wtorek, 2 lipca 2019

Lawendowe oczarowanie, czyli lawenda, magia, warsztaty i miłość;-)

Piękny i upalny czerwiec dobiegł końca.
Caaałe długie wakacje przed nami, pełne obietnic, kwiatów, wschodów i zachodów słońca, smaków, zapachów i niezapomnianych chwil.
Zanim to jednak nastąpi mam dla Was garść czerwcowych wspomnień;-)
Mój wspaniały czerwiec zamknął się fantastycznym lawendowym podsumowaniem.
Ostatnie czerwcowe warsztaty czwartkowe zaprowadziły nas w miejsce niezwykłe, zachwycające, oszałamiające i magiczne.
To MAGIA LAWENDY, blisko, nieopodal Wrocławia, a jakby w innym świecie, w świecie bajki.
Lawenda nas zaczarowała i wzięła we władanie absolutne.
No, ale czy mogło być inaczej?
Popatrzcie sami:


Wejście do krainy marzeń...
Nasze lawendowe warsztatowe marzenie w końcu się spełniło;-)

I od tej chwili wszyscy czwartkowi warsztatowicze są już na zawsze lawendowo zakręceni.

Bo lawendy trudno nie kochać. Zniewoli urodą kwiatów, zachwyci kolorem, otuli zapachem i... już na zawsze człowiek zostaje jej wiernym fanem.



SKĄD PRZYCHODZISZ LAWENDO???

Kiedy myślimy "lawenda", pierwsze skojarzenie przenosi nas na rozległe, niezmierzone fioletowe pola Prowansji ciągnące się aż po horyzont.. To wszak znak rozpoznawczy tej urokliwej krainy.



I choć dzisiaj utożsamia się lawendę głównie z francuską Prowansją, to jednak prawdziwą jej ojczyzną  jest Persja i Wyspy Kanaryjskie. Najogólniej rzecz ujmując, lawenda to roślina Basenu Morza Śródziemnego.  Jej uprawa szybko rozprzestrzeniła się w Europie, a w Polsce od kilku lat niemal co roku pojawiają się nowe lawendowe plantacje mniejsze i większe.
Coraz cieplej, klimat zaczyna sprzyjać lawendowym uprawom.

W jedno z takich miejsc trafiliśmy z naszymi czwartkowymi warsztatami.
Wrażeń niemal nie da się opisać słowami, zachwytom, ochom i achom nie było końca, a wokół pachniało, brzęczało i fioletowiło się arcypięknie.
To miejsce to wspomniana wyżej MAGIA LAWENDY, czyli malownicza plantacja naszej koleżanki Małgosi.


NASZE LAWENDOWE WARSZTATOWANIE

Oj działo się działo;-) Najpierw trzeba było florystyczny materiał uzbierać samodzielnie, co samo w sobie stanowiło frajdę ogromną. Buszowałyśmy w lawendzie aż miło;-)


A potem z dumą dźwigałyśmy nasze lawendowe kosze.



Oczywiście nie mogło obejść się bez wianków. Wianki to absolutne lawendowe must have.
Dlatego nasze lawendowe dzierganie rozpoczęłyśmy od wiankowania.


A w lawendowych wiankach wszystkim do twarzy. W lawendzie się pięknieje, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.


Potem były jeszcze bukiety. Lawenda w towarzystwie różowych róż - to zawsze się sprawdza.


A na zakończenie tradycyjne już warsztatowe zdjęcie "rodzinne".


Kochani, pozdrawiam Was lawendowo. 
Do lawendowych opowieści wrócę w kolejnym wpisie, bo zakochałam się absolutnie w tej pięknej roślinie.
Do napisania.

Zdjęcia: Agata, Larysa, Viola, Małgosia i pisząca te słowa, dodatkowo Pixabay

FLORENTYNA





wtorek, 19 marca 2019

Florystyczna Szkółka Florentyny: Techniki florystyczne - drutowanie kwiatów (część pierwsza).

