niedziela, 2 grudnia 2018

Czas adwentu, radość wiankowania.

Uwielbiam  ten czas . Święta coraz bliżej. Za oknem mglisty i szary listopad, który czasem zupełnie niespodziewanie zaskakuje piękną słoneczną pogodą. Szalenie lubię listopad. Jest taki nostalgiczny i pełen magii , a przede wszystkim i niesie ze sobą obietnicę niezwykłości i cudów. Nawet wtedy, gdy siąpi deszczem. Chłonę chłodne rześkie powietrze i napawam się urodą szarości, sepii i ochry.
Barwy listopada. Wyciszone, przydymione, spokojne, nastrojowe.


W przyrodzie spokój, senność, zaduma, melancholia. a tymczasem w pracowniach florystycznych ruch, gwar, krzątanina i huk pracy.
Czas przedświątecznego stroikowania, a nade wszystko czas wianków.
Stali bywalcy Groszkowo-różanej krainy wiedzą doskonale, że wianki to moja miłość wielka.
Wianki rozmaite: duże i małe, wielobarwne i pastelowe, wiosenne, letnie, jesienne i zimowe.
Wianki na każdą porę roku i na każdą okazję;-)
Dlatego niezmiernie cieszy mnie, że wianki stały się u nas bardzo popularne.
Także wianki i wieńce adwentowe.


źródło zdjęcia: PINTEREST

Wianki adwentowe robię od wielu lat i co roku widzę większe nimi zainteresowanie.
Dzisiaj niemal w każdym domu w okresie adwentu pojawia się wieniec lub stroik z czterema świecami.
Choć nie wszyscy znają jego symbolikę i nie wszyscy zwracają na nią uwagę, to wianek adwentowy stał się nieodłączną dekoracją naszych wnętrz
Zdobi i niesie światło, umila czas oczekiwania na narodziny Bożego Dzieciątka, przybliża do świąt i wnosi przedsmak świątecznej atmosfery.
Niesie radość i piękno.
Warto znaleźć kilka chwil, by tę fantastyczną dekorację sobie udziergać;-)


źródło zdjęcia: PINTEREST

Tradycyjny wieniec adwentowy to czerwone świece, czerwone dodatki i zielone gałązki iglaste.
O pochodzeniu, symbolice i kolorach wieńca adwentowego pisałam dawno temu TUTAJ.
Wieńce adwentowe mocno ewoluowały od czasu swoich pierwowzorów.
Dzisiejsze są w najróżniejszych barwach i przybierają czasem całkiem fantazyjne formy i daleko odbiegają od klasycznego modelu wieńca.



zdjęcie pochodzi stąd

Lubię wieńce adwentowe i wszelkie adwentowe dekoracje.
Co roku na moich Wrocławskich Czwartkowych Warsztatach Florystycznych mamy minimum jedne zajęcia poświęcone aranżacjom adwentowym.
Tegoroczne, to małe formy adwentowe w naturalnych barwach i bardzo eko.



Rok temu było szyszkowo.



Zapraszam Was na mały przegląd moich i warsztatowych różności adwentowych.
Może coś Was zainspiruje.



To jedne z moich ulubionych wianków oklejane brzozową korą, tutaj w naturalnej stonowanej kolorystyce.
TYM WPISIE pokazuję krok po kroku, jak zrobić taki wianek.



A tutaj nasza kolejna propozycja zamiast wianka. Tym razem w klasycznej czerwieni.



Jeden z moich ulubieńców, wianek w czystej zimowej bieli,który dekorował mój dom jakiś czas temu.





A tu kilka kilka wiankowo-adwentowych różnorodności.



Tym razem w moim ulubionym eko stylu z cudnej urody korą brzozową;-)



Dla miłośników zimowych kontrastów.





W apetycznych brązach i pomarańczach.



I jeszcze jedna z moich ulubionych adwentowych dekoracji w stylu shabby chic.

Mam nadzieję, że moje adwentowe propozycje zainspirują Was do własnych działań.
Napiszcie w komentarzach czy lubicie dekoracje adwentowe i czy macie już swoje wianki czy inne aranżacje ze świecami.
U mnie dzisiaj zapłonęła pierwsza adwentowa świeca.
Zdjęcie tegorocznego wianka pokażę innym razem, bo dzisiaj światło było nienajlepsze i fotki mi się nie udały;-)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających Groszkowo-różaną krainę.
Życzę Wam pięknego adwentowego czasu.
Macie już jakieś adwentowe postanowienia?
Moje to wyciszenie, uważność i zwolnienie tempa. 
Mam nadzieję, że mi się uda;-)

Do następnego pisania.

FLORENTYNA





poniedziałek, 10 września 2018

O tym jak na warsztatach wspominaliśmy lato i witaliśmy jesień, czyli rozpoczęcie nowego sezonu Wrocławskich Florystycznych Warsztatów Czwartkowych



Witajcie kochani groszkowo-różani przyjaciele.
Wakacje niestety już za nami. Zapowiedziany w poprzednim wpisie cykl "Florysta na wakacjach" nie udał się, pomimo moich najszczerszych chęci:) Wrócę do niego za rok.
Teraz uśmiecham się już do nadchodzącej jesieni. Lubię tę barwną i bogatą porę roku.
Dzisiaj chcę Wam pokazać nasze kompozycje, którymi na pierwszych powakacyjnych Wrocławskich Warsztatach Florystycznych żegnaliśmy wakacje i witaliśmy bliską już jesień.


               Wrzosy to niepodważalny symbol zbliżającej się jesieni, dlatego też nie mogło ich w naszych powakacyjnych kompozycjach zabraknąć. Z latem z kolei niezaprzeczalnie kojarzą się muszle, więc i one się u nas pojawiły.


Kompozycje wykonywaliśmy w szkle, w którym obok muszli znalazły się dekoracyjne kamyki i kolorowy piasek.  Zapraszamy do wspólnego wykonania kompozycji. Miłej zabawy;-)


KROK PIERWSZY


Do dna szklanego pojemnika przyklejamy pinholder (za pomocą plasteliny florystycznej). Następnie nabijamy na niego namoczoną i przyciętą w kształcie walca gąbkę florystyczną  do żywych roślin.






KROK DRUGI


Gąbkę obsypujemy warstwami kamyków, muszli i fioletowego piasku. Postępujemy tak aż do chwili, gdy cała gąbka będzie schowana. Kilkucentymetrowy odcinek gąbki powinien wystawać ponad naczynie.




KROK TRZECI


W gąbkę wbijamy miękkie roślinne pędy, tak aby nadać kompozycji formę łuku, lekko przewieszającego się  po bokach. Następnie umieszczamy w gąbce gałązki wrzosu wbijając je współśrodkowo (tak, by łodyżki dążyły do punktu zbiegu) powtarzając łukowaty kształt.




KROK CZWARTY


Teraz kolej na kwiaty. U nas są to goździki gałązkowe w pistacjowym i amarantowym kolorze. Kompozycję uzupełniamy dodatkowo miękkimi, spływającymi pędami zielonego szarłatu zwisłego, a gąbkę maskujemy puchatymi owocostanami dzikiego powojnika.
I to już prawie koniec. Prawie, bo jeszcze gdzieniegdzie doklejamy muszelki, by podkreślić letnie klimaty aranżacji.
I teraz to już faktycznie koniec pracy;-)
Gotowe kompozycje prezentują się tak:




Jak Wam się podobają?   My byliśmy zadowoleni zarówno z zajęć, jak i z efektu końcowego;-)




W najbliższy czwartek (13 września) dekorujemy stoły na jesienne przyjęcie. Zapraszamy, można do nas dołączyć;-)
Pozdrawiam cieplutko i do napisania, wkrótce...


                                         FLORENTYNA





piątek, 13 lipca 2018

Florysta na wakacjach.






Mam do Was pytanie czy florysta może mieć wakacje???
-Jasne, że może, a nawet powinien, odpowie zapewne większość z Was. No bo dlaczego nie? Florysta też człowiek i odpoczynek jak najbardziej mu się należy;-)
W takim razie sformułuję pytanie inaczej: Czy florysta w ogóle, kiedykolwiek ma wakacje???
Czy wypoczywając na urlopie potrafi się odciąć od swojej pasji i zainteresowań? Jak myślicie?

  Floryści, których znam, to w stu procentach bardzo pozytywnie zakręceni pasjonaci. Bezgranicznie przywiązani do kwiatów, bukietów, aranżacji i całego świata przyrody;-) I naprawdę trudno mi wyobrazić sobie, by taki ktoś choć przez moment potrafił trzymać się z daleka od swojej namiętności... Zważywszy, że wokół cuuudów tyle. A z cudów tych kolejne cuda można wykonać😉. 
Weźmy na przykład morze i nadmorskie plaże. Czy rasowy florysta mógłby nie zwrócić uwagi na to, co w piasku plaży pod nogami spacerowiczów ukryte???
Te muszle cudnej urody, te patyki idealnie oszlifowane przez morskie fale, te kamienie kolorowe urodziwe nad podziw...




     Że nie wspomnę o takich rarytasach jak kawałki grubych sznurów, czy strzępy starych rybackich sieci;-) Toż to wymarzony materiał na surowy żeglarski wianek. 

               



źródło zdjęcia  PINTEREST


źródło zdjęcia PINTEREST

Czy Waszym zdaniem florysta przejdzie obok takich skarbów spokojnie i obojętnie?

                A wiejskie ogrody pełne kwiatów, kolorów, zapachów i przepysznej urody warzyw. Czy nie zatrzymają uwago florysty na dłużej? Wszak natura to morze inspiracji.
A jak słusznie twierdził Józef Mehoffer, nasz wspaniały symbolista, odtwarzający uroki natury z drobiazgową dokładnością:  "sztuka zawsze przetwarza i przetwarzała naturę, doszukując się w niej stylu".
Wielu światowej sławy malarzy, ale także florystów, właśnie w naturze szukało i szuka nadal weny i olśnienia. Źródło zdaje się być niewyczerpane.

       

                                                            A lasy? A łąki?
Czy florysta na wakacjach przestaje być wrażliwy na wspaniałości natury? Z całą pewnością nie! Teraz kolejne nurtujące mnie pytanie: czy to piękno, kwiecistość i malowniczość wokół tylko podziwia, czy też nie umie powstrzymać się przed działaniem i tworzeniem, tworzeniem, tworzeniem..? Pomimo urlopu. A może właśnie dlatego, że urlop, nikt nie pogania, nie trzeba się spieszyć, marudni klienci zostali gdzieś daleko. Można tworzyć dla samego tworzenia, dla własnej przyjemności, z miłości do tego co się robi. Tak po prostu.
Jak myślicie, czy to tak działa? 

                                                A JAK JEST ZE MNĄ???


Kochani, jak zapewne większość z Was wie, florystyka i wszystko co z nią związane to moja pasja absolutna. Także  podczas wakacji "swędzą mnie łapki"; zbieram co tylko się da, by potem przetworzyć to w coś fajnego, w bukiet, wianek, kompozycję, co akurat mi w duszy gra;-) Moim absolutnym numerem jeden są wianki. Uwielbiam je robić i robię je wszędzie i ze wszystkiego. Podczas wakacji namiętnie dekoruję wiankami miejsca, w których akurat mieszkam (no, chyba, że w danym momencie mieszkam w namiocie;-))), wtedy wianki wędrują do przyjaciół i znajomych).

                                                             


Pamiętam jak lata temu, w Helu, na czubku polski, siedziałam na plaży i dziergałam wielobarwne bukiety z tego, co w lesie i na łące urosło i co morze wyrzuciło. Fajne były. Zdjęć niestety brak, szkoda. Teraz staram się w miarę możliwości wszystko skrupulatnie dokumentować.
Moje helskie bukiety trafiały do gospodyni u której mieszkałam i do jej znajomych. Efekt?
Oprócz wdzięczności obdarowanych, dekoracja jednej z helskich tawern i zamówienie na bukiet ślubny;-))) Dacie wiarę???

Moim największym szaleństwem była chęć wyskakiwania z pociągu ( no dobrze, na stacji, nie w biegu;-), bo cudnej urody kalina koralowa przy torach rosła;-)
Florystycznym pasmem udręki natomiast były dla mnie moje niegdysiejsze andaluzyjskie wakacje.


Pomijając cuda andaluzyjskiej przyrody, widoki, zabytki, rośliny, które zachwycały niepomiernie,cierpiałam bardzo, nie mogąc tego przetworzyć w wianki moje ukochane (brak sprzętu, lot wyłącznie z bagażem podręcznym). Zbierałam więc pasjami zjawiskowe muszle, skorupki jeżowców, obmytą przez morze korę dębu korkowego(zachwyt absolutny), 


szyszeczki przeróżne (które nota bene u siebie we Wrocławiu na giełdzie kwiatowej za całkiem spore pieniądze kupuję), korę i gałązki eukaliptusów, trawy rozmaite
 i... mój absolutny number one: Pieprzowiec peruwiański


I rozpacz czarna mnie ogarniała na myśl, że tych wszystkich skarbów nie mogę ze sobą zabrać. Układałam co się dało w bukiety (ach te bugenwille o zachwycających barwach) i znosiłam je do domu naszego tymczasowego,pomimo wyraźnego zakazu właścicielki. Na szczęście nie było jej z nami;-) Przed wyjazdem niestety, z ogromnym żalem, musiałam to wszystko powyrzucać.
Od tamtej pory wiem z całą pewnością, że jeśli istnieje oddzielny raj dla florystów, to jest nim z całą pewnością Andaluzja. Muszę tam wrócić:)

  Analizując powyższe rozważania, stwierdzam, co następuje: OD PASJI NIE MA WAKACJI!!!
Różnica między urlopem a pracą w przypadku florysty, polega jedynie na tym, że podczas urlopu bukietuje, wiankuje, dzierga, kleci, skleja, nawleka, wije itp, itd, wyłącznie DLA WŁASNEJ PRZYJEMNOŚCI. Terminy nie gonią, nic nie zakłóca błogiego spokoju Pozostaje czysta przyjemność tworzenia. 
Uwierzcie mi, siedzenie na plaży i kombinowanie bukietów "z niczego" to frajda nieziemska.
Nic nie muszę, tylko zwyczajnie chcę;-)
Takie bukiety wstawione do słoika, emaliowanego wiaderka, czy starej konewki, mają ogromną ilość wdzięku i urody.




Ja, na co dzień mieszczuch, czuję się przy tych wakacyjnych dłubaninach jak ryba w wodzie. Lubię to i tyle;-)
Takie wakacje z realizacją pasji zawsze są udane. Nigdzie się nie spieszymy, cieszymy się życiem i po prostu mamy czas.


                                                    A JAK JEST U WAS??? 


Dajcie, proszę, znać w komentarzach, czy swoje pasje (pracę, którą kochacie) zabieracie ze sobą na urlop, czy zostawiacie w domu?
Czy urlop jest po to, by nie robić nic, zapomnieć o pracy, nawet wówczas, gdy jest naszą pasją, czy też od pasji nie ma wakacji? Jak sądzicie? Ciekawa jestem Waszych opinii.

  Dzisiejszy wpis, to zapowiedź letniego cyklu, "Florysta na wakacjach", czyli co można wydziergać ze skarbów lata.
Pozdrawiam Was serdecznie, życzę fantastycznych wakacji i ...do następnego wpisu.

             FLORENTYNA
                                                                           

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Moje rumiankowe wspomnienia.

Na Piotra i Pawła 
kwitnie to wszystko
w co ziemia-jedwabna...
Chwieją się łany zbożowe jak wojsko,
niczym ułany... (od tego nam swojsko).
Jak generały puszą się chmiele
i przed zbóż wojskiem kroczą na czele.
Czy w tej czeredzie sumiastej, godziwej
pomyśli kto kiedy o paziu wstydliwym?
Czy spojrzy kto kiedy z polnego ganku
w złocisto-białe oczy rumianku?

...Rumianku uprzejmy.
Mój paziu łagodny.
Przynieś mi szczęście
w poranek pogodny.
                   (Agnieszka Osiecka)




W czerwcu zawsze robi mi się tak jakoś rumiankowo;-))) Tak sielsko, romantycznie, wspomnieniowo... Może to lato tak rozmarza i jego upojne zapachy:)
A rumianek to ziele czarodziejskie, moc i magię jakąś niezwykłą ma w sobie. Nie dosyć, że ziółko to wybitnie lecznicze o nieziemsko uspokajającym zapachu, to na dodatek sama nazwa brzmi kojąco i sielsko-anielsko. Lubię latem patrzeć "w złocisto-białe oczy rumianku" i cytując moją ulubioną poetkę: "w konstelacjach rumianku" się zanurzyć. Lubię łazić po polach, zbierać wszelkie "zielsko", z którego później układać można urokliwe bukiety. A i wianki rumiankowe wdzięczne są niezwykle.

                          

źródło zdjęcia: PINTEREST

Takie urokliwe rumiankowe serduszko cieszyć będzie nie tylko oczy, ale koić skołatane nerwy magią zapachu szczególnie intensywnego w ciepłe letnie wieczory.



źródło zdjęcia: PINTEREST

Naturalny, bezpretensjonalny rumiankowy bukiet pięknie będzie wyglądał w zwykłym szklanym słoju. A jeśli do tego jeszcze słój osłonimy kłosami zboża i przewiążemy jutowym sznurkiem, ta rustykalna aranżacja stołu zachwyci naszych gości.

Zaprośmy rumianki do naszych wnętrz, warto.

DLACZEGO ZAPACH RUMIANKU DO DZIŚ MNIE URZEKA???


Bo zapach to wyjątkowy i niezwykły, zapach kojący i przywołujący wspomnienia, zapach przenoszący w magiczną krainę dzieciństwa. Dobre dłonie mojej Babci pachniały rumiankiem. Kiedy byłam przeziębiona, bolał mnie brzuch, albo po prostu z jakiegoś powodu było mi źle, niezastąpiona Babcia serwowała mi aromatyczną herbatkę rumiankową. Zawsze działało:-) Dlatego pewnie od tamtej pory uważam rumianek za lek na całe zło, antidotum na wszelkie dolegliwości ciała i duszy;-)

                                                                 


TROCHĘ BOTANIKI I GARŚĆ WSPOMNIEŃ.



Te niepozorne, drobne białe kwiatki z żółtym oczkiem, to rumianek pospolity (Matricaria chamomilla) należący do rodziny astrowatych (Asteraceae). A to, co zwykliśmy nazywać kwiatami, to w rzeczywistości kwiatostany, koszyczkami zwane. 

Zbierałam je z Babcią co roku. Te nasze rumiankowe wyprawy miały w sobie niezwykłość i tajemnicę. Wstawałyśmy wczesnym rankiem, potem długo jechałyśmy autobusem, byle jak najdalej od miasta. Wysiadałyśmy nad rzeką (Bystrzyca to była), potem jeszcze długo szłyśmy jej brzegiem, mając po drugiej stronie zbożowe łany. A wśród nich, oprócz chabrów i maków, białe  gwiaździste skarby. Zbierałyśmy je do płóciennych toreb, urywając kwiaty tuż pod łebkiem. Wokół pachniało, brzęczało, a my zdawałyśmy się nie pamiętać o czasie. Rumiankowa magia działała... Po jakimś czasie przysiadałyśmy na miedzy,żeby zjeść zabrane ze sobą drugie śniadanie. Nigdzie już więcej tak fantastycznie nie smakował mi chleb z białym serem i chrupiące rzodkiewki. To też zasługa magii.  Wracałyśmy z tych naszych całodniowych wypraw zmęczone, ale bardzo szczęśliwe. A w domu rozpoczynała się rytuału część druga. W przewiewnej babcinej kuchni, na lnianych ściereczkach rozkładałyśmy cienką warstwą nasz zdobyty właśnie skarb. Suszył się przy otwartym oknie i pachniał upojnie. Rumiankowo pachniały już nie tylko babcine dłonie, ale cały dom. Pachniały też moje włosy, a to dzięki rumiankowym płukankom, które przygotowywała mi Babcia. 



                                                          

A jaki piękny złotawy kolor miały moje włosy po tych rumiankowych czarach;-)
Dzisiaj mamy rumiankowe szampony, ale to nie to samo, co babcine ziołowe tajemnice.

A CO Z RUMIANKOWĄ FLORYSTYKĄ???


Czy takowa w ogóle istnieje? Wydaje mi się, że bardziej amatorsko i hobbystycznie niż profesjonalnie. Mam rację? Rumianek rośnie dziko, na giełdach kwiatowych go nie ma, więc w kwiaciarniach się nie pojawia. Może czasem sięgają po niego floryści, by zrealizować zamówienie na dekorację w stylu rustykalnym. Nie znam większych realizacji florystycznych z rumiankiem w roli głównej. Ale od czego Internet. Popatrzcie, co wyszperałam.


ŚLUBNIE - RUMIANKOWO



                                                  źródło zdjęcia:PINTEREST

Urokliwy ślubny bukiecik w którym rumiankom towarzyszy żółta kraspedia kulista.


