czwartek, 21 maja 2020

Jak pachnie szczęście, czyli majowe zachwyty.

Kiedy niebo lazurowe
Kryształową świeci głębią,
Tam, gdzie bujne bzy liliowe
Niby sina mgła się kłębią,
Chciałabym ja iść...
Szłabym w słońca złotej toni,
W złotych pyłów zawierusze,
Słuchająca bzowej woni,
W bzów patrząca pióropusze,
W ich skłębioną kiść...

                                          (Bronisława Ostrowska)


Maja nie sposób nie kochać. Nawet jeśli ogląda się go w większości przez okienne szyby.
Zawsze i nieodmiennie maj ma zapach szczęścia;-)
Moje skłonności do synestezji od wczesnego dzieciństwa pozwalały mi łączyć słowa z kolorami, a zapachy z emocjami.
Marzenia miały zapach fiołków, a szczęście nieodmiennie pachniało bzem;-) Wspominałam o tym w TYM WPISIE

I tak mi zostało do dzisiaj. Kiedy zanurzam nos w pachnącym bzowym bukiecie, "szczęście ogarnia mnie gorącą falą", jak powiedziałaby moja ulubiona bohaterka z dzieciństwa, Ania Shirley.
Nie wiem, czy u początków tych odczuć nie leżą jakieś wspomnienia z wczesnego dzieciństwa... Jeśli tak, to są głęboko ukryte gdzieś w mojej podświadomości i nie umiem ich przywołać. 
Wiem, że szczęście pachnie bzem i nic nie jest w stanie tego zmienić;-) Lubię otaczać się bzowym zapachem nie tylko w maju, kiedy najłatwiej, bo cały świat bzem pachnie.
Nie na darmo moje ulubione pachnące wody mają w sobie zawsze bzową nutę;-)

Co prawda nie wszystkim i nie wszędzie bez kojarzy się tak szczęśliwie i radośnie... 
Gdzieś w dawnej Anglii bukietom bzu przypisywano raczej niemiłe znaczenia. Miały przynosić pcha, niefart czy wręcz fatum...

Ale pozostańmy w naszych rodzimych klimatach;-)
Ten zachwycający krzew choć przecież obcy, bo z dalekiej Turcji przywędrował, tak wpisał się w Polski krajobraz, że wydaje nam się na wskroś tutejszy i swojski;-) Taki nasz własny.
Nie ma chyba wiejskiego domu, którego by nie otulały pachnące bzowe krzewy.
W maju domy wiejskie wręcz toną w powodzi białych, liliowych i bordowych kwiatów. 
A jak pachną... 
A i w miastach, na skwerach czy w parkach bzów nie brakuje. Zdają się ponownie wracać do łask. Bo przez chwilę były jakby nieco zapomniane. Teraz znowu niepodzielnie panują w majowym krajobrazie.



Przynoszę je do domu, kiedy tylko mogę. 
Ustawiam na stołach, parapetach, na biurku przy którym pracuję. Otulam się bzowym zapachem.




Cudne są bzowe wianki i kompozycje, chociaż ulotne bardzo. Ale warto choć przez chwilę nacieszyć nimi oczy.
Popatrzcie jakie bzowe cuda można wyczarować niewielkim nakładem pracy:



                                           źródło zdjęcia PINTEREST

                                                 źródło zdjęcia PINTEREST

źródło zdjęcia PINTEREST



Bzowe bukiety doskonale prezentują się zarówno w porcelanowych wazonach, jak i w  koszach, gliniakch, czy w stylowych kompozycjach z epoki.
Jest bez rośliną uniwersalną , sprawdzi się zarówno w stylu rustykalnym jak i glamour. 
Jednym słowem bez trudu możemy wkomponować bzowe bukiety do naszych wnętrz, niezależnie czy preferujemy styl retro czy nowoczesny. 



źródło zdjęcia  PINTEREST





Nie przegapcie bzowej pory, otaczajcie się bzowym kolorem i zapachem, nacieszcie się kwiatami. Warto, bo przecież przynoszą szczęście i szczęściem pachną;-) 
W moim Wrocławiu tegoroczny czas bzu już powoli przemija...
Choć krzewy jeszcze pachną upojnie, zwłaszcza wieczorem, to jednak wśród kwiecia pojawia się coraz więcej brunatnych akcentów. Bzy powoli przekwitają.
Ale są przecież rejony kraju, gdzie bzowa rapsodia dopiero ma swój prolog.
Mój bzowy wianek, który kiedyś wyplotłam, długo wisiał na ścianie w pokoju... Choć więdnący powoli, cały czas pachniał niesamowicie. Potem stopniowo zasychał, ale nadal był pełen nostalgicznego uroku;-)
O naszych wiankach bzowych przeczytacie TUTAJ


Obecna sytuacja nie pozwala nam póki co na twórcze florystyczne spotkania. Ale widujemy się online.
Na ostatnich zajęciach analizowaliśmy przeróżne techniki florystyczne. 
Między innymi technikę nawlekania. Dziewczyny ćwiczyły w domu.
Popatrzcie jaki urokliwy wianek powstał z bzowych kwiatów.
Delikatny, ale zachwycający.
I tak niewiele trzeba, aby go zrobić. Wystarczy kiść bzu o dużych kwiatach, igła, żyłka lub gruba sztywna nić.  I voilà, gotowe!!!






Autorką wianuszka i zdjęć jest Marianna Bodnar.
Dziękuję za pięknie odrobione zadanie domowe;-) 

I to już prawie tyle dzisiejszej bzowej opowieści.
Jeszcze tylko na zakończenie odrobina bzowego szczęścia, które przyleciała do mnie prosto z Raju;-) Tam dopiero zaczyna kwitnienie. 





Widzicie ile tu szczęścia? Od pięciopłatkowych aż się roi, a są też i takie z sześcioma płatkami.
Zosiu, baaaardzo pięknie dziękuję za tę kiść szczęścia;-)

 I to szczęście przesyłam Wam z bzowym pozdrowieniem. 
Do napisania;-)



FLORENTYNA

5 komentarzy:

  1. Dearest Florentyna,
    What lovely lilacs you have and for creating a hair band from its flowers is heavenly.
    Enjoy them as long as they last and wishing you a happy Ascension Day!
    Hugs,
    Mariette

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widziałam wcześniej takich odmian lilaków. Szczególnie zachwycił mnie ten ciemny kwiat z białą obwódką. Może uda mi się znaleźć tę odmianę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne bzowe kompozycje Florentyno. Cudne zdjęcia.
    Pozdrawiam Cię serdecznie nadal majowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie napisałaś, cudne zdjęcia .
    tez kocham maj za bzy a w czerwiec za lawendę :)
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham bzy , a zdjęcia mnie urzekły. Napatrzeć się nie mogę. Cudny bzowy post. Pozdrawiam cieplutko 🌷🌻🌻🌻

    OdpowiedzUsuń