wtorek, 27 sierpnia 2019

Wpis zupełnie nietypowy, czyli Florentynowe planowanie, sukcesy i porażki;-)

Kochani, ja wiem i Wy też zapewne doskonale wiecie, że planowanie jest modne i popularne niezwykle. I tylu ma entuzjastów, co przeciwników.


Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez planowania i są też tacy, którzy planowania nie znoszą, twierdząc, że zabija spontaniczność, narzuca natomiast schematy i rutynę...
Hm, nie wiem jak Wy, ale ja planowanie lubię bardzo.
Wielu ludzi wokół mnie przyjmuje ten fakt z pewnym politowaniem, cytując dość znane powiedzenie: "Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz Mu o swoich planach".
Cóż nie jest dla nikogo tajemnicą, że nie wszystkie plany udaje się nam zrealizować. Niektóre odkładamy na późniejszy termin, z innych po prostu rezygnujemy. Życie...
Ale czy to powód dla którego należy planowania zupełnie zaniechać?
Jak myślicie?
Ja myślę sobie, że można przerobić zacytowane wyżej powiedzenie na: Jeśli chcesz wkurzyć Pana Boga, powiedz Mu, że żyjesz bez planu;-))))

Bo życie bez planu to chaos i marnowanie czasu. Tak sobie myślę.
A Wy jak sądzicie?




Lubię planowanie, bo porządkuje mój czas i pozwala mi na jego efektywne wykorzystanie.
Wiem z doświadczenia, że jeśli mam zaplanowane działania na dzień, tydzień, czy miesiąc, jestem bardziej efektywna i czas nie ucieka mi przez palce.
Kiedyś nie planowałam swoich działań i na nic nie miałam czasu.
Od kiedy zaczęłam robić listy rzeczy do zrobienia i planować je w czasie, doba jakby nagle mi się wydłużyła;-)
Lubię planowanie, ale...

I tu przechodzę do moich ewidentnych porażek w planowaniu.
Kochani, mam to do siebie, że chciałabym zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Dużo, szybko, teraz, najlepiej na przedwczoraj;-) Co oczywiście jest mało realne, albo wręcz zupełnie nierealne. No i co z tego, że to wiem, i tak robię plany zbyt rozległe, zbyt wybujałe, żeby nie powiedzieć "rozbuchane".



I co się z ty wiąże? Ano nietrudno sobie wyobrazić; niezadowolenie z siebie, frustracja, wyrzuty sumienia, oskarżanie się o lenistwo, etc, etc.
Czy też tak macie? Jak sobie z tym radzicie?

Ja pracuję nad okiełznaniem planów usilnie. Hm... i muszę powiedzieć, że nawet trochę mi się udaje;-) Zaczynam planować nieco bardziej realnie. I wiecie co? Wychodzi!!!
To kwestia dyscypliny.
Wcześniej, kiedy mojego planowania było zbyt dużo, często właśnie na planowaniu się kończyło...

A przecież planowanie to nie sztuka dla sztuki, plany trzeba jak najszybciej realizować, wprowadzać w życie, tylko wtedy mają sens.
Co innego, kiedy to życie, rzeczywistość, wymaga od nas wyraźnie, żebyśmy swoje plany przeorganizowali. Wtedy trzeba odpuścić. 

METODY PLANOWANIA

Sposobów i metod planowania jest całe mnóstwo.
Chciałoby się powiedzieć, że niemal ile ludzi, tyle sposobów planowania;-)
I tu kochani dochodzimy do mojej kolejnej planowaniowej porażki, z którą niestety nie udało mi się uporać.
Otóż kochani planuję owszem, ale byle jak i byle gdzie...
W notesie, kalendarzu, w przypadkowym zeszycie, na karteczkach.
Gdzie się da, jak się da i kiedy się da;-)



A dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że bardzo chciałabym to moje, okiełznane już nieco planowanie, w końcu uporządkować;-)
Zakładałam Bullet Journal już chyba trzykrotnie. I co? I pstro! Trzykrotne fiasko.
Ale się zawzięłam.

Spróbuję znowu, bo bardzo, bardzo, bardzo mi się bujowanie podoba. Chcę też;-)
Naoglądałam się cudowności w internetach i zakochałam się w tym sposobie ogarniania rzeczywistości.
Podobno jeśli się rzeczywiście czegoś chce, to się to po prostu robi i tyle.
Może za mało chciałam dotychczas???

Cóż, spróbuję raz jeszcze, i będę próbować do skutku, a jak w końcu mi się uda, pokażę Wam efekty.

Póki co podglądam mistrzynie bujowania i się napawam cudownościami;-).

Moim absolutnym autorytetem w tej dziedzinie jest Ania INSPIROW.ANKA.
Z podziwem oglądam jej kolejne zachwycające zeszyty.

Popatrzcie sami:







Wszystkie zdjęcia autorstwa Ani ANNA KURTASZ

Przyznacie sami, że takie planowanie to mistrzostwo świata;-)

Też tak chcę!!!
Aniu, dziękuję Ci za morze , ba oceany inspiracji. I serdecznie pozdrawiam.
Kochani, dlaczego ten zupełnie niezwykły i u mnie, nieflorystyczny wpis?
Ano dlatego, że mam nadzieję, że może jeśli przyznam się większej ilości osób do mojej kolejnej próby planowania w BuJo, to może i mnie w końcu się uda;-)
Trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania;-)


 FLORENTYNA


15 komentarzy:

  1. Dziękuję ogromnie! Na pewno Ci się w końcu uda, bo próbujesz i się nie poddajesz, a to właśnie klucz do sukcesu! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę;-) Trzymaj kciuki proszę. Pozdrawiam serdecznie i buziole ślę.

      Usuń
  2. Ja jestem raczej zadaniowiec.Plan można by to na upartego nazwać bo rozpisuję sobie co tam umyślę najdalej na tydzień .Prawdziwy planowanie z dużym wyprzedzeniem to sprawy takie grubsze jak wakacje czy remont.Nie miala bym cierpliwości prowadzić jakieś zeszyty czy notatniki.Jedno co robię to kupując kalendarz na ścianę to patrzę żeby miał obok daty,dość miejsca na krótką notatkę .Lubię mieć zaplanowane sprawy do załatwienia ,wizyty,wyjazdy do kogoś itp.W glowie natomiast mam plan ale na sprawy banalne,na taką prozę życia np.w czwartek myję okna a w sobotę posprzatam wreszcie w spiżarni.Kiedyś czytałam o kimś znanym ,nie pamiętam ze takie zapisane kalendarze nie wyrzuca ,tylko są skróconą formą pamiętników.No wiem -nie jestem oryginalna ale tak musi być .Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to Joanna Chmielewska? Czy tak? Ona właśnie zawsze i wszędzie twierdziła, że nie wyrzuca żadnych starych kalendarzy i notesów i w razie czego zawsze wie, co i kiedy robiła;-)
      Ja lubię planowanie, a cudne zeszyty bullet journal budzą mój niekłamany zachwyt. Tyle, że brak mi wytrwałości w tym względzie, zaczynam i porzucam. Ale się uparłam, bo chcę mieć własny bullet journal i wiem, że w końcu mi się uda. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  3. Dearest Florentyna,
    LOVE that final photo and I've written many leather bound journals... They once will be all we have looking back on!
    Hugs,
    Mariette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dear Mariette. I also like nice notebooks very much. I send greetings and thank you for visiting.

      Usuń
  4. Ja planowałam teraz odeszłam od tej formy wykorzystania sowiego czasu.
    Plan jest ważny i jego realizacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, sam plan to jeszcze nic, dopiero realizacja nadaje mu sens. Ale samo planowanie też lubię bardzo. To taki fajne porządkowanie życia. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  5. Planować, notować, zapisywać... po prostu uwielbiam i robię to z prawdziwą przyjemnością :D Nie zawsze wszystko realizuję, niektóre sprawy przekładam na później ( też zapisuję ;) ) ale przynajmniej nic mi nie ucieka, o wszystkim pamiętam :)
    Trzymam kciuki, za Twój sukces w planowaniu :)))
    Ściskam serdecznie, Agness <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Agness. Ja tez uwielbiam i tez odnajduje w tym ogromną przyjemność, ale robię to byle jak i na kolanie;-) Moim marzeniem jest w końcu założyć bullet journal. Podglądam moje niedościgłe mistrzynie w tej materii i czekam aż się zarażę;-)
      A Ty jak planujesz? W BuJo, czy w przypadkowych notatnikach? Dziękuję za trzymanie kciuków i buziaki ślę.

      Usuń
  6. Planuje, planuje i planuje...i w ogóle nic z tego nie wychodzi...chyba Panu Bogu za głośno mówię;)
    A tak serio...tylko planowanie zakupów mi wychodzi...reszta ..coz ...ciągle dopisuje nowe rzeczy do zrobienia w danym tygodniu...A nie skreśla się niestety nic :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak bywa. U mnie było tak, kiedy planowałam zbyt dużo;-) A odkąd przeszłam na planowanie nieco bardziej realistyczne, jest lepiej. Tu udało mi się jakoś to ogarnąć. Natomiast nie udaje mi się przejść na piękne planowanie w bullet journalu, niestety;-(
      A Ty prowadzisz BuJo, czy planujesz w przypadkowych zeszytach? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję, że do mnie zajrzałaś.

      Usuń
  7. Kocham planować. Mam słabość do notatek, list zadań, list must have, list marzeń i list zakupów. Kalendarz to podstawa. Bullet to wyższa szkoła jazdy, Uwielbiam je oglądać. Podziwiam i zastanawiam się, czy dałabym radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja kocham planowanie, ale ciągle robię to "na szybko, na kolanie i byle jak;-) Od jakiegoś czasu przymierzam się do BuJo, ale tak jak piszesz to wyższa szkoła jazdy;-) Póki co podglądam i podziwiam moje mistrzynie w tym zakresie, przede wszystkim Anię https://inspirow.anka.com.pl/, jest rewelacyjna, a jej zeszyty BuJo to prawdziwe małe dzieła sztuki. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń