poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Wojsławice, moje miejsce magiczne i VI Piknik Ogrodowe Smaki

"Jest takie miejsce, na końcu świata";-)


Tak mówi piosenka. Ale to miejsce o którym chcę dzisiaj pisać wcale nie leży na końcu świata. 
Jest tutejsze, nasze, dolnośląskie. Bardzo bliskie. A przy tym absolutnie bajkowe i magiczne;-)
Co to za miejsce?


Pięknie tam, że aż dech zapiera. Można by rzec "przedsionek Raju";-)
Można by, gdyby nie to, że ja mam swoją własną teorię na ten temat.
Intuicja podpowiada mi, że żaden przedsionek, ale najprawdziwszy Raj bezspornie.
Myślę, że w tym właśnie zakątku na Ziemi Stwórca umieścił Adama i Ewę.
Kto był, ten z pewnością rozumie o czym mówię, a kto nie był jeszcze niech co prędzej przybywa przekonać się naocznie;-)

MOJE WOJSŁAWICKIE WSPOMNIENIA.



Jest ich mnóstwo. I są fantastyczne.
Jako, że pochodzę ze Strzelina, więc, od dzieciństwa, do Wojsławic miałam przysłowiowy  "rzut beretem";-) Trochę ponad 18 kilometrów.
Nie pamiętam, by między Strzelinem a Wojsławicami kursowały jakieś autobusy... Może były; ja po prostu  tego nie wiem.
Wiem natomiast, że wojsławickie Arboretum było miejscem, gdzie często autokar szkolny woził nas na wycieczkę;-) Ach, jak ja lubiłam to miejsce. Tajemnicze, cieniste, ze starymi drzewami, wprost wymarzone na romantyczne spacery z aktualną szkolna miłością;-)
Wycieczek było mnóstwo, miłości się zmieniały, ale spacery zawsze miały niezapomniany urok;-)


zdjęcie pochodzi STĄD

Może to jeden z powodów dla których to miejsce wspominam z takim sentymentem.... Pierwsze szkolne trzepotanie serca, nieśmiałe trzymanie się za rękę, uwodzicielskie spojrzenia... Magia;-)
Dziś powiedzielibyśmy pewnie o "motylach w brzuchu", ale w moich szkolnych czasach tak się jeszcze nie mówiło;-)
Kiedy szkoła zmieniła się z tej podstawowej na średnią, wycieczki autokarowe zastąpiliśmy wypadami rowerowymi. Już sama droga była ogromną frajdą. Nic to, że z powrotem na pewnym odcinku trzeba było mozolnie  pchać rowery pod górę... Kto by się tym przejmował. Do Wojsławic było z górki. A z powrotem: kto by o tym myślał. Najważniejsze było tu i teraz: ten jedyny, czy ta jedyna obok na rowerze, wokół oszałamiająco i majowo, a w Wojsławicach rododendronowe szaleństwo. 
Może właśnie dlatego pierwsze szkolne zauroczenia bardziej kojarzą mi się z rododendronami niż z przereklamowanymi bzami;-)


A dużo, dużo później ja sama zostałam nauczycielką. O roślinach uczyłam, bo jakżeby inaczej;-)
I z kolei z moimi uczniami  jeździłam na wycieczki do Wojsławic.
Jednym słowem jest to miejsce bliskie mojemu sercu od zawsze (od mojego zawsze, czyli odkąd sięgam pamięcią;-)





A JAK JEST TERAZ...


Dzisiaj Wojsławickie Arboretum to ogrom w porównaniu z niewielkim cienistym ogrodem, który pamiętam z dzieciństwa.
Jak czytamy w historii ogrodu na oficjalnej stronie Arboretum :
W 1977 r. Komisja Ogrodów Botanicznych i Arboretów w Polsce nadała parkowi w Wojsławicach rangę Arboretum, a w 1983 r. cały obiekt  (blisko 5 hektarów) wpisano do rejestru zabytków kultury.

Widzicie sami jak ogromna różnica: 5 hektarów w latach siedemdziesiątych, a obecniepowyżej 60 hektarów!!!

 A od 1988 roku Wojsławickie Arboretum jest filią Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego.

I ciągle dzieje się tam coś ciekawego, niebanalnego, nowego zachwycającego. Wojsławice kuszą nie tylko pięknem i różnorodnością roślin, lecz także mnogością wydarzeń;-)

I jeszcze do końca października będzie się  tam mnóstwo działo.
Kalendarz imprez do końca sezonu znajdziecie TUTAJ.   