Od zarania dziejów;-) we florystyce nie milkną dyskusje: co ważniejsze, technika,czy wyobraźnia i design. Myślę, że nie sposób tego rozdzielać. Kreatywność, zmysł plastyczny, wyobraźnia, to niewątpliwie cechy niezbędne w zawodzie florysty. Cóż  jednak po wyobraźni, nawet najbardziej wybujałej i po szokujących projektach florystycznych, jeśli nie uda się ich przełożyć na namacalną, piękną acz rzetelną, stabilną i trwałą rzeczywistość;-)
Jest pomysł. Zachwycający, powalający  na kolana.
Natychmiast trzeba go zapisać, by nie umknął, a zaraz potem trzeba zadać sobie pytanie: 
JAK TEN POMYSŁ ZREALIZOWAĆ???
I na tym etapie tworzenia znajomość technik florystycznych staje się niezastąpiona.
Bez niej ani rusz;-) Nie chcemy wszak, by nasz cudnej urody bukiet, czy odlotowa kwietna aranżacja nie przetrzymała transportu, czy rozpadła się przy lada podmuchu wiatru;-)
Oczywiście trochę sprawę przejaskrawiam, ale absolutnie celowo i zamierzenie.
Wierzcie mi, że widywałam panny młode, które "gubiły" kwiaty z wiązanki ślubnej w drodze do ołtarza. Cóż za antyreklama dla wykonawcy.

DRUTOWANIE WE FLORYSTYCE


 To jedna z podstawowych technik, od których zaczynamy szkolną  florystyczną przygodę. Każdy przyszły florysta powinien potraktować ją jako abc wtajemniczenia zawodowego. Trzeba umieć drutować i kropka. Bez znajomości tej techniki nie ruszymy do przodu.
To tak jak z literkami w początkach naszej szkolnej nauki: musimy je najpierw poznać, jeśli chcemy pisać wiersze;-)
Bez tej techniki trudno dzisiaj wyobrazić sobie choćby florystykę ślubną, zwłaszcza jeśli chcemy wykonać bukiet kaskadowy układany w ręku.
Łodygi roślin nie są niestety tak plastyczne, by gięły się i przybierały  ułożenie i konfigurację  jakich od nich oczekujemy, ale już łodygi zadrutowane, czemu nie;-)
No a jeśli w ogóle zastąpimy łodygi drutem, to.. hulaj dusza.
Ale drutowanie to nie tylko florystyka ślubna. Na co dzień przydaje się także w wielu innych sytuacjach.


W JAKIM CELU  DRUTUJEMY KWIATY?

  1. dla wzmocnienie i usztywnienia zbyt miękkich lub kruchych łodyg
  2. dla nadania łodygom kwiatowym pożądanego kształtu i kierunku
  3. w celu zastąpienia łodyg drutem (florystyka ślubna)
  4. w celu przedłużenia łodyg kwiatowych  

CZYM DRUTUJEMY?

Najczęściej używamy zielonego drutu technicznego, który kupić można na giełdach kwiatowych lub w sklepach zaopatrujących florystów. Takie druty pakowane są w pudełka po 1kg.


Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: dlaczego na pudełku widnieje napis "drut ozdobny do kwiatów"? Podczas gdy jest to zdecydowanie środek techniczny, który w kompozycjach bezwzględnie wymaga maskowania i ukrywania. Dlaczego producent nazywa go ozdobnym, pozostaje dla mnie tajemnicą...


                                         JAK TO ZROBIĆ?

Zanim opowiem Wam o podstawowych sposobach drutowania, spójrzcie na schematy przybliżające temat:
Wszystkie pochodzą z książki pani Anny Nizińskiej "ABC Florystyki"
 Drutować możemy praktycznie wszystko, oczywiście jeśli zachodzi taka potrzeba.
                    
                                
                                     


Źrodło: "Abc floystyki" Anna Nizińska


W szkole najczęściej zaczynamy od drutowania gerbery. Bo gerbera humorzasta jest i nie zadrutowana wygina się tak jak sobie chce, a nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Czasem też jej dość wiotka i miękka łodyga ma trudności z utrzymaniem ciężkiego koszyczka (kwiatostan gerbery). No i drutować trzeba.  I może własnie dlatego za gerberą specjalnie nie przepadam;-) 
Dlaczego? Bo zadrutowana i zataśmowana łodyga wcale nie wygląda estetycznie. I jak ktoś (nie pamiętam kto) kiedyś powiedział: przypomina zabandażowaną rękę;-) Pamiętajmy, żeby tych zadrutowanych i zamaskowanych taśmą florystyczną łodyg nie eksponować. Nie są ładne.
Czasem jednak drutowania uniknąć się nie da. 


   SPOSOBY DRUTOWANIA  (na przykładzie gerbery)

  1. DRUTOWANIE ZEWNĘTRZNE

Koszyczek kwiatowy przebijamy drutem od dołu, równolegle do łodygi kwiatu.

Następnie górną część drutu zaginamy w niewielki haczyk.


Delikatnie pociągamy drut do dołu, tak, aby haczyk schował się w koszyczku kwiatowym.



Haczyk powinien być bardzo malutki, aby drut w centrum koszyczka kwiatowego był jak najmniej widoczny.
Ten na zdjęciu jest nieco za duży, specjalnie dla większej czytelności;-)

Kolejny etap drutowania to spiralne owinięcie drutu wokół łodygi.



Tak zadrutowana łodyga wygląda zdecydowanie mało ciekawie (delikatnie mówiąc).
Drut trzeba oczywiście zamaskować taśmą florystyczną (napiszę o taśmowaniu w którymś z kolejnych wpisów), co  wcale nie wpływa na podniesienie estetyki tak zadrutowanej rośliny.
Dlatego wielu florystów odchodzi od tego sposobu drutowania.
Ja stosuję je czasem w kompozycjach funeralnych. Unikam natomiast w bukietach czy kompozycjach okolicznościowych gdzie trudno ukryć nieestetyczne łodygi pogrubione drutem i oplecione taśmą florystyczną.
Zdecydowanie bardziej godnym polecenia wydaje się być:


2. DRUTOWANIE WEWNĘTRZNE

Ten sposób drutowania polega na wprowadzeniu drutu do wnętrza łodygi.


Można wbijać drut od góry w koszyczek kwiatowy lub od dołu w łodygę.
Takie drutowanie, choć zdecydowanie bardziej estetyczne od zewnętrznego, jest znacznie trudniejsze do wykonania.
Drut do łodygi kwiatowej należy wprowadzać bardzo powoli i delikatnie, żeby jej nie uszkodzić i nie przebić. Wymaga to sporego doświadczenia i wprawy oraz delikatności, cierpliwości i wyczucia.
W szkole zawsze na początku są z tym drutowaniem duże problemy.
Ale jak wiadomo praktyka czyni mistrza;-)
W ten sposób drutujemy kwiaty o pustej łodydze, takie jak gerbera właśnie, czy cantedeskia, anemon, zwartnica lub narcyz.
Drutowanie wewnętrzne nie wymaga taśmowania łodygi, gdyż drut jest zupełnie niewidoczny, schowany w środku. Dlatego ten sposób usztywniania i wzmacniania łodyg kwiatowych z powodzeniem stosować można we florystyce okolicznościowej czy ślubnej.

Obydwa opisane przeze mnie sposoby drutowania stosujemy by wzmocnić wiotkie i słabe łodygi. Zabieg ten pozwala też nadawać łodygom pożądany kierunek i wyginać je zgodnie z potrzebą chwili.
Pamiętajmy jednak, by drutowane łodygi giąć delikatnie i z wyczuciem, uplastyczniając je palcami. Wyginane zbyt energiczne może doprowadzić do łamania się łodyg (pomimo drutu)

Kochani, tyle na dzisiaj o drutowaniu. To początek długiego cyklu;-)
Jednym słowem: CIĄG DALSZY NASTĄPI;-)
Napiszcie mi proszę, który z przedstawionych dzisiaj sposobów drutowania stosujecie częściej?
I czy lubicie tę technikę?
Ja przyznam szczerze, że za drutowaniem kwiatów nie przepadam i stosuję je tylko wtedy, gdy naprawdę muszę i nie da się inaczej;-)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich bywalców Groszkowo-różanej krainy.
Dziękuję, że jesteście.
Do napisania.


FLORENTYNA


Ps. Więcej o drutowaniu przeczytacie na FORUM KWIATOWYMTutaj


środa, 13 marca 2019

Narcyzowa opowieść, czyli moja roślina marca

Oczekiwanie na prawdziwą wiosnę próbujemy co roku skrócić sobie i rozkwiecić jak się tylko da;-)
Że ona w końcu się pojawi, nikt przecież nie wątpi. Ale czas oczekiwania na intensywniejsze promienie słońca i kolorowe kwiaty dłuży się nam nieznośnie...
Przynosimy więc zwiastuny wiosenne do domu.
Jedne z pierwszych, które wiosnę niechybnie zapowiadają, to urokliwe złociste narcyzy.
Przyniesione z kwiaciarni, czy giełdy kwiatowej (zanim zakwitną na ogrodowych rabatkach), wnoszą do domu powiew wiosny.
I słońce i optymizm i radość wielką, że to już, że za chwilę wiosna zapanuje niepodzielnie.
Spośród wiosennej "wielkiej trójki" zakwitają najwcześniej (hiacynty i tulipany tuż po nich).
Przezywamy je żonkilami, co bardzo się utrwaliło, choć przecież jest niepoprawne.
Narcyz to nazwa rodzajowa. Do rodzaju tego zalicza się między innymi Narcissus jonquilla, czyli narcyz żonkila o drobnych żółtych kwiatach, zebranych po kilka na łodydze. Tak więc nie każdy narcyz żonkilem jest;-) Kto pierwszy nazwał wszystkie narcyzy żonkilami, tego nie wie nikt;-)
Nazwa się zakorzeniła i utrwaliła i dlatego chyba trudno to obecnie zmienić.



Narcyzy są piękne, wdzięczne i pełne uroku. Czy jest wśród nas ktoś, kto ich nie kocha?
Historia ich uprawy jest bardzo długa.
Już kilka wieków przed naszą erą zdobiły ogrody Persji i Grecji.
Prawdziwa popularność narcyzów rozpoczęła się około XVII wieku,  kiedy to sprowadzono je do Anglii. 
Obecnie z czystym sumieniem Anglię nazwać można krajem narcyzów. Łagodny i dość ciepły klimat angielski sprzyja ich uprawie.
Brytyjskim hodowcom zawdzięczamy mnogość narcyzowych odmian, a angielscy poeci często sławili ich urodę.


Sam wędrowałem, jak obłoczek 
Często sam płynie przez przestworza, 
Gdy nagle widok mnie zaskoczył 
Złotych żonkili tłumu, morza; 
Od wód jeziora aż po drzewa 
Tańczyły - wiatr im w takt powiewał. 
                                                  (William Wordsworth)

SKĄD TO IMIĘ?


"Na początku była starogrecka draka:
Nimfa Echo chciała poderwać jednego chłopaka.
On nazywał się Narcyz,
Był śliczny nad podziw (...)

W taki uroczy sposób Ludwik Jerzy Kern  w swoich "Portretach Kwiatów" do historii Narcyza nawiązuje;-)
A piękny ów młodzian był tak, że nie tylko Echo, ale wszystkie nimfy (jak mit głosi) kochały się w nim na zabój.

Tymczasem on:
"kochał tylko łowy i nie chciał słyszeć o innej miłości.
Gdy jednak raz nachylił się nad strumieniem, by napić się wody, ujrzał w czystej toni własne odbicie.
Zdumiał się nad swą pięknością i z owego zdumienia zrodziła się najniezwyklejsza miłość.
Narcyz zakochał się sam w sobie. O całym świecie zapomniał, wpatrzony w zwierciadło wodne.
W końcu umarł z próżnej tęsknoty,a gdy go złożono w ziemi, na grobie wyrósł kwiat o białych płatkach i złotym sercu, który nazwano Narcyzem."
( Jan Parandowski "Mitologia")



Narcyz, kwiat zrodzony z miłości..


MOJE NARCYZOWE WSPOMNIENIA


Są bardzo, bardzo odległe...i pachną oszałamiająco. Miałam kilka lat, cztery, może pięć. Świat pachniał budzącą się wiosną. Było dobrze, bezpiecznie, niedzielnie;-)
Z łapką w dużej dłoni Taty, podskakiwałam na jednej nodze.
Wracaliśmy ze spaceru. Do domu, na obiad.
Przedtem jednak zajrzeliśmy do ogrodu. Już zaczynał zakwitać, już brzęczał budzącymi się pszczołami. 
Pod brzozą, tuż przy ogrodzeniu rósł łan białych narcyzów. Rósł i pachniał upojnie.
Dzisiaj wiem, że to narcyzy wonne (Narcissus poeticus), moje ukochane.



Wtedy wiedziałam tylko, że to narcyzy i że bardzo kocham ich zapach.
Tak bardzo, że koniecznie musiałam zanurzyć nos w wonnym gąszczu kwiatów.
Koniecznie natychmiast i koniecznie biegiem;-)
I upss... nos pośpieszył się, by jak najszybciej delektować się balsamicznym aromatem, podczas gdy małe nogi pozostały nieco z tyłu;-) I katastrofa gotowa.
Z ogromnym impetem wylądowałam nosem, czołem i całą głową w kwietnej rabacie.
Świat zawirował, rozbity nos zabolał bardzo, a ja uderzyłam w rozpaczliwy szloch.
Nic nie było w stanie mnie uspokoić, ani zapach ani piękno moich ulubionych kwiatów, ani ciepłe, pocieszające słowa Taty.
Bolało, więc płakałam żałośnie.
I wtedy Tata opowiedział mi bajkę o pięknym chłopcu, który podziwiał w wodzie swoje odbicie;-)
Chlipałam,ale historia urodziwego młodziana wciągała mnie coraz bardziej...
I tak po raz pierwszy zetknęłam się z mitem o Narcyzie;-)
Nie wiedziałam wtedy co to mit, ale baśń o chłopcu, który pokochał swoje odbicie w wodzie zachwyciła mnie niepomiernie.Rozbity nos bolał nadal, ale nie to było już najważniejsze...
Nazrywaliśmy narcyzów dla Mamy i wróciliśmy do domu.
A ja już od progu z ogromnym przejęciem opowiadałam Mamie dopiero co usłyszaną bajkę.
Do dzisiaj zapach białych narcyzów (których w naszych ogrodach jakby coraz mniej...) kojarzy mi się z rozbitym w dzieciństwie nosem i pięknym chłopcem o którym opowiedział mi Tata.
Nic to, że w późniejszych latach czytałam różne wersje mitu o Narcyzie, ta historia na zawsze pozostanie dla mnie 
OPOWIEŚCIĄ MOJEGO TATY.


NARCYZY WE FLORYSTYCE 



Nie wyobrażamy sobie bez nich wiosennych kompozycji. Niezastąpione są również na wielkanocnym stole.
Są piękne zarówno w jednogatunkowych, monochromatycznych bukietach, jak i w naturalistycznych kompozycjach w stylu wegetatywnym.
Świetnym dla nich towarzystwem są tulipany, krokusy, hiacynty, szafirki, czyli cała wiosenna wielobarwna, radosna kwiatowa gromada;-)
Pamiętajmy jednak o jednym: narcyzy bronią się przed towarzystwem, chcą być same, by nic nie odwracało uwagi od ich urody😉😉😉
A mówiąc poważniej: wydzielają one lepki śluz, który zdecydowanie szkodzi innym kwiatom.
Możemy je jednak przechytrzyć, wkładając dzień wcześniej do wody, by cały śluz z nich wypłynął; i dopiero po takim zabiegu stosować je w kompozycjach.

Spójrzcie jednak, czy nie mają racji domagając się odrębności i wyłącznej uwagi:



źródło zdjęcia: SUCUU.COM


źródło zdjęcia: SUCUU.COM


źródło zdjęcia: SELOW.NET

Towarzystwo puchatych wiosennych wierzbowych kotków zdecydowanie podkreśla urok narcyzów.

Chociaż najlepiej się czuja w pojedynkę (ach ten narcyzm;-))),  to chyba jednak nie mają racji.
Towarzystwo innych wiosennych kwiatów nie tylko ich nie przyćmiewa, ale wręcz narcyzową urodę podkreśla i uwydatnia...



 zdjęcie pochodzi STĄD


zdjęcie pochodzi STĄD





Oprócz wdzięcznych bukietów i kompozycji narcyzowych przeznaczonych do małych wnętrz mieszkalnych, narcyzy świetnie nadają się do ukwiecenia wiosennego ślubu.



źródło zdjęcia: PINTEREST


www.dreisbachs.com



źródło zdjęcia: blog ZITA ELZE

Nie sposób tez wyobrazić sobie Wielkanocy bez złocistych bądź białych narcyzowych akcentów.









JAK UKŁADAĆ NARCYZY?

O ile z ułożeniem bukietu nie powinno być żadnych problemów, o tyle układanie ciętych narcyzów w gąbce może sprawić nieco kłopotu.
Łodygi narcyzów są bardzo miękkie, dlatego umieszczenie ich w gąbce bez zmiażdżenia czy złamania jest dosyć trudne.
Są dwa sposoby ułatwienia sobie pracy w tym przypadku.
Jeden z nich, to wykonanie wcześniej w gąbce otworu patyczkiem szaszłykowym i umieszczenie w nim łodygi.
Drugi, moim zdaniem skuteczniejszy, to wbicie w dolną część łodygi narcyzowej patyczka i dopiero po takim wzmocnieniu umieszczenie jej w gąbce.

KILKA NARCYZOWYCH SEKRETÓW

  • narcyzy są roślinami trującymi, a to na skutek zawartości trującego alkaloidu likoryny.
  • lepki śluz wydzielany przez łodygi narcyzów powoduje, że inne kwiaty umieszczone z nimi w wazonie szybciej więdną (należy wstawić je do wody dzień przed układaniem bukietu mieszanego, by pozbyć się śluzu)
  • najpiękniej pachnący wśród narcyzów jest narcyz wonny (biały) Narcissus poeticus
  • narcyzy są stosunkowo łatwe w uprawie, a ich cebul nie atakują gryzonie
  • o narcyzach przeczytacie też na FORUM KWIATOWYMTUTAJ i TUTAJ
I tak oto kochani kończy się moja dzisiejsza narcyzowa opowieść;-)
Zabierajcie te piękne kwiaty do domu, bo warto.
W ogrodach zakwitną niebawem i będą kwitły do maja.
A w kwiaciarniach już od kilku tygodni cieszą nasze oczy.
Pozdrawiam Was niemal już wiosennie i bardzo dzisiaj narcyzowo;-)



FLORENTYNA









środa, 16 stycznia 2019

Jak spersonalizować, powiększyć i uatrakcyjnić bukiet, czyli kryzy do kwiatów, odsłona druga.

Dla stałych bywalców Groszkowo-różanej krainy nie jest tajemnicą, że kryzy do bukietów to jedna z moich większych florystycznych miłości;-)
Uwielbiam je robić i wymyślać coraz to nowe.
Jakiś czas temu pokazałam Wam kilka sposobów na wykonanie bukietowej kryzy.
Możecie o tym przeczytać TUTAJ. Ponieważ temat cieszył się i cieszy nadal Waszym sporym zainteresowaniem, więc postanowiłam go kontynuować.
Do bukietów na kryzach wracam bardzo często, w szkole, na warsztatach, w bukietach wykonywanych na zamówienie.
Robienie kryz to naprawdę ogromna frajda.
A bukiet, choćby niepozorny, bardzo zyskuje na urodzie, jeśli otoczymy go interesującą i niebanalną kryzą;-)
Wystarczy czasem kilka kwiatów, a ciekawy efekt murowany!

Najfajniejszy w tej kryzowej zabawie jest fakt, że możemy ją wyczarować dosłownie ze wszystkiego.
Każdy materiał jest dobry, wszystko jest dopuszczalne, wystarczy odrobina wyobraźni.




Ten bukiet na fantastycznej papierowej krycie znalazłam na  PINTEREŚCIE


Bardzo lubię papier jako tworzywo do różnorodnych aranżacji.
Dlatego ten bukiet mnie oczarował.
A Wy co o nim sądzicie? Podoba się, czy nie?
Popatrzcie jak nieduża ilość kwiatów może, dzięki kryzie, przekształcić się w okazały i efektowny bukiet. Istne czary;-)
I jeszcze jedna  niewątpliwa zaleta  kryz do kwiatów: pozwalają na spersonalizowanie bukietu i nadanie mu indywidualnego, niepowtarzalnego charakteru.
Znając zainteresowania osoby, którą chcemy obdarować kwiatami możemy podkreślić je adekwatnym doborem kryzy.
Na przykład dziennikarza czy literata obdarujemy kwiatami ubranymi w kryzę z zadrukowanego papieru, dla żeglarza wykonamy kryzę z grubego sznura z kilkoma akcentami w stylu marine, perfekcyjną panią domu możemy zaskoczyć bukietem ułożonym np. w starej tortownicy;-) Brzmi nieprawdopodobnie? 
Zapraszam zatem do najnowszego numeru NDiO - FLORA, który w całości poświęcony jest właśnie bukietom na kryzach i w którym rzeczony bukiet w tortownicy można zobaczyć.




I co Wy na to? 
A w najnowszym numerze NDiO - FLORA znajdziecie dużo więcej interesujących, intrygujących, a czasem może szokujących pomysłów na bukiety zdobione kryzami.
Numer jest świeżutki, dostępny teraz właśnie, zachęcam: kupujcie i inspirujcie się do woli;-)

Wróćmy jednak do moich kryzowych propozycji.
Na pierwszy ogień proponuję dżinsowy recykling;-)


DŻINSOWY RECYKLING


Za dżinsowym tworzywem przepadam bardzo, a za recyklingiem wszelakim w szczególności.
Dżins jest materiałem bardo łatwo dostępnym (gdy to piszę, przypominają mi się czasy, kiedy nie był dostępny prawie wcale, a upragnione dżinsowe spodnie trzeba było kupować w tzw. Pewexie, za ciężkie dewizy;-) Swoją droga, ciekawa jestem, czy ktoś z Was wie, co to takiego ten Pewex???. Napiszcie w komentarzach.)
Teraz dżinsu wokół nas zatrzęsienie. Każdy z nas ma zapewne kilka par w których już z różnych powodów nie chodzi. Nie trzeba ich wyrzucać, lecz spożytkować na szlachetne cele DIY, także florystyczne, bo czemu nie;-)
Rok temu w szkole robiliśmy ślubne bukiety spływające na dżinsowych kryzach właśnie.
Popatrzcie sami jak to wyglądało.





To tylko mała dżinsowa zajawka;-) Nie rozpisuję się, jako że w najbliższy weekend w szkole będziemy robić spływające bukiety ślubne na dżinsowych kryzach właśnie. Wtedy napiszę o tym więcej i pokażę krok po kroku.

Teraz idźmy dalej.

KRYZY RUSTYKALNE DO BUKIETÓW WIEJSKICH I DOŻYNKOWYCH


Takie kryzy i bukiety robiliśmy jakiś czas temu na warsztatach czwartkowych.
Zaczynało się od wycięcia z kartonu pierścienia, który następnie owijaliśmy jutą.


Kolejny krok to wyklejanie tak przygotowanej bazy źdźbłami zbóż i słomą.



Kiedy już mamy ten etap za sobą, w  wewnętrznej części kryzy wklejamy nieco zmarszczonej juty.


I nasza rustykalna kryza gotowa.
Można przystąpić do układania kwiatów.


A tak prezentują się gotowe bukiety, które roboczo nazwaliśmy bukietami dożynkowymi;-)





Ponieważ wpis robi się bardzo długi, więc pokażę Wam jeszcze tylko jedną kryzę, także w klimacie rustykalnym.
Pozostałe w kolejnym pisaniu.
Myślę, że tych kryzowych informacji i instruktaży będzie całkiem sporo;-)
Temat mi bardzo bliski, a Was też wyraźnie interesuje, więc spodziewajcie się kolejnych kryzowych odsłon.

PODWÓJNA RUSTYKALNA KRYZA Z RAFII


Wykonana również na podkładach kartonowych, które ciasno owijamy rafią.


Mniejszą część kryzy ściśle owijamy rafią, w większej natomiast nitki rafii związujemy w dekoracyjne supełki i i pozostawiamy ich końcówki nieprzycięte.

Potem łączymy oba elementy za pomocą drutu i kryza gotowa.


Pozostaje tylko ułożyć w niej kwiaty.


Kochani,na dzisiaj kończę moją opowieść o kryzach, ale zapewniam, że ciąg dalszy nastąpi;-)))
Pozdrawiam serdecznie wszystkich miłych gości i stałych bywalców.
Fajnie, że jesteście.
Dajcie proszę znać w komentarzach, czy jesteście zainteresowani kryzową tematyką;-)
Ze statystyk wynika, że bardzo. Czy tak jest naprawdę?
Czy podobnie jak ja lubicie bukiety na kryzach?
Czy robiliście już takie?
Jeśli tak to jaki jest Wasz ulubiony materiał do tworzenia kryz?

Trzymajcie się i do następnego pisania.


FLORENTYNA