadrobić, póki jeszcze nie wszystkie bzy przekwitły. Wącha bez też uwielbiam i smutno mi, że kwitnie tak krótko. Uściski i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  4. I ja się bawiłam w dalekiej przeszłości z kwiatkamim bzu, ale już nie pamiętam co robiłam z nimi , gdy znalazłam ten pięciopłatkowy.
    Bardzo ciekawy Twój post Florentyno. Wspaniale prybliża bez i historię jego nazwy.
    Dzisiaj bzy wypierane są w ogrodach nowomodnymi nasadzeniami a szkoda.....
    U nas w ogrodzie są jego krzaki, tylko, że jednego rodzaju. Jeden rośnie przy balkono-tarasie i nie pozwalam mężowi go wyciąć.....chociaż on ma takie zakusy.

    Pozdrowienia posyłam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie chyba większość z nas w dzieciństwie poszukiwała szczęśliwych kwiatów bzu:)
      Cieszę się, że mój wpis Cię zainteresował. Dziękuje za miłe słowa.
      Masz rację, bzy w ogrodach sadzi się rzadziej, więc trzeba chronić te, które już rosną. Nie pozwalaj mężowi wycinać bzu. Tak cudnie pachną pod tym krzewem majowe wieczory, Nic się nie może równać z tym zapachem. Serdeczności przesyłam i uśmiech dołączam.

      Usuń
  5. Co rok czekam na kwitnące i zniewalająco pachnące bzy. To wtedy dla mnie znak , ze już będzie pięknie, słonecznie i ciepło. W dzieciństwie szukaliśmy nietypowy kwiatków ale nic więcej . Każdy się cieszył i dzielił tą radością z innymi. Piękny i ciekawy wpis Jolu, jak zwykle. Wzbogaciłam wiedzę o bzach. Na szczęście obok mnie na osiedlu tych pięknych krzewów dostatek i oby tak było i było. A szczęścia należy szukać w sobie - to trudne ale wykonalne. Buziaki, uśmiechy śle:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja na nie zawsze bardzo, bardzo czekam. A potem, kiedy już są to mi smutno, że tak szybko przekwitają. Chyba wszyscy w dzieciństwie szukaliśmy pięciopłatkowych kwiatków bzu:) Z tego co piszesz, to jednak nie wszyscy je zjadali;-)))
      U mnie na osiedlu też mnóstwo jest bzów. I dlatego majowe wieczory pięknie pachną szczęściem.
      Masz rację, że szczęścia należy szukać w sobie, bo tam znajdzie się je najpewniej:) Myślę jednak, że małe "wzmocnienie" w postaci szczęśliwych kwiatuszków bzu, nie zawadzi;-)
      Dzięki za miłe słowa. Zawsze cieszy fakt, że to, co piszemy ktoś czyta, a jeśli do tego czyta z przyjemnością - to też jest już szczęście:)
      Całusy i uśmiech przesyłam.

      Usuń
  6. Dziękuję za wiersz Tuwima, kojarzy mi się z dzieciństwem. Pozdrawiam:)Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Asiu. Tuwima uwielbiam od zawsze. I mnie jego wiersze kojarzą się z dzieciństwem:) A to "Rwanie bzu" jakoś tak szczególnie z "Syzyfowymi pracami" Żeromskiego (za moich czasów była taka lektura), kiedy to Marcin Borowicz ogołocił z bzów przydrożną kapliczkę:) O ile pamiętam dla mamy te bzy targał, więc chyba zostanie mu wybaczone;-) Pozdrawiam bardzo serdecznie i zwyczajowo już, uśmiech dołączam.

      Usuń