poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Wiosenne zauroczenie i... kryzysowe wiankowanie


 Wiosna z mojego okna jest coraz piękniejsza. Choć z okna widzę  jedynie trawnik przed blokiem i drzewa, głównie brzozy. Ale świat wiośnieje w oczach.  Co dnia bardziej zielono, co chwilę niemal zakwita coś nowego. Wiosna z mojego okna...
Jeszcze kilka dni temu kwitły mirabelki, otulone białym kwietnym puchem wyglądały zachwycająco. Taki widok nieodmiennie przywodzi mi na myśl Anię Shirley i jej "królową śniegu".




                            Teraz już śliwy gubią kwiaty. Białe płatki sypią się niczym śnieg...
Powoli przekwitają też forsycje. Pod oknem pojawiły się szafirki. Bardzo je lubię. Kwitły zawsze w ogrodzie mojej Mamy. Było ich dużo. Całe błękitne łany. Szkoda, że tego ogrodu już nie ma...




I nadal jeszcze kwitną fiołki, nie widzę ich co prawda z okna, ale wiem, że tam są;-)


O fiołkach, mojej wielkiej kwiatowej miłości i o ich zastosowaniu florystycznym pisałam TUTAJ i TUTAJ
I pewnie niejednokrotnie będę jeszcze pisała;-)
A póki co wróćmy do wiosny oglądanej z okna.
Na moim osiedlu jest mnóstwo brzóz. Przepadam za nimi. Rosną tuż przed moim kuchennym oknem. Kiedy mi bardzo smutno, kiedy rzeczywistość przygniata i pcha w "doły depresyjne", robię sobie chwilę przerwy i staję przy oknie by popatrzeć na brzozy.
W obliczu ostatnich rządowych decyzji, nie mogę pojechać do lasu i przytulić się do brzozy, choć to tak wspaniale ładuje akumulatory, podnosi odporność i daje życiową energię.
Cóż, zdecydowano, że nie mogę... Mam nadzieję, że nie potrwa to długo.
Póki co nie pozostaje mi nic innego, jak patrzeć na brzozy. Codziennie coraz bardziej, choć jeszcze delikatnie niezwykle, zielone.
O ile fiołek to mój najulubieńszy kwiat, brzoza, to moje ukochane drzewo.
Ta miłość  wywodzi się z bardzo wczesnego dzieciństwa. Brzozy to pierwsze drzewa jakie pamiętam z ogrodu moich rodziców. Przywodzą czarowne wspomnienia...
Pisałam o tym TUTAJ


Brzoza to też moje ulubione tworzywo florystyczne. Kora, pędy, miękkie gałązki, brzozowe kotki, wszystko to genialny materiał dla florystycznych działań.
Ponieważ lasy nam zamknięto, więc pozyskałam brzozowe tworzywo w najbliższej okolicy, czyli tuż pod domem;-) Idąc do sklepu po cotygodniowe zakupy, zabrałam z sobą sekator i w drodze powrotnej nacięłam giętkich brzozowych gałązek z rozwijającymi się właśnie kotkami.

Przytargałam gałęzie do domu i zaczęłam się zastanawiać jak je spożytkować;-) Możliwości jest mnóstwo. Kilka z nich zobaczycie TUTAJ
Mnie przyszedł do głowy "kryzysowy wianek", czyli wianek z tego, co łatwo dostępne w domu i tuz pod domem;-)
Ponieważ wianki lubię bardzo, a brak materiału to spore wyzwanie, więc co prędzej zabrałam się do pracy.
Miałam ze starych zapasów, słomiany podkład do wianka, więc wykorzystałam go jako bazę.
Powbijałam weń promieniście druty i na tej "osnowie" zaczęłam wyplatanie brzozowego otoku.



Wyplotłam dosyć szeroki pas brzozowy. Używałam gałązek z "kotkami", bo wyglądają one bardzo dekoracyjnie i efektownie.



Jeśli nie macie w domu słomianego podkładu do wianka, to absolutnie nic nie szkodzi.
Można wyciąć pierścień z grubego kartonu albo skręcić ze sobą kilka starych miękkich gazet i zwinąć je w okrąg.
Albo po prostu można wypleść podstawę wianka z samych brzozowych gałązek



Takie brzozowe wianki robiliśmy jakiś czas temu na czwartkowych warsztatach florystycznych.
Możecie je zobaczyć TUTAJ

Ale wróćmy do mojego wianka kryzysowego;-)
Miałam nieco kory i mchu, przywiezione z lasu, zanim nam lasy zabrano...
Korę pocięłam na niewielkie kwadraty i nanizałam na dosyć gruby drucik.
Z przebiciem niektórych kawałków kory miałam pewne problemy, jak że były zbyt grube. No ale potrzeba matką wynalazków:-) Najpierw robiłam w korze otwory, a dopiero potem nawlekałam je na drut. Do dziurawienia kory można użyć zwykłego gwoździa.