źródło zdjęcia: PINTEREST

Jeszcze raz w towarzystwie kraspedii, tylko w innej konfiguracji.


źródło zdjęcia: PINTEREST

Tutaj w dekoracjach ślubnych. Jak Wam się podobają?



W pięknym swobodnie ułożonym bukiecie z kwiatami ogrodowymi.



W urokliwych naczyniach, chciałoby się rzec:  takie rustic-boho;-)


źródło zdjęcia: PINTEREST

I jeszcze na weselnym torcie.

Jednym słowem ślubna florystyka rumiankowa istnieje i ma się dobrze. Ale dlaczego nie u nas? Floryści, puk, puk, czy ktoś robił kiedyś rumiankowy ślub?
A może jakaś przyszła panna młoda marzy o ślubie w zapachu rumianku??? Proszę o kontakt;-)))

W Internecie rumiankowych dekoracji wszelkiej maści , jest zatrzęsienie.
Może i mnie kiedyś taka dekoracja się trafi... To kolejne marzenie, bo jest jeszcze aranżacja brzozowa. W sierpniu miałam robić lawendową, ale panna młoda zrezygnowała. Pomarzę sobie dalej, może i mnie przytrafi się coś, co niekoniecznie jest kulką z róż;-)))))))

Wracajmy do rumianku. Kochani, własnych rumiankowych zdjęć prawie nie mam, trzeba nadrobić.
Jedyne, w czym ostatnio pojawił się rumianek, to nasze bukiety na trawiastych kryzach.
O tym, jak je zrobić pisałam w poprzednim poście. Przypominam Wam niektóre z nich:




Co prawda rumianki są tutaj jedynie uzupełnieniem, ale jednak się pojawiają;-)


KILKA RUMIANKOWYCH CIEKAWOSTEK ZE SZCZYPTĄ MAGII


Święta Hildegarda z Bingen pisała o rumianku, że " wzrok i słuch posila". Wzrok ok, ale dlaczego słuch? Niech mi ktoś wyjaśni, proszę. Że jest przyjacielem naszego ciała, to rozumiem, wszak działa kojąco na naszą skórę, leczy oparzenia, wzmacnia i rozjaśnia włosy. A co z tymi uszami? Nie wiecie?

   Podobno w dawnych rytuałach magicznych rumianek wykorzystywano do przywoływania miłości...
Dodany do kąpieli wzmacnia naszą atrakcyjność (no i jak tu z tego nie skorzystać).
Dymami z palonego rumianku okadzano domy, aby wypędzić z nich złą energię i chronić przed urokami.
A z kolei częste mycie rąk w rumiankowym naparze miało odpędzać grzeszne myśli;-))))))

Najbardziej chyba podoba mi się to przywoływanie miłości. Nie zaszkodzi powiesić w domu rumiankowy wianuszek.

O miłości i rumianku pięknie pisała wspaniała Agnieszka Osiecka:

        W tę nową miłość 
pobiegłabym tak, 
jak rusza w drogę 
księżyc i ptak, 
tę nową miłość 
umiałabym wziąć, 
tak jak się bierze 
rumianki do rąk.

( to fragment piosenki pochodzącej ze starego telewizyjnego spektaklu: " Żegnaj Marylin", śpiewała ją Kalina Jędrusik).





Kochani, korzystajmy z darów lata, plećmy rumiankowe wianki, wieszajmy je na oknach, a do słoiczków, ocynkowanych wiaderek, starych puszek i do czego tam jeszcze chcecie, wkładajmy rumiankowe bukiety.
W naszym zabieganym, znerwicowanym, neurotycznym świecie, odrobina rumiankowej magii z pewnością się przyda:)
Czy ta magia na pewno działa???
Cóż, przeczytałam kiedyś w jakimś archiwalnym numerze "Sielskiego Życia", że:

KTO NIE WIERZY W MAGIĘ, TEN NIGDY JEJ NIE ODNAJDZIE...

Ale przecież my w rumiankową magię wierzymy bardzo:) Prawda?

Pozdrawiam Was serdecznie rumiankową piosneczkę dołączam:

"Rosną sobie kwiatki
na łące, na łące,
maki,chabry i rumianki pachnące.
Nazbieramy kwiatków
kwiateczków, kwiateczków,
nawijemy, nasplatamy wianeczków"



FLORENTYNA