                                                     




                            PIKNIK OGRODOWE SMAKI - NIEDZIELA 

                                          18 SIERPNIA 2019

Miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczenia w kolejnym atrakcyjnym wojsławickim wydarzeniu.
Był to  szósty już , Piknik Ogrodowe Smaki
Oj działo się działo
Kiermasze, wystawy, a przede wszystkim fantastyczny spacer z przewodnikiem, podczas którego Pan Tomek Dymny i Pani Ewa Kuczyńska snuli arcyciekawe i fascynujące opowieści o roślinach i ich właściwościach.






Znacie hosty?





Co za pytanie??? Oburzy się na pewno większość z Was. Kto by nie znał host, cudnych bylin do cienistych ogrodów?
No dobrze, znacie zatem;-) Ale czy wiecie, że są jadalne?
Próbowaliśmy wczoraj zarówno ich liści, jak i kwiatów.

CZY WIECIE, ŻE:

- z liści hosty można robić gołąbki
- młode pędy hosty, takie wykluwające się z ziemi, można ugotować, polać roztopionym masłem i       zjeść jak szparagi (obie zresztą rośliny należą do tej samej rodziny)
- zarówno liście jak i  kwiaty hosty można jeść na surowo lub po ugotowaniu
- liście można udusić i doprawić jak szpinak
- kwiaty pięknie zaprezentują się w różnego rodzaju sałatkach


A bergenię znacie?



I znowu pewnie oburzycie się na mnie za pytanie o rzeczy oczywiste;-)

W porządku, ale czy wiecie, że z lekko podfermentowanych liści bergenii można zaparzyć wspaniałą herbatkę, która, według Pani Ewy Kuczyńskiej jest smaczniejsza od herbaty zielonej;-)

Już w takim razie nie będę pytać, czy znacie begonię stale kwitnącą...


Zapewniam Was, że ma przepyszne, nieco kwaskowate kwiaty;-) Próbowałam.

To tylko mini próbka tego o czym była mowa podczas wczorajszego spaceru. Smaków niezwykłych, niecodziennych i zaskakujących poznałam mnóstwo. Wiedzy przekazano mi tyle, że gdybym tylko potrafiła, mogłabym napisać sporą książkę;-)

A na zakończenie spaceru czekała nas przepyszna, zachwycająca niespodzianka.
Wspaniały kwiatowy piknik.
Pyszności tyle, że nie sposób wymienić wszystkich. Cuda, cudeńka!!!


Bardzo smakowała mi zupa z cukinii i łobody, której niestety nie zdążyłam sfotografować.

Najbardziej jednak urzekły mnie swoim smakiem pąki liliowców duszone w oleju z czosnkiem.
Niebo w gębie!!!!!



To był naprawdę fenomenalny, przewyborny i pyszny dzień.
Wróciłam zmęczona, ale cała happy, entuzjastyczna, napojona wiedzą i pełna pomysłów na florystyczne i około florystyczne działania.

A póki co, muszę kończyć, bo wpis mi się rozrasta nieprzyzwoicie;-)
Pozdrawiam Was serdecznie i zachęcam do odwiedzenia Wojsławickiego Arboretum.
To szczęśliwe miejsce. Fantastycznie ładuje się tam akumulatory.
Chciałam Wam jeszcze wspomnieć o naszych warsztatowych działaniach w Wojsławickim ogrodzie, ale to już tematy na kolejne wpisy.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i do napisania.

 FLORENTYNA


5 komentarzy:

  1. To bajecznie wprost piękne miejsce. Niestety nigdy tam nie byłam, ale od lat oglądam relacje z tego miejsca i za każdym razem jestem tak samo urzeczona :)
    Świetne są te ciekawostki na temat kwiatów i roślin jadalnych. Sporo z nich znam, ale nie miałam pojęcia, że hosty można jeść, czy że z bergenii powstaje pyszna herbatka :)
    Ściskam serdecznie, Agness<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Agness. Dziękuję za odwiedziny. Arboretum w Wojsławicach to naprawdę miejsce niezwykłe. Jak tylko będziesz miała okazję to się tam wybierz. Satysfakcja gwarantowana.
      Ja tez nie wiedziałam wielu rzeczy o roślinach, które znam od lat (tak mi się wydawało;-) Po każdym pobycie w Wojsławicach wracam tak "doładowana" wiedzą, że aż się prosi by się tym natychmiast dzielić;-) Oczywiście we wpisie to tylko maleńka zajawka. Cuuuda mi tam o roslinach opowiadano, a jakie pyszności jadłam. Palce lizać;-) Sedrecznie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Dearest Florentyna,
    That was a lovely Arboretum visit and one always learns something new.
    Hostas are lovely shade loving plants.
    Hydrangeas of course are always lovely, when they get enough water that is.
    Hugs and happy ending of summer!
    Mariette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dear Mariette.
      Thank you for visiting and nice comment.
      Best wishes and a beautiful end to the summer.

      Usuń