Powstałe w ten sposób "girlandki" z brzozowej kory przymocowałam w kilku miejscach do wianka.



Ja przypinałam  brzozowe "koraliki"  haftkami rzymskimi, ale równie dobrze można je przykleić na gorąco lub dowiązać do podkładu drucikiem.

A potem już hulaj dusza;-) Zaczęło się klejenie.
Miejscami doklejałam do wianka mech, gdzie indziej skrawki kory czy pocięte patyki.
Na tym etapie kierujemy się wyłącznie własna fantazją i dostępnością materiałów.



Wszystko kleiłam klejem z pistoletu. Także ripsalis i kwiaty kalanchoe. Na ogół żywe kwiaty przyklejam klejem na zimno, ale niestety nie miałam takowego pod ręką.
Pocieszające jest jedynie to, że obie rośliny nie należą do zbyt delikatnych, inaczej takiego zabiegu by nie przeżyły. Z frezją, storczykiem czy eustomą klejenie na gorąco byłoby nie możliwe... i w dodatku barbarzyńskie;-)

I tak pomału zbliżam się do końca opowieści o moim kryzysowym wianku.
Pomimo, że wyszedł dość bogaty, to materiały do jego wykonania miałam w zasięgu ręki.
Można je zastąpić całkiem innymi:  liście kwiatów doniczkowych, sianko (jeśli ktoś ma chomika albo świnkę morską), a nawet włóczka, skrawki materiałów, skorupki jajek. Piórka opcjonalnie;-)
Mój jest "bezjajeczny", bo wszystkie materiały wielkanocne zostawiłam w szkole, zakładając, że przywiozę je sobie, kiedy będą potrzebne;-(   Życie zweryfikowało moje plany... I nie tylko moja, nas wszystkich...
I wiecie co, na czas odosobnienia przyjęłam sobie za motto starą zasadę; "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma";-)))
Czego i Wam życzę.
Kochani, nie wychodźcie niepotrzebnie z domu, nie łaźcie, nie szwendajcie się, nie zastanawiajcie się, jakich materiałów brakuje Wam do zrobienia dekoracji wielkanocnych.
Skupcie całą uwagę na tym, co macie
Jestem przekonana, ze w każdym domu jest zatrzęsienie wszelkich przydasiów;-)
Wykorzystajcie je teraz.
Ogłaszam konkurs na recyklingową dekoracje świąteczną. Kto podejmuje wyzwanie?
Dla trójki zwycięzców nagroda-niespodzianka;-)
Wybierzemy wspólnie na FB.
Zapraszam do zabawy.

A na zakończenie mój wianek kryzysowy w całej okazałości:



Był bardzo trudny do sfotografowania. Zdjęcie nie najlepsze, ale mam nadzieję, że coś na nim zobaczycie;-)

Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości i optymizmu. Kiedyś w końcu zły czas minie. I wtedy wybierzemy się na spacer do lasu...

Do napisania;-)


FLORENTYNA


10 komentarzy:

  1. Florentyno!
    Jeśli tak wygląda kryzysowy wianek, to jak chyba zaniecham moich prób, bo nawet w czasach dostępu do wszelakich materiałów i elementów dekoracji, nie zrobiłabym ładniejszego. W tym właśnie tkwi wielki talent, by zrobić coś tak okazałego prawie z niczego. Podziwiam i gorąco pozdrawiam.
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Materiały są kryzysowe, ale z wykorzystaniem ich rzeczywiście nieco się rozpędziłam. Jak już zaczęłam dłubać, to nie mogłam przestać;-) Fakt, wyszły by z tego pewnie trzy wianki;-) A ja tak bardzo chciałam pokazać na jednym, że możemy wykorzystać wszystko co pod ręką;-) Dziękuję za odwiedziny i przemiły komentarz.Życzę duuuużo dobrego w tych trudnych czasach i oczywiście pięknych (pomimo wszystko) świątecznych dni.

      Usuń
  2. Podoba mi się ten z gałązek! A wiosna i kwitnące drzewa owocowe to najpiękniejsze, co może być :)

    https://inspirow.anka.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Aniu. Dzięki za odwiedziny. Też uwielbiam wiosnę. I chociaż z okna staram się ją podglądać;-) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń